Narodziny Mumei.
Wysłannik zajrzał do izby.
-Jeszcze trochę...-usłyszał w progu.Ciekawość wzięła górę i postanowił zaczekać.
Siwowłosa kobieta odwróciła się po chwili,tuląc ruchliwy tłumoczek do siebie. Shisetsu dostrzegł malutką rączkę.Podszedł do akuszerki.
-Piękny masuko (jap: syn)!-zawołała.
-To nie jest mój syn.-odparł mężczyzna.Podała mu chłopca.Zaskoczony,nie wiedział jak ma trzymać dziecko,żeby nie zrobić mu krzywdy.Nigdy nie miał na rękach tak małej istoty.
-Podejdź proszę Shisetsu...-matka niemowlęcia poruszyła się w pościeli.
Ostrożnie pokonał odległość do jej łóżka.Położył malca obok dziewczyny a ona przygarnęła go do piersi.
-Już wiesz jak będzie miał na imię?-zapytał.
-Nie...Jest synem Susanō.To półbóg...prawda?-odpowiedziała pytaniem Sutorenjā.
-Nie będzie człowiekiem ani bogiem jak jego ojciec,więc kim?-zamyśliła się.Potem,jakby sobie o czymś przypomniała,dokończyła: -Ty będziesz moim małym masuko! Ukochanym mumei (jap.: bezimienny),bo ja także jestem sutorenjā (jap.: nieznajoma) !
-A więc niech zostanie Mumei.-Wysłannik wyciągnął ukryty do tej pory Smoczy Medalion i zaopatrzył go w nowy rzemień.Sięgnął w kierunku śpiącego chłopca,delikatnie zawieszając mu talizman.
-Arigatō. (jap.:dziękuję)-Nieznajoma oparła głowę na poduszce i usnęła.
Wyszedł z chaty.Burza oddalała się,ustępując miejsca tęczy.
Sześć lat później.
-Shisetsu-san! Mam! Udało mi się! Zobacz! -dziecko przysunęło bliżej kosz pełen ryb różnej wielkości.Niektóre jeszcze poruszały pyszczkami.
-Marny połów.-mężczyzna zmarszczył brwi,patrząc na Mumei. Chłopiec uczynił to samo.Niby z uwagą oglądając swą zdobycz,nasrożył brew i wykrzywił usta.
-Tak...masz rację Shisetsu-san! Niewiele tego!-wykrzyknął.
Widząc go,tak małego,próbującego naśladować we wszystkim dorosłych,Wysłannik roześmiał się.Przygarnął do siebie sześciolatka i wziął złowione przez nich ryby.On sam miał już sporo większych osobników.
-Twoja mama na pewno nie pogniewa się,że są trochę za małe.Przyrządzi nam wyśmienity obiad!Zobaczysz!-ruszyli w kierunku domu.
Nim dotarli na miejsce,medalion na szyi Mumei zaczął błyszczeć jak nigdy przedtem.Bezimienny przestraszył się.
-Dziwnie się czuję...-był blady na twarzy,oczy miał szeroko otwarte.
-Mumei?!-obaj zatrzymali się. Shisetsu zrzucił z ramienia ryby,przysiadł obok chłopaka.Niepotrzebnie.Zanim zdążył zapytać co mu się stało,ten pobiegł drogą.Odwrócił się tylko po to,żeby wyjaśnić:-Coś złego stało się mamie!-i już go nie było.
Ujrzał oboje przed chatą.Jego kochana Nieznajoma leżała w pyle podwórza,obok klęczał jej syn.On też klęknął przy umierającej.
-Był tu twój ojciec...powiedział,że tak tęsknił za mną...Chciał abym zeszła z nim do Krainy Ciemności,gdzie spędza czas razem ze swą matką...Powiedziałam,że nie...a Susanō zażądał Smoczego Medalionu...-słabła co raz bardziej,nie przerwała jednak opowiadania:
-...walczyłam ale on był zbyt silny...i...-usta Sutorenjā znieruchomiały,ciało zwiotczało.
-Mama! Mamo!Obudź się!-nic nie dało szarpanie za ramiona i płacz osieroconego dziecka.Matka nie ocknęła się więcej.
Wysłannik kazał Mumei położyć Smoczy Medalion na zmarłej.Kiedy chłopiec miał zamiar to uczynić,powtórnie na ziemi zjawił się Bóg Burz i Wichrów.Śmiał się głośno.
-Myślisz bękarcie,że w ten sposób przywrócisz jej życie?! Haha! Nic z tego! Medalion pomaga w taki sposób tylko raz! Twoja matka jest teraz w mojej mocy!Jej nędzna dusza już nigdy nie zobaczy świata!
Chłopcem wstrząsnęły te słowa.W porywie gniewu,rzucił się do nierównego pojedynku z bóstwem.Choć wiedział,że nie zdoła pokonać swojego ojca-zabójcy,za wszelką cenę bronił honoru matki. Susanō spostrzegł jego atak i wykonał jeden ruch wyciągniętą do przodu ręką.Mumei zabrakło sił na odparcie tak potężnego ciosu.Padając na ziemię ze sporej wysokości,stracił przytomność.Nie wiedział,że parę metrów od niego poległ Shisetsu...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz