-Nie idźcie tam. Zabierzmy go, należy mu się godny pochówek. -powiedział do nich. -Ślady wskazują, że zabił go tygrys. Były tam też odciski bosych stóp, ale być może tylko mi się przywidziało. W takich okolicznościach wzrok może płatać różne figle.
Kobieta wróciła na drogę wraz z Crocery'm, przewodnik natomiast poszedł na brzeg. Zainteresowała go wzmianka o bosych stopach odciśniętych na piasku.
-Dogonię was! -krzyknął.
Z uwagą przeszukiwał miejsce gdzie przed paroma minutami leżał jego kolega. Trop tygrysa był wyraźny. Rysunek łap gdzie stał, i tam, w którym zabił myśliwego. "-A co z tymi ludzkimi?"-pomyślał. Schylił się, przyglądając w skupieniu dwóm wgłębieniom nieopodal śladów drapieżcy.
"-Czemu temu człowiekowi nic się nie stało a starego trapera to zwierzę, po prostu uśmierciło?"-zapytał sam siebie. -Musisz być niezłym treserem, żeby kazać bestii zabijać kogo wskażesz palcem...-wyszeptał.
Leżąc na brzuchu, śledził istoty, podobne do tej, którą zabiła matka. Głuchy pomruk nie przestawał wydobywać mu się z gardła. Jeszcze do teraz emocje, które towarzyszyły mu podczas spotkania z tym stworem oko w oko, sprawiały, że drżał. Wiatr zmienił kierunek, czuł woń pochodzącą od nich i to sprawiło, że nagle groźne warczenie zaczęło zamierać w końcu ucichło. Podniósł głowę, bo zapach jednego z obcych coś mu przypominał. Słodkawy i mniej drażniący nozdrza niż odór tamtego, co wyciągnął go z zarośli, przywołał w jego świadomości dziwny obraz...Otrzepał się z tego snu na jawie. Gdy odeszli, chciał pójść napić się, ale nie uczynił tego. Okazało się bowiem, że nie wszyscy opuścili jego terytorium. Inny stwór nadal przetrząsał okolicę. Nie chcąc niepotrzebnie ryzykować, został w swojej kryjówce.
Tancy i Crocery siedzieli w knajpce, przy oknie. Zamówili do picia sok i ciepły posiłek.
-Mam dla was coś ciekawego...-zaczął przewodnik,dosiadając się. -Mojego, szanownego kolegę zabił tygrys, ale! -podniósł wskazujący palec w górę, nadając swej wypowiedzi rangę ważności. -Był z nim człowiek, który tym drapieżnikiem kieruje! To jakiś socjopata, z wytresowanym kotem morduje niewinnych ludzi w odwecie za zabijanie zwierząt przez kłusowników i myśliwych! Taką mam teorię! -wygłosił swoje przypuszczenia mężczyzna. Skinął na posługującego chłopaka i zamówił coś dla siebie.
Nina i Sebastian wysłuchali go cierpliwie. Crocery odezwał się:
-Nie przeczę, to dość śmiałe wnioski po oglądnięciu kilku niewyraźnych i raczej mało znaczących odbić na piasku nad rzeką... "Człowiek z wytresowanym kotem", tak pan go określił, kto to mógł być? Uciekinier z cyrku? Bzdura! -takie sugestie nie miały sensu dla psychologa.
-Miał pan rację z tymi odciskami ludzkich stóp, były tam, dlaczego teraz zaczyna pan sądzić iż moje spostrzeżenia są naiwnym naciąganiem faktów? -przewodnik był niezadowolony z zarzucania mu, iż poddał się fantazji.
-Na takiej podstawie, że możemy je wziąć pod uwagę jako jedną z wielu niekonwencjonalnych odpowiedzi na pytanie: "Kto i po co zabił kłusownika i trapera?" -włączyła się do rozmowy Nina. -Jedno co nie daje mi spokoju, to to, że nie dowiemy się dlaczego tygrys zaatakował człowieka, który wiedział o tych zwierzętach wszystko...Przecież nie było śladów walki z wielkim kotem... A odciski bosych stóp? Sebastian, widziałeś skąd i dokąd zmierzały tamte ślady? -zapytała doktora psychologii.
-Nie dokładnie...-odpowiedział.
-Czy mogę? -spróbował mężczyzna.
Tancy skinęła głową.
-Ludzki trop był tylko w jednym miejscu, przy tygrysie, stali obok siebie. Myślę, że tamten się go wcale nie bał...
-Czy wie pan z którego miejsca ten ktoś przyszedł?
-Niestety nie...tak, jakby poruszał się po linii brzegu, tuż przy rzece, żeby jego ślady szybko zmyła woda...-snuł znowu domysły.
Przerwano te intrygujące śledztwo. Do ich stolika podszedł kelner, zebrał puste naczynia i zostawił rachunek na blacie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz