sobota, 20 lipca 2013

無名 Mumei. cz:10.

日本 Nihon  東京 Tōkyō Rok 1999


W jakiejś starej kamienicy,do której wszedłem,napotkałem zapewne jednego z lokatorów.Zapytałem o wolne pomieszczenie,nadające się do zamieszkania.Zaprowadził mnie na piętro,pokazał pokój.W środku panował zaduch,okna z brudnymi szmatami były zamknięte.Spróbowałem otworzyć jedno ale tamten powstrzymał mnie w porę.
-Nie otwierać!-zawołał,dziwnie akcentując słowa.Domyśliłem się jego pochodzenia.
-OK! Klimatyzacja?-popatrzyłem na niego.Pokręcił kudłatą głową i wyszczerzył zęby w uśmiechu.-Ile za tą imprezę?-aż mnie mdliło na samą myśl o tym,że będę musiał tu zostać na dłużej.
-75 jenów na miesiąc,płatne z góry...-wypowiedział to z taką szczerością,aż nie miałem sumienia palnąć go w ucho za zdzierstwo.
-Gdzie kibel czy...jakaś łazienka?-uniosłem brwi z nadzieją.Machnął ręką wyglądając na korytarz.Wysunąłem się za nim.Po zejściu na dół,wprowadził mnie do ogólnie dostępnego sanitarnego,jakby się zdawało,pomieszczenia.Na sam jego widok,straciłem ochotę na odświeżenie się.
Jedną część zajmowały oddzielone od siebie,bądź nie,natryski w różnym stanie-były chyba dwa sprawne i reszta,w sumie 3 sztuk,nie nadająca się do niczego.Po drugiej były toalety,o opis,których nie poważyłbym się.Kaflowa powierzchnia wołała o pomstę do nieba.
Cóż było robić.Wcisnąłem cieciowi monety w brudną garść.Zerknął w nią i uznał chyba moją zapłatę za zrządzenie losu,bo podreptał do wyjścia,z miną bogacza,załatwiać sobie tylko znane sprawy.
Wspiąłem się na swoją kondygnację.Rozglądnąłem się uważnie po słabo oświetlonym korytarzu i dojrzałem jeszcze dwoje drzwi.Zdecydowałem się zapukać do moich sąsiadów,sprawdzić kim są.
Pierwsze uchyliła jakaś staruszka.
-Słucham?-nie patrzyła na mnie.Zrozumiałem,że była niewidoma.
-Dzień dobry...jestem pani nowym sąsiadem,drzwi po prawej stronie.Wprowadziłem się właśnie...-wytłumaczyłem.
-Dzień dobry.-odparła cicho,skłaniając lekko głowę i zamknęła drzwi.
Następne okazały się być nie domknięte.Moje pukanie zostało bez odpowiedzi.Otwarłem je i zawołałem:
-Dzień dobry!Zastałem kogoś?
Cisza.Żadnych dźwięków czy kroków.Wszedłem do środka.Na ile było to możliwe,chciałem dojrzeć jak najwięcej szczegółów.Zastanowiła mnie jedna rzecz-tu nie było takiego zastałego powietrza jak w mojej dziurze.Usłyszałem szelest.Odwróciłem głowę i zobaczyłem tamtą,starszą panią,trzymała w ręce białą laskę.
-Wczoraj go zabrali...-powiedziała.-Byli policjanci i lekarz.Nic nie dało się zrobić...powiesił się...mówili,tydzień temu.Ja nic nie wiedziałam.Myślałam,że po prostu wyjechał,przeprowadził się...Dostał przecież dużą wypłatę.Kiedy smród,był już nie do wytrzymania,sewanin (jap:dozorca) wezwał kogo trzeba...ale już nic nie mogli zrobić...-powtórzyła w zamyśleniu.
-Może znała go pani?
-Przychodził do mnie na herbatę,czasem zostawał na noc,bo bał się spać u siebie...miał na imię Susumu.Był w wieku mojego zmarłego syna...25 lat!-załkała.
Wyprowadziłem ją z pomieszczenia,zamknąłem tym razem drzwi.Krok po kroku szliśmy do domu staruszki

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Ten ktoś obok.

«ROZDZIAŁ JEDENASTY» "Szarość mgły wieczornej oplatała trawę, krzewy i pnie drzew. Szedł brzegiem rzeki, rozglądając się dokoła. Szukał...