środa, 24 lipca 2013

無名 Mumei. cz:13.

日本 Nihon  東京 Tōkyō Rok 1999

Przyszła do mnie po paru dniach.
-Nie sądzisz,że to marna kryjówka,skoro cię bez trudu odszukałam?-zapytała na powitanie.
-A po co miałbym się ukrywać,jak i tak policja już wszystko wie?-byłem ciekawy co mi odpowie.
-Wszystko?!Gadałeś z nimi?-przestraszyła się.-Co wiedzą,mów!
Nie od razu przeszedłem do wyjaśnień.Miałem do niej tyle pytań i nadzieję,że będzie chciała na nie odpowiedzieć.
-Słuchaj...możesz mi wytłumaczyć,czemu wypytywali mnie o twoją przeszłość?W co ty ze mną pogrywasz?!-wypaliłem nagle.Starała się zachować twarz ale widziałem jak to pytanie rozpaliło w jej oczach znane mi już złe błyski.Na sekundę przygryzła wargę i odpowiedziała:
-Przecież już im mówiłeś,że mnie nie znasz...-ściszyła głos.-I co dalej?
-Ty mi powiedz!Nie jestem twoją zasraną niańką,żebym znał wszystkie twoje małe sekrety!Ale po tym,co gadali możesz mnie oświecić w jednej kwestii!Dlaczego,ot tak po prostu zabiłaś tamtego faceta?!Tylko nie chrzań,że to był wypadek,gliny nie wypytują o śmierć z przypadku!-wkurzyłem się.
Wstała z kanapy.Zastąpiłem jej drogę,nie mogła wyjść,nie odpowiadając.Przytrzymałem dziewczynę za ramię.Strąciła moją dłoń,próbując jednocześnie wykręcić nadgarstek.Poddałem się.Była tuż za moimi plecami,przekonana o mojej bezsilności.Usłyszałem jak mówi:
-Nie interesuj się tą sprawą aż tak bardzo...radzę ci...-jej ton głosu był tak samo zimny jak ona.
-Coś mi się zdaje,że nie mogę...To przez ciebie wdepnąłem w całe to gówno i jesteś zobowiązana wyciągnąć mnie niego! Zrozumiano?!
Znów mnie zaskoczyła.Puściła moją rękę,wzięła torebkę i wyjęła z niej spory plik banknotów.
-Prosiłeś o to,żebym pomogła ci się stąd wydostać...dla ciebie.-uniosła z powrotem przed chwilą puszczoną,moją rękę i wsunęła mi gotówkę.-Miałam zamiar dać ci pożyczkę ale teraz...
-...płacisz mi żebym już nie zadawał pytań,czyż nie tak?-dokończyłem.
-Żebyś wiedział! Weź i wyjedź z Tōkyō jak planowałeś.-szybko zebrała swoje rzeczy.Tym razem nie zatrzymywałem Emiko.Przez okno widziałem jak wybiegła na ulicę.Nie trwało chwili jak podjechał do niej samochód,rozległa się seria strzałów i zaległa cisza.Kiedy przerażeni ludzie oprzytomnieli,tu i ówdzie rozległy się krzyki.
Nie wiem jak szybko pokonałem korytarz i schody.Podbiegłem do barmanki,wziąłem na ręce.Skonała,zanim przyjechał ambulans.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Ten ktoś obok.

«ROZDZIAŁ JEDENASTY» "Szarość mgły wieczornej oplatała trawę, krzewy i pnie drzew. Szedł brzegiem rzeki, rozglądając się dokoła. Szukał...