Rzucił zdobycz u włazu do jaskini samicy. Podeszła i sama zaciągnęła sporego byka do wnętrza kryjówki. Usiadł na ziemi, był syty po udanych łowach. Ciągle pamiętał zapach obcego, ten delikatniejszy. Kiedy śnił, postać była dobra, nie robiła hałasu, nie zadawała mu bólu. W tym widzeniu sennym, wyciągał do niej ręce a ona przytulała go do siebie i wtedy uczucie strachu budziło go. Nie umiał nazwać uczuć, które wciąż zjawiały się w jego umyśle, nie potrafił ich też wyrazić...
Wszystko stało się nagle. Jego biologiczna matka porzucona z nim w lesie na odludziu przez złego człowieka, została zabita. Dwa strzały i wątłe ciało osunęło się w runo leśne. Dziecko, trzyletni chłopczyk, został na pastwę drapieżników. Płakał i krzyczał z głodu i strachu. Nikt nie przyszedł mu z pomocą, nikt oprócz olbrzymiej tygrysicy, która sama miała właśnie małe. Wiedziona instynktem, zaniosła sierotę do swoich dwóch tygrysków. Maluch ożywił się w takim ciekawym towarzystwie. Nakarmiony mlekiem, zasnął wraz z nowymi braćmi u jej boku. Nowa matka zajęła się nim, ucząc wszystkiego co sama przejęła od swych przodków. Te dziwne stworzenie, było pojętne i bardziej przebiegłe niż jej rodzone maluchy. Ale tak na prawdę ani ona, ani też dziecko, które wykarmiła, nie wiedzieli o tych zdolnościach.
Minęło sporo czasu a jej przybrany syn żył niedaleko niej i nie walczyli o terytorium. Gdyby był z tego samego gatunku, na pewno nie pozwoliłaby mu na zadomowienie się na jej terenie. Łączyło ich coś, co po ludzku, chłopak nazwałby przyjaźnią, gdyby pamiętał mowę, ale nie umiał myśleć i zachowywać się jak na człowieka przystało. Jego umysł był nastawiony na podstawowe umiejętności: polowanie, atak i obronę. Tego uczy się każdy drapieżnik żyjący na wolności. On zaś przyswoił sobie jedną lekcję typową dla jego gatunku - zabijanie za pomocą przedmiotu. Nie miał pojęcia jak nazywa się to, co dzierży w dłoni, gdy idzie na polowanie, ale rozum podpowiadał mu, że do zabijania ofiar większych od siebie nadaje się znakomicie.
Wyczuł niebezpieczeństwo. Samotny, stary samiec przyszedł nad rzekę. Gdyby napił się i odszedł, nie zwróciłby jego uwagi, ale tygrys zwietrzył samicę. Zaciekawiony łaził po brzegu, uniósł górną wargę i wysunął język, obwąchując ślady.
Spotkali się u podnóża wzniesień, w których były jaskinie . Nie mógł pozwolić by zbliżył się do jego matki. Samiec zobaczywszy człowieka zaryczał wściekle. Dla niego był tylko łatwym łupem, na który nie raz potrafił zapolować. Jednym susem pokonał dzielącą ich odległość, następny skok miał powalić śmiałka na ziemię i zakończyć spotkanie. Tak jednak nie było, chłopak poddał się ciężarowi drapieżnika, upadł, wbijając po rękojeść ostrze sztyletu w serce tygrysa. Zwierzę zadrżało i skłoniło łeb na swojego zwycięzcę. Wydostał się spod zwłok i otrzepał. Napił się i wrócił do groty.
Nina i Sebastian pojechali do miasta, byli umówieni z tamtejszym szefem policji. Chcieli dowiedzieć się o wyniku autopsji zabitego trapera.
Dostali kserokopię dokumentów z sekcji i rozmawiali na temat ostatnich wydarzeń z komendantem.
-Twierdzicie państwo, że po lasach włóczy się jakiś bezdomny, być może chory psychicznie człowiek, tak? -zapytał.
-Proszę wybaczyć, ale nie zakładajmy od razu choroby. Jeżeli takie pomówienia dostaną się do prasy, ludzie będą podejrzewać nawet swoich sąsiadów o te zbrodnie. -wyjaśnił Crocery.
-Ma pan rację. -odrzekł szef. -Nic nie może z naszej rozmowy wydostać się na zewnątrz. Mieszkańcy tej wioski są przestraszeni, słyszałem, że niektórzy zaczęli składać ofiary bogom aby chronili ich przed atakami tego...-nie znalazł określenia, więc kontynuował: -Do wywołania paniki jest tyle. -pokazał odległość między palcem wskazującym a kciukiem.
-Jutro wrócimy nad rzekę. Jeżeli tam zwierzęta przychodzą ugasić pragnienie, może uda nam się spotkać też naszego zabójcę? -oznajmił policjantowi Sebastian.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz