日本 Nihon 東京 Tōkyō Rok 1999
Obudziłem się i nie bardzo wiedziałem gdzie jestem.Dopiero po kilku sekundach,już zupełnie świadomy,przypomniałem sobie,że wynająłem pokój w najtańszym hotelu.Fakt,że miałem jakąś gotówkę,nie oznaczał u mnie wydawania jej na prawo i lewo.Przynajmniej wyspałem się w czystej pościeli i miałem dostęp do prysznica...Tylko dla siebie!
Przebrałem się w czyste rzeczy,spojrzałem na zegarek i najszybciej jak tylko to było możliwe pobiegłem na posterunek policji.
-Gdzie znajdę detektywa Ryutaro Tekanabo?-zapytałem dyżurnego.
-Pan Mumei?Detektyw kazał poczekać na siebie w jego biurze,pokój numer 4.To środkowe drzwi po prawej stronie.-wskazał kierunek.
W środku nikogo nie było.Usiadłem na ławce przy drzwiach.Kilkadziesiąt metrów kwadratowych pomieszczenia,było urządzone na wzór dojo (jap.:miejsce ćwiczeń np: sztuk walki).Na ścianach wisiały tylko najważniejsze zdjęcia i flaga narodowa.Po mojej prawej stronie,na przeciw mnie stał w specjalnej niszy,jak na ołtarzu katana-kake a na nim daisho -dwa miecze: katana i wakizashi.Podszedłem do nich.Wyglądały pięknie.Przypomniały mi się czasy,kiedy byłem uczniem jednego płatnerza.
Był rok 1860.Samuraje szukali dobrych płatnerzy,więc poszukałem sobie nauczyciela,nazywał się Omoru Itaka.Pokazał mi,nie tylko jak wykonywać najlepsze miecze,ale też uczył mnie władać tym orężem.Nocami uczyłem się techniki Iaijitsu.Kodeks Wojownika musiałem sobie przyswoić w miesiąc.Sensei (jap.: nauczyciel) Itaka-san był dla mnie jak ojciec.Poznał moją tajemnicę i nie wypędził mnie ze swego domu.Po jego śmierci nikogo już nie obdarzyłem takim zaufaniem.
-Jesteś!Spóźnianie się do pracy masz chyba we krwi,co?-Tekanabo taszczył pod pachą jakieś segregatory a w rękach trzymał swój obiad.Odebrałem mu styropianowy pojemnik i postawiłem na biurku,chwyciłem jedną dokumentację,która niesfornie wysunęła się z uścisku mężczyzny.
-Dzięki!
-Co tu masz?-popatrzyłem na okładkę ale nie była opisana,tylko miała numer kolejności.
-To zdjęcia i portrety pamięciowe różnych typków.-detektyw wreszcie usiadł za biurkiem,otworzył jeden zbiór.Pokazały się gęby ludzi,których nie chciałbym spotkać na drodze.
-Po co nam to?-spytałem.
-Chcę ci kogoś pokazać...-włożył dłoń w zaznaczone cienkim kawałkiem papieru miejsce między stronami i przerzucił spory plik zafoliowanych kartek.-Patrz i zapamiętaj każdą adnotacją na jego temat.-wskazał jednego z wielu więźniów.
Poznałem nieproszonego gościa,który wtargnął do mojego domu.Data jego śmierci widniała,podkreślona na czerwono.
-1979..."kara śmierci za brutalne zamordowanie dwóch kobiet..."- "-czyżbym coś pomylił"pomyślałem.
-Coś nie pasuje?-Ryutaro patrzył na mnie i uśmiechał się.-To może to-plik fotek z Polaroid'a plasnął na blat -...odświeży ci nieco wspomnienia!-dokończył pochylając się do przodu,żeby też móc oglądać.
-To ten sam człowiek?To jest to,o czym mi mówiłeś...-zdumiałem się.
-A już byłem prawie pewny,że zaprzeczysz sam sobie,twierdząc,że to niemożliwe!O przywidzeniu się nie ma mowy!Ani o tym,że ktoś zrobił sobie operację plastyczną,bo spodobała mu się jego facjata.To wynik DNA,wszystko,absolutnie wszystko daje jednakowy wynik!Ten tu-wrócił do segregatora-...i tu...-położył zdjęcie na otwartej stronie-To ten sam drań.
Detektyw zaczął chodzić nerwowo po biurze.Wróciłem do oglądania portretów.Przy odwracaniu,którejś z kartek,nagle mignęło mi inne,jakoś znajome oblicze.
-Ooo nie...następny...-odchyliłem się na oparcie.-Co to,Helloween?!
-Jak, "następny"?Co znalazłeś?-mój kompan podszedł i zajrzał w kartotekę.-Który to?
Ta sama czapka z daszkiem,ubranie.Twarz też,tylko znów czerwony kolor pod postacią."1968 kara śmierci za gwałt i zabójstwo nieletniego chłopca".
-To ten...-pokazałem palcem.-Napadł mnie w metrze.Nie dałem mu się,został w pociągu a ja zwiałem.
-Poczekaj tu,muszę nadać komunikat i powiedzieć chłopakom,żeby zaczekali na odbitki zdjęcia tego mordercy.
Wyszedł.Otworzyłem drugi segregator.Tu też było mnóstwo fotografii.Pod niektórymi były czerwone znaczenia.Zacząłem im się uważniej przyglądać.Daty kar śmierci,a mi wydawało się,że przez te wszystkie lata,w których żyłem,widziałem tych zmarłych jako żywych.Niektórych sam pozbawiałem życia ale nie sądziłem,że oni byli martwi wcześniej...
"Mój wyjazd odłożę na później.Teraz muszę zająć się tą sprawą i dowiedzieć się kto za tym wszystkim stoi!"
niedziela, 28 lipca 2013
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Ten ktoś obok.
«ROZDZIAŁ JEDENASTY» "Szarość mgły wieczornej oplatała trawę, krzewy i pnie drzew. Szedł brzegiem rzeki, rozglądając się dokoła. Szukał...
-
«PROLOG» - I, mamy go!!! - okrzyk triumfu ratownika medycznego oznajmił sukces reanimacji. Ostrożnie położono go na noszach i natychmiast ...
-
"Chwila, w której serce ustaje, życiu nowy smak nadaje..." Echo końskich kopyt dudniło po cichych uliczkach. Czarny karawan ciąg...
-
Jakby tu zacząć? Otóż...Witam na moim blogu :-) Spróbuję zmierzyć się na nim z sobą samą. Może Ktoś z was lubi czytać opowiadania różne, n...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz