"...życie to lekcja, zadana nie tylko teraźniejszości..."
Obudził się w środku nocy, był już odłączony od respiratora. Jedyny aparat, który został to monitor ekg, który dawał nie wiele światła, ale wystarczyło ono, by dostrzegł jakąś sylwetkę na krześle, obok swojego łóżka.
Domyślił się, kto czuwał przy nim. Wpatrywał się w postać, aż oczy same mu się zamknęły.
Rankiem, miejsce było puste. Zaskoczony tym, zapytał o Cathy, pielęgniarkę. Nie wiedziała nic o dziewczynie w jego sali. Poprosił, aby zawiadomiono jego najlepszego przyjaciela, Marka Yōuxiù. Mężczyzna, przyjechał jak tylko dostał wiadomość.
-Hej! -zawołał od progu. -Witaj wśród żywych, bracie! -objął Iana z radości.
-Ouch...-syknął z bólu gwiazdor. -Ostrożniej, proszę! -chociaż miał uśmiech na ustach, grymas bólu zmarszczył mu twarz. -Nie tak do końca ze mną jest ok...-powiedział.
-A co mówi lekarz? -zapytał Mark.
-Po rehabilitacji, będę jak nowy, uraz kręgosłupa na moje szczęście, skończył się tylko solidnym stłuczeniem. A głowa już nie boli. -relacjonował przyjacielowi. -Mam do ciebie prośbę...
-Jaką?
-Po pierwsze: nie mów nic Dorothy. Po drugie: pojedziesz do domu, pod ten adres i przywieziesz tu Catherine, rozumiesz? -przerwał, widząc, że Mark przygląda mu się z pobłażliwym uśmiechem. -Pytam, czy słyszysz, w ogóle, co do ciebie mówię?
Chłopak nie wytrzymał, parsknął śmiechem, zamiast odpowiedzieć. Po kilku minutach, mógł zapanować nad sobą, na tyle, że wydusił z siebie: - Ależ jasne, że usłyszałem, każde twoje słowo! Przywiozę ci kogo tylko będziesz chciał! - zażartował.
Był przy drzwiach, jak usłyszał prośbę Iana:
-Mark, pamiętaj, nie mów o niczym Dorothy...
-Się wie, przyjacielu! - porozumiewawczo puścił do niego oko i poszedł.
Weszła do jego pokoju, bardzo przejęta. Nie spodziewała się, że sławny aktor, przyśle kogoś po nią. Przyjaciel Iana był bardzo miły, rozmawiali podczas drogi do szpitala, trochę o pracy nad filmem, o ludziach z planu.
A teraz stała przed gwiazdorem i nie wiedziała co powiedzieć. Ausdauer, zaczął pierwszy:
-Cześć. Miło mi cię widzieć. Usiądź. - zaprosił ją.
Mark, pożegnał się z obojgiem i zostawił ich. Mogli rozmawiać do woli.
-Byłaś u mnie jak leżałem w śpiączce. Wiedziałem, że to ty. -odezwał się. -Czy możesz mi to wszystko, jakoś wyjaśnić? -poprosił.
-Zastanawiasz się, czy to, o czym ci opowiadałam, to prawda? Ja wierzę, że tak. I nie obchodzi mnie, co twierdzą inni. Pamiętam wszystkie szczegóły z...-nie dokończyła, Ian sam powiedział, co miała na myśli:
-...z naszego małżeństwa...-wyciągnął rękę a ona zbliżyła się do niego. Pocałowała go lekko w czoło i uśmiechnęła się.
-Pamiętasz...
-Tak. Chociaż wydaje mi się to nie realne. Widziałem nas w moim śnie, byliśmy małżeństwem. Ktoś ugodził cię śmiertelnie nożem, zmarłaś na moich ramionach. Ludzie mnie chyba ukamienowali, twierdząc, że to ja cię zabiłem...-dokończył opowieść.
Westchnęła. przytuliła jego rękę do policzka i odparła:
-Będąc małą dziewczynką, powiedziałam któregoś dnia mojej matce, że jako dorosła, umarłam, bo ktoś wyrządził mi krzywdę. Od tamtej pory, mają mnie za szaloną. A ja nie jestem chora! Tylko nikt, nie chciał mnie nigdy wysłuchać, tak jak ty...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Ten ktoś obok.
«ROZDZIAŁ JEDENASTY» "Szarość mgły wieczornej oplatała trawę, krzewy i pnie drzew. Szedł brzegiem rzeki, rozglądając się dokoła. Szukał...
-
«PROLOG» - I, mamy go!!! - okrzyk triumfu ratownika medycznego oznajmił sukces reanimacji. Ostrożnie położono go na noszach i natychmiast ...
-
"Chwila, w której serce ustaje, życiu nowy smak nadaje..." Echo końskich kopyt dudniło po cichych uliczkach. Czarny karawan ciąg...
-
Jakby tu zacząć? Otóż...Witam na moim blogu :-) Spróbuję zmierzyć się na nim z sobą samą. Może Ktoś z was lubi czytać opowiadania różne, n...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz