日本 Nihon 東京 Tōkyō Rok 1999
W przyportowej knajpce panował spory ruch.Wszedłem tam,żeby coś zjeść.Jacyś klienci oparci o kontuar toczyli żywą pogawędkę,dołączając zamaszystą gestykulację.Na pierwszy rzut oka widać było,co się może stać,gdy któryś z nich przesadzi w słowach.
Usiadłem na wolnym obrotowym krześle,jak najdalej od rozochoconych gości.
-Co pijesz Mumei?-dziewczyna za ladą puściła do mnie oko.Co niektórym,nie uszło to uwagi.Zawyli na okazaną mi sympatię.
-Ej,kicia!!! Czemu dla mnie nie jesteś tak miła,jak dla tego przybłędy?!-wysapał jakiś typ.Do niego dołączyli następni.
-Podejdź do mnie mała,to pokażę ci jak ja umiem być baardzo miły...- inny kiwnął na barmankę ręką z banknotem.Popełniła błąd,myśląc,że to za rachunek,podeszła zbyt blisko.
-Nie! Zostaw!-zaczęła się wyrywać mężczyźnie,który nabrał ją w tak prosty sposób.
-Chciałem złożyć zamówienie,możesz?-tym razem ja wyjąłem nieśpiesznie kilka nominałów.Patrzyłem z uwagą,co zrobi delikwent.
Mocował się z nią.Próbowała jakoś uwolnić się z obleśnych,wytatuowanych ramion i nagle...
-Pomocy!!! O rany,co ty zrobiłaś dziwko!!!-niedoszły kochaś trzymał się za przyrodzenie.Spodnie w tym miejscu zaczęły czerwienieć,z każdą chwilą coraz bardziej.Przewrócił się na podłogę i zacharczał.Dziewczyna była już w bezpiecznej odległości za barem.Dzwoniła po pogotowie.Po krótkiej rozmowie,odłożyła słuchawkę i ostentacyjnie wytarła o ścierkę zakrwawiony sztylet.Przez moment widziałem krótkie,śniące ostrze.
Jakby nigdy nic,wróciła do swoich obowiązków.
Kiedy znalazła się bliżej,zapytałem:
-Przeżyje do przyjazdu karetki?
-Nie obchodzi mnie to!-usłyszałem.Widać było na jej rękach zasinienia powstałe od żelaznego chwytu klienta.W źrenicach tlił się jeszcze gniew.
-Co ci podać?-zadała pytanie bez zbędnych czułości,twarz miała nieruchomą.
-Piwo i coś do jedzenia.-dostrzegłem w szybie odbłyski sygnalizacji.-Już są!-dodałem.
Weszli we dwóch.Zatrzymali się nad ciałem i jeden pochylił się,żeby zbadać tętno.Wyprostował się i przeszukał wzrokiem zbiorowisko ludzi.
-Kto to zrobił?
Kilka głów obróciło się w stronę młodej barmanki.
-Czy to pani?-zwrócił się do kobiety ratownik.
-Tak,w obronie własnej.-wyjaśniła.
-Wykrwawił się.Hideki zawiadom kogo trzeba,mamy tu morderstwo.-dał znać swojemu pomocnikowi.
Klientela powoli wycofywała się w kierunku drzwi.Policja,to nie przelewki.Ja też,dokończywszy piwo,zebrałem się do wyjścia.
-Zaczekaj!-krzyknęła.-Jesteś jedynym świadkiem,że broniłam się przed nim...
-Nie wrobisz mnie w to!-zaprotestowałem.Nie wiedziałem o niej nic,oprócz tego,że pracowała w tej norze.
-Słuchaj,nie wrabiam cię ale twoja pomoc jest mi potrzebna!Zrozum,nie mogę iść do więzienia! Mumei,do cholery! Potwierdzisz tylko,że się broniłam!
Na moje dalsze wykręty było niestety za późno.Gliny mają jakiś dziwny zwyczaj zjawiania w najmniej spodziewanym momencie.
środa, 17 lipca 2013
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Ten ktoś obok.
«ROZDZIAŁ JEDENASTY» "Szarość mgły wieczornej oplatała trawę, krzewy i pnie drzew. Szedł brzegiem rzeki, rozglądając się dokoła. Szukał...
-
«PROLOG» - I, mamy go!!! - okrzyk triumfu ratownika medycznego oznajmił sukces reanimacji. Ostrożnie położono go na noszach i natychmiast ...
-
"Chwila, w której serce ustaje, życiu nowy smak nadaje..." Echo końskich kopyt dudniło po cichych uliczkach. Czarny karawan ciąg...
-
Jakby tu zacząć? Otóż...Witam na moim blogu :-) Spróbuję zmierzyć się na nim z sobą samą. Może Ktoś z was lubi czytać opowiadania różne, n...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz