日本 Nihon 東京 Tōkyō Rok 1999
Podszedł do grupy mężczyzn.Bał się ich reakcji,nie był przecież przemysłowcem ani też nie należał do żadnej innej grupy.Był tylko rybakiem.
Oczywiście,nigdy nie przyznałby się przed samym sobą,że do tych,ubranych w eleganckie garnitury ludzi,przywiodła go chciwość...
Odkąd zobaczył starą monetę na szyi tamtego chłystka,srebrzysty blask przedmiotu,spędzał mu sen z powiek.Musiał ją zdobyć za wszelką cenę!Posiadanie tak drogocennej rzeczy,znaczyło opływanie w dostatki do końca życia.
-Czego tu?!-zaczepił go pierwszy z brzegu mężczyzna,odruchowo odsłaniając kaburę.
-Konbanawa! (jap: dobry wieczór) Mam interes do panów...-jąkał się ze strachu.
-Jaki znów interes?Jesteś gliniarzem,czy ich szpiclem?Gadaj!-inny ze zgromadzonych uderzył starca w twarz tak,że upadł.Miał zamiar kopnąć leżącego,ale dwaj jego koledzy powstrzymali go.
-Dosyć!Tak na prawdę nie wiemy kim jest ten dziad i o co mu chodzi z interesem.Nie wygląda mi na glinę...śmierdzi szlamem i rybami na kilometr...zostaw go!-jeden z nich dźwignął na nogi powalonego ciosem człowieka.
-A teraz mów z czym przychodzisz?-zapytał ten,który sięgnął na powitanie po broń.
Starzec wytarł usta z krwi i z przerażeniem zdał sobie sprawę,w co się właśnie wplątał.
"-Co ja zrobiłem...!"-przemknęło mu przez myśl."-Zabiją mnie,jeśli teraz skłamię,że nic nie mam im do zaoferowania!"
-Odgryzłeś sobie język starcze?!-facet,który go zaatakował,tracił znów cierpliwość.-Mówię wam to jakiś czub albo wtyka glin!-zamierzył się do uderzenia.
-Zostaw!-powstrzymał agresora ten sam,który pomógł rybakowi się podnieść.-Wystraszyłeś go!Ale mam sposób,żeby ze strachu wszystko nam wyśpiewał...-przytknął starcowi broń do skroni:-No dalej,co chcesz nam zaproponować?-wyszczerzył się w uśmiechu.
-Jest taki przedmiot,na którym mi bardzo zależy...to prawdziwe srebro,warte masę forsy...-wyrzucił z siebie jednym tchem staruszek.
-Ha! Jak srebro może być tyle warte?-zaśmiał się któryś.
-Mówię prawdę!Wartość ma,bo to najstarsza japońska moneta ze srebra...każdy co zna się na pieniądzach,wiedziałby ile może kosztować na czarnym rynku...-dokończył rybak.
-A co my mamy do tego?Czemu nam to mówisz?
-Bo...chciałem kogoś z was wynająć,żeby zdobył dla mnie tą monetę a ja podzieliłbym się forsą po jej sprzedaży...-nerwy mu nie wytrzymały i rozpłakał się.
Tamci spojrzeli po sobie i roześmiali się.Facet mierzący z pistoletu,schował go i odszedł do samochodu,dwóch pozostałych,poszło za nim.
-Gdzie i kto ma ten pieniądz?-zawołał jeszcze,nim wsiadł.
-Chłopak o imieniu Mumei.-odpowiedział stary rybak,ocierając zapłakaną twarz.Nie widział,że pytający go mężczyzna,właśnie wymierzył do niego po raz drugi.
środa, 31 lipca 2013
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Ten ktoś obok.
«ROZDZIAŁ JEDENASTY» "Szarość mgły wieczornej oplatała trawę, krzewy i pnie drzew. Szedł brzegiem rzeki, rozglądając się dokoła. Szukał...
-
«PROLOG» - I, mamy go!!! - okrzyk triumfu ratownika medycznego oznajmił sukces reanimacji. Ostrożnie położono go na noszach i natychmiast ...
-
"Chwila, w której serce ustaje, życiu nowy smak nadaje..." Echo końskich kopyt dudniło po cichych uliczkach. Czarny karawan ciąg...
-
Jakby tu zacząć? Otóż...Witam na moim blogu :-) Spróbuję zmierzyć się na nim z sobą samą. Może Ktoś z was lubi czytać opowiadania różne, n...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz