czwartek, 26 września 2013

OBCY cz:11


Zanim kobieta spróbowała dotknąć ramienia chłopca, ten chwycił udziec i odskoczył zręcznie przed kontaktem z Niną.
-Uff... -sapnął z ulgą Crocery. -Myślałem, że już po nas. Nie rób nic na siłę, proszę!
-Próbować przecież mogę, prawda? Nauczyliśmy go reagowania na nasze głosy i jednego polecenia ręką. Powoli robi postępy. Pójdę po tego konia na biegunach, niech ma jakąś rozrywkę.
Sebastian zaśmiał się cicho. Odwróciła się i spojrzała na kolegę.
-Rozrywkę, tak? Po zabawce nie będzie śladu po kilku minutach. Niezła rozrywka.
Nagle zdali sobie sprawę z tego, że Mały Pazur siedzi nieopodal i przygląda się im z zaciekawieniem. Ich porozumiewawcze spojrzenia miały oznaczać, iż nie będą zwracać na niego uwagi, od czasu do czasu tylko, któreś z nich, niby przypadkiem popatrzy w jego kierunku. Zaczęli rozmawiać o czymkolwiek, byle nie spłoszyć nastolatka i zaobserwować jego zachowanie. Nadal nie spuszczał z nich oczu, wyraźnie zainteresowany ich osobami.

Ciągła samotność zaczęła mu już dokuczać  Jego pluszowy towarzysz niewoli nie nadawał się do niczego. Nie polował, nie był głodny. Po czasie, w którym nie wykonał żadnego ruchu, stracił nim zainteresowanie. Dla niego był nieżywy. Za to te istoty były żywe... Coś go do nich ciągnęło. Był ciekaw co robią, stojąc tak obok siebie i wydając mnóstwo dźwięków o różnych tonach i natężeniu. Kiedy ściszali głos do szeptu, nastawiał uszu i przekrzywiał głowę, gdy się śmiali, on starał się naśladować mimikę, chociaż nie rozumiał co to jest "śmiech". Hałas jaki przy tym robili nie przypominał mu odgłosów zapamiętanych z przeszłości. Tęsknił za matką i wszystkim co go otaczało. Dlatego poddał się instynktownie temu dziwnemu uczuciu, co popychało go do ludzi. Wstał, podszedł bez obawy do jednej z osób i dotknął jej twarzy.

-Ooo... co o tym sądzisz Sebastianie? -neuropsycholog była szczęśliwa, że Xiǎo Zhǎo złapał ją za twarz, nie robiąc krzywdy. -Widziałeś, chodziło mu o śmiech, jeśli się nie mylę. Chciał zobaczyć jak się śmieję. To niesamowite!
-Wciąż nurtuje mnie, czy uda nam się przywrócić mu ludzkie cechy? Na ile możemy zaingerować w jego psychikę, by pojął kim jest na prawdę? I... opowiedział nam coś o sobie, o ile pamięta...
-...pymieta... ila pymata... -zabrzmiało w pokoju.
Oboje podskoczyli jak na wybuch armatni. Głos był niewyraźny, słowa przypominały końcówkę zdania powiedzianego przed chwilą przez Crocery, ale ten, kto je wypowiedział umilkł spłoszony własnymi, wypowiedzianymi zgłoskami.
-On próbuje mówić! A niech mnie! -psycholog ledwo powstrzymał się od klaśnięcia w ręce. Ich nagła wesołość jeszcze bardziej zwróciła uwagę Małego Pazura.
-Ila pymata! Pymeta ila! -powtarzał, jakby sprawiało mu to frajdę. Robił przy każdym słowie jakąś minę a wtedy oni też uśmiechali się do niego.
-Zhǎo! -zawołał chłopaka naukowiec. -I L E. P A M I Ę T A.-powtórzył wyraźnie, czekając odpowiedzi dziecka.
Mały nie miał zamiaru go słuchać. Jeszcze kładąc się spac wykrzykiwał swoje nowe dźwięki:
-Ila pemiate!!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Ten ktoś obok.

«ROZDZIAŁ JEDENASTY» "Szarość mgły wieczornej oplatała trawę, krzewy i pnie drzew. Szedł brzegiem rzeki, rozglądając się dokoła. Szukał...