wtorek, 10 września 2013
OBCY cz:1
Las bambusowy i niskie zarośla dawały schronienie tej rodzinie. Ciepłe, nagrzane słońcem kamienie były wspaniałym miejscem do odpoczynku. Rozglądała się uważnie, czuwając nad bezpieczeństwem swoich dzieci. Biegały po wodzie, zanurzały w rzece po szyję, by za chwilę z właściwą w ich wieku radością, wyskoczyć w górę, rozbryzgując strugi wokoło. Trójka maluchów, beztrosko przeżywała każdy dzień.
Nagle jedno z dzieci zakwiliło. Nie wiedziała, co było tego powodem. Wstała, podeszła do malucha i ostrożnie uniosła w górę. Uspokoił się wtulając w nią ufnie. Wydostała go z nurtu i postawiła na brzegu, siadając obok. Podszedł do niej, dopominając się mleka. Przygarnęła go do piersi, pozostała dwójka przyłączyła się do brata. Po sutym posiłku, ułożyli się obok matki i usnęli.
Słońce zaszło, było chłodniej, więc wrócili do kryjówki. Musiała jeszcze raz wyjść sama do lasu. Malcy też mięli ochotę na wieczorny spacer, ale teraz nie potrzeba jej było towarzystwa. Kilka razy próbowała wymknąć się, lecz zawsze któryś, lub wszyscy biegli za nią. Zdenerwowana, nie wytrzymała. Zagoniła pociechy w ciemny kąt i nakazała zostać na miejscu. Posłuchali, chociaż słyszała ich nie zadowolone piski i pomruki, dopóki nie zniknęła im zupełnie z oczu. Ruszyła na łowy...
Znajomy zapach i woń posiłku sprawił, że dzieci wyszły do niej na dróżkę. Nie od razu dała im to co upolowała. Bawili się w gonienie zdobyczy. Była to ich kolejna lekcja na dalsze życie a matka była wspaniałą nauczycielką.
3 lata później.
Tylko on z nią został, dwóch jego mlecznych braci, matka odgoniła i nie pozwalała wchodzić na swój teren. Ostatni z jej potomstwa był inny, wyczuwała to. Instynkt podpowiadał jej, że to młode musi być z nią jeszcze jakiś czas. Opiekowała się nim jak tylko potrafiła.
Jego pierwszym upolowanym zwierzęciem, był ptak. Przyniósł matce i poczekał, aż zaspokoi głód, potem dokończył resztki. Szło mu coraz lepiej, umiał już podkraść się do ofiary bezszelestnie i zaatakować jak matka.
Którejś nocy, polował samotnie, siedząc na drzewie. Poczuł nieprzyjemną woń, od której zakręciło go w nosie. Usłyszał kroki, spojrzał w dół i wargi rozchyliły mu się w gniewnym warknięciu. Smród i dziwne zwierzę, które przechodziło pod jego kryjówką drażniły wyostrzone zmysły. Przesunął się na konarze nad intruza. Atak nastąpił błyskawicznie, przygnieciony do ziemi osobnik leżał bez ruchu. Skręcił mu kark i spróbował mięsa. Odstręczyło go, ten dziwny zapach jaki wydawało, i wygląd sprawiły, że już je miał zostawić, kiedy dotknął czegoś. Przedmiot zwrócił jego uwagę, wziął go w zęby i pociągnął. Oderwał rzemień od reszty i nie wypuszczając ze szczęk, zaniósł do swojej kryjówki.
Rzucił znalezisko na ziemię, upadając z jednego rozdzieliło się na dwoje. Podniósł to i wtedy stało się coś dziwnego, druga cześć spadła na piasek. Była chłodna w dotyku a mocniej ściśnięta, sprawiała duży ból i trzeba było wylizywać pozostawione przez nią rany. Aż do rana próbował uzmysłowić sobie, co przyniósł do jaskini. Nie wyglądało groźnie, dopóki nie dotknął jednej lub dwóch stron jednocześnie, zaobserwował też, że jeśli tkwi w tym drugim, nie zadaje bólu. Kiedy słońce było wysoko, pobiegł z tym do matki. Nawet nie zwróciła na niego uwagi, choć pokazywał jej wszystko co odkrył. Położyła się i drzemała, wyciągnięta na ulubionym miejscu. A on się bawił ogonem matki. Chciał tym dziwnym przedmiotem złapać koniec pręgowanego ogona. Udało mu się to, ale w tej samej sekundzie jego matka przeistoczyła się w brutalną bestię. Jednym uderzeniem łapy, przewróciła go na plecy i stanęła nad nim nie przestając warczeć. Było dla niego jasne, ze zrobił coś złego. Stara samica odwróciła się i legła ciężko na boku. Zajęła się swoim okaleczonym ogonem. Przysunął się do niej. Nie protestowała, położyła łeb na ziemi a on wtulił się w jej futro. Sięgnął ręką po swój skarb, oglądał go ze wszystkich stron jeszcze raz. Był pewny, że nie może go nigdzie zostawić bo skoro kawał ogona oderwał się po lekkim dotknięciu, to co mógłby zdziałać na polowaniu?
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Ten ktoś obok.
«ROZDZIAŁ JEDENASTY» "Szarość mgły wieczornej oplatała trawę, krzewy i pnie drzew. Szedł brzegiem rzeki, rozglądając się dokoła. Szukał...
-
«PROLOG» - I, mamy go!!! - okrzyk triumfu ratownika medycznego oznajmił sukces reanimacji. Ostrożnie położono go na noszach i natychmiast ...
-
"Chwila, w której serce ustaje, życiu nowy smak nadaje..." Echo końskich kopyt dudniło po cichych uliczkach. Czarny karawan ciąg...
-
Jakby tu zacząć? Otóż...Witam na moim blogu :-) Spróbuję zmierzyć się na nim z sobą samą. Może Ktoś z was lubi czytać opowiadania różne, n...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz