"...życie to lekcja, zadana nie tylko teraźniejszości..."
-Catherine...idziemy na spacer. -kobieta podała dziewczynie sweter. -Włóż, proszę, jest chłodny wiatr. Twój brat jest teraz w pracy, będziemy dziś razem spędzać czas. -poczekała, aż ubierze się i wyszły przed dom. Słońce co chwilę skrywało się za postrzępione chmury, gdyby nie zimniejszy powiew, temperatura byłaby idealna.
Poszły do parku w trójkę. Mała Cyndi biegała dokoła nich, śmiejąc się.
-Ciociu! -przystanęła przed Catherine. -Ciociu, mam coś dla ciebie! - wyciągnęła bukiecik maleńkich kwiatków, które zebrała. -Proszę.
Pochyliła się do dziecka, wzięła podarunek i uśmiechnęła się.
-Dziękuję.
Skierowały się na niewielki plac zabaw, Madeleine lubiła tu przychodzić z córką. Cyndi spotykała tu czasami koleżanki i kolegów, z którymi się bawiła. Dziś nie było zbyt wiele dzieci, z powodu pogody.
-Czy mogę iść na karuzelę? -zapytała dziewczynka.
-Tak, ale bądź ostrożna. -powiedziała matka. Catherine siedziała na ławce, wpatrzona w dal.
-Cathy, nie jest ci zimno? -zagadnęła szwagierkę. -Spójrz, twoja bratanica jest coraz bardziej odważniejsza. Nie boi się sama oddalić, żeby się pobawić. Pamiętam, kiedy nie mogliśmy z Robertem zostawić jej samej na pięć minut. Zanosiła się płaczem, jak gdyby była sama na świecie. -uśmiechnęła się do wspomnień.
-Bo w poprzednim życiu...-odezwała się dziewczyna. Madeleine wpadła jej w słowo:
-Nie, nie zaczynaj o tym znowu, proszę cię! Nie mów mi o poprzednich życiach, wcieleniach, czy bóg wie o czym jeszcze! Ona nie żyła wcześniej, zrozum, przyszła na świat jak każdy człowiek. -tłumaczyła Cathy. Nagle, przerwała rozmowę, rozejrzała się i nie zobaczyła w pobliżu córki. Przestraszona, wstała.
-Zostań tu, muszę poszukać Cyndi. -powiedziała odchodząc ścieżką. Obserwowała park, czy nie dostrzeże gdzieś swojego dziecka.
Catherine została sama. Odkąd zaczęła mówić, że pamięta, swoje "poprzednie wcielenie", zaczęto leczyć ją psychiatrycznie. Wciąż była na jakichś lekach. A co najdziwniejsze, nikt z jej bliskich ani też lekarze, nie brali słów dziewczyny na poważnie, raczej starano się nie poruszać tego tematu. To było tabu...
Ktoś szedł drogą, prowadził córkę Madeleine za rękę, ale to nie była ona, tylko młody chłopak. Spojrzała na niego, osłaniając dłonią oczy przed słońcem. Zwróciła uwagę na rysy twarzy.
-Cześć. To chyba twoja zguba? - puścił małą, która objęła kobietę za szyję.
-Ciociu, przepraszam...-szepnęła, tuląc się do niej.
-Czy ja ciebie znam? -Cathy, zagadnęła mężczyznę, miał miły uśmiech i dziwnie znajomy głos.
Usiadł obok.
-Jestem aktorem, obawiam się, że nie tylko ty masz takie wrażenie, iż znasz mnie lepiej niż ja sam...-wyznał z całą szczerością. -Czasem wydaje mi się to, trochę krepujące, gdy słyszę taki tekst.-klepnął się w udo. -Dość o mnie! -zaśmiał się. -Lepiej opowiedz mi coś o sobie. Jak masz na imię?
-Cathy. Ty mnie nie pamiętasz...-zdziwiła się. -Dlaczego mi to robisz? Na prawdę, zapomniałeś?
-Nie rozumiem, czemu sądzisz, że powinienem cię pamiętać? To znaczy, skąd niby my, mielibyśmy się znać? -zaczynał mieć dosyć tej dziwnej rozmowy.
-Czy możemy się jutro zobaczyć? -zaskoczyła go pytaniem.
Już miał zamiar odpowiedzieć "-Nie.", ale podeszła do nich jakaś kobieta, była roztrzęsiona. Zobaczyła dziewczynkę, grzecznie siedzącą obok Catherine. Wzięła dziecko na ręce i rozpłakała się.
-Mamusiu, ten bardzo ładny, miły pan mnie znalazł i przyprowadził do cioci. Nie płacz mamusiu, on jest strasznie fajny. -opowiadała Cyndi, wycierając rączkami łzy matki.
-Dziękuję panu bardzo. Jak mogę się odwdzięczyć? -spytała młodego aktora.
-Cała przyjemność po mojej stronie. -odparł. Zamierzał odejść, ale wtedy usłyszał jak Cathy mówi do bratowej:
-Jeśli nie masz nic przeciw, zaprosiłam go jutro do nas,na herbatę i te pyszne czekoladowe ciastka, które pieczesz. Na siedemnastą. Możesz zapisać panu adres? -poprosiła ją.
-Bardzo chętnie. -napisała na kartce adres i telefon. -Będzie mi niezmiernie miło, gościć pana w naszym domu. -powiedziała z uśmiechem Madeleine.
Tylko z grzeczności, przyjął tak niespodziewane zaproszenie. W głębi duszy czuł się oburzony, że obca osoba tak go traktuje. Pożegnał obie kobiety i odszedł.
Wróciły do domu, opowiadając sobie wciąż, o spotkanym chłopaku. Cathy nie wspomniała ani słowem, że rozmawiała z nim na temat, o którym nie wolno jej było wspominać w gronie najbliższych...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Ten ktoś obok.
«ROZDZIAŁ JEDENASTY» "Szarość mgły wieczornej oplatała trawę, krzewy i pnie drzew. Szedł brzegiem rzeki, rozglądając się dokoła. Szukał...
-
«PROLOG» - I, mamy go!!! - okrzyk triumfu ratownika medycznego oznajmił sukces reanimacji. Ostrożnie położono go na noszach i natychmiast ...
-
"Chwila, w której serce ustaje, życiu nowy smak nadaje..." Echo końskich kopyt dudniło po cichych uliczkach. Czarny karawan ciąg...
-
Jakby tu zacząć? Otóż...Witam na moim blogu :-) Spróbuję zmierzyć się na nim z sobą samą. Może Ktoś z was lubi czytać opowiadania różne, n...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz