We wsi ludzie przekazywali sobie wiadomość o zabitym kłusowniku. Plotka, rozrosła się wkrótce do rozmiaru baśni. Rěn, jak określili zabójcę, miał mieć twarz dzikiego zwierzęcia, kły, pazury i umiejętności postaci z filmów science fiction. Ktoś zadzwonił w tej sprawie do władz i wkrótce rozpoczęto poszukiwania tajemniczego mordercy.
Zajściem zainteresowała się para naukowców: psycholog Sebastian Crocery i Nina Tancy, antropolog fizyczny, neuropsycholog. Dla nich, schwytanie i zbadanie tego człowieka, stałoby się wielkim odkryciem w dziedzinach, które reprezentowali.
Spotkali się na miejscu w Ambasadzie Amerykańskiej w Hongkongu. Po załatwieniu wszystkich formalności, dostali prywatny transport do wsi, gdzie mieszkał zamordowany mężczyzna.
Nie wiedział nic o nagonce na niego. Chociaż nie był już zależny od matki, jego kryjówka znajdowała się na jej terytorium. Tolerowała go i czasem nawet pozwalała by się przy niej położył czy towarzyszył podczas polowań. On znosił dla matki mięso, zajmował się jej futrem, przy samicy czuł się bezpieczny.
Gdy słońce poczerwieniało na zachodzie, poczuł głód. Nie jadł od poprzedniego ranka, a teraz nieprzyjemne uczucie zaczynało być dokuczliwe. Wyszedł ze swojej jaskini i rozejrzał się. Wciągnął powietrze pełne różnych zapachów. Matki nie było. Zeskoczył ze skarpy i pobiegł w las. Wszystkimi zmysłami odbierał to co działo się wokół. Wsłuchał się w odgłosy zwierzyny. Obrał kierunek, skąd dobiegały i zaczął podchodzić małe stadko jeleni. Upatrzył rocznego samca, miał długą czerwoną pręgę, ciągnącą się od biodra po kolano. Co i raz zwierzę odwracało łeb, by wylizać ranę do czysta. Odór krwi, był dla niego sygnałem do ataku. W chwilę później, jelonek leżał u jego stóp. Nasycił się a padlinę ukrył na drzewie, legł na gałęzi poniżej kryjówki i zasnął.
-Chcesz obejrzeć zdjęcia tego nieszczęśnika, którego znaleziono w dziczy? -zapytał Crocery swoją koleżankę.
Kobieta czytała raporty i zeznania osób, którzy natknęli się na zwłoki. Podniosła wzrok z nad lektury i wyciągnęła rękę po fotografie, przeglądała z uwagą.
-O mój Boże! -sięgnęła po szkło powiększające, pod nim, to, co ją tak zainteresowało, stało się wyraźniejsze. -Sebastianie, widziałeś jakie ślady ma na sobie ten zamordowany? To nie było zwierzę a jednak ciało jest rozszarpane... Co mu się tak na prawdę przytrafiło?
Naukowiec także pochylił się nad zdjęciem. Podszedł do laptopa i wpisał hasło: "kanibalizm wśród ludzi". Zawołał Ninę i wskazując inne, udokumentowane przypadki pogryzień i rozszarpań, powiedział:
-Spójrz tutaj. Na niektórych, są dosłownie, wygryzione partie mięśni, ale żadne nie sięga do kości. To ciała tych, których zabili kanibale z różnych dzikich plemion.
-Widać podobieństwo z ranami z naszych raportów. - potwierdziła Tancy. -Tylko, co tu robi afrykański kanibal? Dlaczego, ukrywa się w lesie i zabija ludzi, jak dziką zwierzynę? Może cierpi na chorobę psychiczną, nie leczona, dała teraz właśnie takie objawy...
Sebastian wciąż jeszcze siedział przy komputerze. Czytał o wierzeniach afrykańskich i składnych ofiarach.
-Dla mnie to wszystko nie trzyma się kupy...-westchnął. -Ten, kto położył trupem tego kłusownika, albo miał z nim prywatne porachunki, lub też chciał "zakosztować" nowych wrażeń. Bo to, jak na razie jedyny jego zabity.
-Co masz zamiar zrobić? -spytała kolegę.
-Jutro, pojedziemy na miejsce tragedii i rozejrzymy się. Przygotuj się na spore wydatki związane z opłatą dla tropiciela i przewodnika, moja droga. -zamknął laptop i wstał. -Zapraszam cię na kolację.-powiedział.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz