
Obudziło go donośne pluśnięcie. Poderwał się na ten dźwięk i wyjrzał z kryjówki. Spał w poszyciu, noc była ciepła. Wyczołgał się, węsząc i nasłuchując gdzie jest zwierzę, które narobiło tyle hałasu. Odwrócił głowę i ujrzał rannego lamparta. Kot upadł w wodzie, był ranny i opuszczały go siły. Na jego widok jednak poderwał się. Ostrzeżenie drapieżnika słychać było naokoło. Zaczął podchodzić do okaleczonego zwierzęcia, ściskając w dłoni rękojeść noża. Lampart, prawie stracił przednią lewą łapę w potrzasku, zastawionym przez kłusowników. Oderwana od ciała przeszkadzała w poruszaniu się, sprawiając dodatkowe cierpienia. Pojawienie się człowieka, spotęgowało strach, chcąc jak najszybciej uciec, musiał pozbyć się niesprawnej kończyny. Jedno pociągnięcie i połowa łapy została na piasku. Nie zwracając uwagi na obfite krwawienie, spróbował odejść w gąszcz.
Czuł nieodpartą chęć aby ruszyć za nim. Podniósł oderwaną łapę i powąchał. Niezdecydowany usiadł na brzegu i patrzył w kierunku gdzie zwierzę przed nim uciekło. Zbliżył raz jeszcze nos do kawałka ciała i pobiegł za kotem. Szukał go, zatrzymując się i wsłuchując w odgłosy nocy. Krążył po leśnych ostępach, chcąc dopaść drapieżnika. Co jakiś czas odór słodkawy krwi dawał się poczuć z ziemi, pochylał się i natrafiał na lepkie, czerwone tropy. Lampart musiał być niedaleko.
Giętkie ciało runęło na niego niespodziewanie. Stracił równowagę i upadając upuścił sztylet, był bezbronny. Chociaż był bardzo silny, zwierzę przewyższało go sprawnością w walce. Brak jednej łapy nie miał tu żadnego znaczenia. Drapieżny kot trzymał go za ramię, miażdżąc prawie kości, zdrowa łapa rozpruwała skórę na klatce piersiowej i brzuchu. Czuł ból i zaczął tracić ostrość widzenia. Jedyne co mógł zrobić, to ile tylko miał jeszcze mocy, uderzył lamparta w ranną kończynę. Poskutkowało. Samiec zostawił go na chwilę a wtedy on odnalazł swój nóż. Ponowny atak zakończył się śmiercią agresywnego kota.
Wzrok zachodził mgłą, szedł po omacku, chciał dotrzeć jak najszybciej do matki. Nie wiedział czemu, tak uporczywie, jej obraz trwał w gasnącym umyśle.
Nie doszedł do swojej jaskini. Osłabiony, potknął się i przewrócił w lesie. Nie miał sił podnieść się by dotrzeć do bezpiecznej kryjówki. Jego ciało pozostało na ścieżce wiodącej do rzeki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz