Kroplówki schodziły powoli, jedna nawadniająca, druga przeciwbólowa. Wymagał całodobowej opieki już teraz a w przyszłości? Nie wiedziała, czy pozwolą jej zająć się bezdomnym, bezimiennym chłopcem. Mogliby z Sebastianem wziąć go do Nowego Jorku i poddać resocjalizacji. Może udałoby się przywrócić chłopaka społeczeństwu?
Mnóstwo myśli przewijało się przez umysł Niny. Wiedziała, że to nie jest dobrze, ale zdążyła już obdarzyć nastolatka przywiązaniem. Dla siebie samej, nazywała go Xiǎo Zhǎo (Mały Pazur), niestety, nie mogła mu nadać właściwego imienia i nazwiska a o tymczasowym wiedział tylko Crocery.
Całe dnie spędzała u jego łóżka. Na zmianę z kolegą pilnowali momentu, kiedy dojdzie na tyle do siebie, że trzeba będzie go unieruchomić w łóżku albo w jakiejś celi.
-To będzie najniebezpieczniejszy moment, musimy być przy nim i w razie czego interweniować iniekcją. Wiesz jakie są zwierzęta po wybudzeniu ze śpiączki?
-To dziecko nie jest zwierzęciem! -musiała zaoponować. Sympatia jaką żywiła do chłopaka, nie pozwalała na racjonalne podejście do sprawy.
-Nina, zdaję sobie z tego sprawę, polubiłaś go ale twoje zaangażowanie zaczyna przekraczać granice naukowego zainteresowania! Jednym słowem - przesadzasz! -słowa Sebastiana zawierały sporo racji.
-I co z tego?! -wybuchła nagle. -On nie ma nikogo, mówisz o nim jak o drapieżniku a na dodatek, gdyby ktoś dowiedział się, że morderca dwóch mężczyzn jest w szpitalu, miałby już na karku nawet wyrok śmierci!!! Tego chcesz? Jestem gotowa, jeśli tylko wyzdrowieje, wypuścić go tam, do dziczy, gdzie będzie najbardziej bezpieczny! -patrzyła na psychologa z wyrzutem. "-Czy tylko mnie obchodzi dobro tego dzieciaka?" -pomyślała z rozpaczą.
Crocery jakby domyślił się jej pytania.
-Jako doktor nauk psychologii, muszę go traktować jak zwierzę, ponieważ, nie wykazuje żadnych cech ludzkich. Jeśli dostałby się w łapy innych instytucji, potraktowaliby chłopaka jak umysłowo chorego i zamknęli na długie leczenie w jakimiś ośrodku dla takich ludzi. Zależy mi bardzo na tym, by był pod naszym stałym nadzorem, ale najpierw musimy to uzgodnić z naszymi wszystkimi przełożonymi.
Miała ochotę rzucić się mu na szyję. Nie uczyniła tego, tylko uśmiechnęła się promiennie. Po wybuchu złości nie został cień.
-A więc zacznijmy od dzisiaj! -zawołała z radością. -Jeśli się zgodzisz, pojadę do Ambasady i załatwię dokumenty transportu, paszport i co tam jeszcze trzeba będzie...
-Hola, hola!!! Panno Tancy! O czym ty do mnie mówisz? Czy ty chcesz go zabrać do Nowego Jorku? Przed chwilą, miałaś zamiar wypuścić go na wolność a teraz dowiaduję się, że wraca z nami do Stanów?! -mężczyzna szeroko otworzył oczy ze zdumienia. -Na litość boską, nie możemy tego zrobić!
-Powiedziałeś, że ma być pod naszym nadzorem, stąd pomysł powrotu z nim do Ameryki...-spokojnie odparła Tancy. -Byłam pewna, że myślimy o tym samym...
-Nina, jeżeli zrobisz to, co ci każę, zobaczysz, będziesz zadowolona z mojego pomysłu, jak zatrzymać to dziecko z nami. Jeśli coś spieprzysz, będzie to tylko i wyłącznie twoja wina. Zrozumiałaś? -ton głosu był stanowczy. Kobieta przytaknęła.
-Słuchaj, pojedziesz do Ambasady i zawiadomisz naszych ważniaków, że znaleźliśmy dzikiego nastolatka, narodowości azjatyckiej. Potrzebujemy odpowiednich dokumentów, by móc zapewnić mu opiekę psychiatryczną i resocjalizacyjną z naszych wydziałów. Potem, porozmawiaj z kim trzeba, od spraw dzieci porzuconych i dowiedz się o procedury sądowe, które zapewnią, że będziemy jego prawnymi opiekunami do czasu aż zacznie, jako człowiek funkcjonować w społeczeństwie.
"-Nareszcie zaczynamy działać!" -wyszła z budynku szpitala i wsiadła do samochodu. Miała gotowy plan działania, musiała tylko dać z siebie wszystko, żeby nastolatek mógł bezpiecznie zacząć swój powrót wśród ludzi.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz