niedziela, 7 lipca 2013

無名 Mumei. cz:4.

日本 Nihon ,本州 Honshū. Rok 799


W pałacu スサノオ Susanō cz: 2.

Był zdruzgotany.Przed przybyciem do pałacu miał mnóstwo pomysłów na ucieczkę od Gromowładnego,lecz kiedy tylko byli już w środku,w jego umyśle zrobiło się pusto... 
Chodził niecierpliwie po dziedzińcu,czekając na Sutorenjā. Bardzo się o nią martwił.Bóstwo zrobiłby wszystko,żeby wejść w posiadanie Smoczego Medalionu.Dopiero po rozmowie z Nieznajomą,dotarło do niego,po co został wysłany.
-Nie chodziło ci o nią!-kłócił się w myślach z Susanō. -Miałeś zamiar zdobyć srebrny wisiorek.Prezent,który ofiarował przybrany rodzic,tak ci przypadł do gustu,że postanowiłeś podstępem dostać go w swoje ręce!-Wysłannik coraz bardziej wpadał w gniew.
Nagle otworzyły się wrota i Shisetsu zobaczył Opiekuna z jego ukochaną,wychodzących na pałacowy plac.Ukrył się za rzeźbą.Chciał dowiedzieć się co knuje dwulicowy bóg.Przechodząca obok jego kryjówki para,nie zauważyła go,pogrążona w rozmowie.
-Wierzę pani,że podoba się tobie w mojej posiadłości.Zaznaczam,że niczego ci tu nie będzie brakowało.-Susanō rozpływał się wręcz w miłych słowach.
Mnich podążał za nimi w pewnej odległości.
-Panie,a co z moim wiernym sługą?Muszę przyznać,że bardzo dobrze się wywiązał z poleconego mu zadania-oto jestem tu,u twego boku.-dziewczyna miała nadzieję,że on jest gdzieś niedaleko i słyszał co powiedziała.
Shisetsu słyszał...Odpowiedź Kōken'nin zaskoczyła go.
-Ależ moja droga,nie ma o czym mówić...był ci na posługi i tyle.Nie musisz się nim zajmować.
Sutorenjā zastąpiła mu drogę.Wzięła boga za rękę i powiedziała:
-Jeśli nie sprawię ci kłopotu,mój panie,proszę abyś rozkazał Shisetsu być na moje wezwanie...Lubię kiedy ktoś mi usługuje...-rozejrzała się,czując czyjś wzrok,jednak nikogo nie dostrzegła.Ciągnęła dalej:
-Kiedy będę miała zachciankę,nie będziesz musiał porzucać swych obowiązków aby mi zapewnić to czego chcę,bo sługa będzie przy mnie...-uśmiechnęła się wdzięcznie.
Jej kokieteryjność sprawiła,że zmienił zdanie.Dał przyzwolenie na postawienie służącego u wejścia do komnaty kobiety.
Ukryty za wymyślnie przystrzyżonym krzewem mężczyzna,odetchnął z ulgą.
-A więc udało się jej!-był bardzo zadowolony.
Wieczorem był już przy drzwiach sypialni swej ukochanej.Dziewczyna wchodząc do swojej komnaty,tylko na chwilę zwróciła na niego spojrzenie,wystarczyło to za wszystkie słowa.
Wiedział,że nie jest jej obojętny,że pomimo usilnych starań,Susanō nie zdołał zaskarb sobie uczuć Nieznajomej.
W pałacu zaległa cisza.Tylko na dziedzińcu od czasu do czasu odzywali się strażnicy patrolujący okolice.Im nie dane było pokrzepić się drzemką.
Nasłuchiwał odgłosów z wnętrza pokoju,czekał na znak,żeby mógł wejść do środka.Nagle coś powaliło go na kolana i zapadł w ciemność.

Delikatne pukanie do drzwi,przerwało rozmyślania Sutorenjā. Niepewnie odwróciła się w ich kierunku i półgłosem zawołała:
-Proszę!
Wsunął się do komnaty jak duch.
-Przepraszam,moja pani czy czegoś ci potrzeba?-mnich wydawał się zakłopotany,widząc ją przygotowującą się do spoczynku.Spuścił wzrok,czekając na odpowiedź .
-Dziękuję za twoją troskę.Dziś nie musisz już stać u drzwi,możesz iść spać.-nim przebrzmiało ostatnie słowo,już był przy niej.Nie zaoponowała...Ta noc dla nich zdawała się nie mieć końca..
Obudziła się,czując jakiś dziwny niepokój.Była sama.Ale nie to było przyczyną jej strachu.Wstała szybko i sięgnęła po swoje iromuji.
-- ...?-oczy zrobiły się okrągłe,w ustach jej zaschło.-Gdzie jest Medalion?!-krzyknęła,ale szybko ściszyła głos,bojąc się Boga Wichrów.Natychmiast ubrała się i jak najciszej wyszła na korytarz.Zdziwiło ją,że nie ma w pobliżu Shisetsu. Skierowała się do sali tronowej.Miała zamiar porozmawiać z bóstwem,przekonać go do tego,aby pozwolił im odjechać.
Nagle usłyszała głosy dobiegające z kierunku,w którym zdążała.
-Trzymajcie go.Zdrajca,myślał,że będzie umiał mnie przechytrzyć?!Nie powiódł się plan!-Opiekun kipiał z gniewu.
Podbiegła do ukochanego i w tej samej chwili żołnierze przytrzymali ją za ramiona,wykręcając boleśnie ręce do tyłu i związując.Wysłannik szarpał się,próbując wyzwolić z więzów.Na próżno.Sznur trzymał mocno a zbrojni też nie byli słabeuszami.
Susanō sięgnął w zanadrze i wyjął mały srebrny pieniążek nawleczony na rzemień.Uśmiechnął się szeroko i rzekł:
-Medalion miał być mój!Twój ojciec wiedział o tym i wiedział też jaką moc ma ten srebrny przedmiot.lecz zamiast dać go mnie-prawowitemu właścicielowi,oddał go swojej Sutorenjā...-spojrzał na nich.Po chwili kontynuował:
-Pierwsza próba nie udała się...pamiętasz ninja?-nagle postać bóstwa zniknęła,na jego miejscu ukazał się zamaskowany człowiek z katana w dłoni.Gdyby nie Smoczy Medalion,ściskany w drugiej ręce-nikt by się nie domyślił,że to Gromowładny.
-Zależało mi na wyjawieniu przez twoich Ryōshin gdzie poszłaś,ale oni byli zawzięci...Nie odezwali się i musiałem ich zabić...A potem cię znalazłem.Tylko,że Medalion,kiedy próbowałem go zerwać,odsłonił mi wszystkie,najczarniejsze poczynania i...byłem zmuszony zaniechać kolejnych prób...-złe oczy Kōken'nin,świeciły na czerwono.Przybrał dawną postać.Jego opowieść miała ciąg dalszy.
-Pomysł z Wysłannikiem okazał się trafny.Jego miłość do ciebie nie przypadła mi do gustu,liczyłem,że to mnie obdarzysz takim uczuciem...ale cóż...Nie ma tego złego-jak mawiają! Przypomnij sobie noc...-jego szyderczy śmiech niósł się głębokim echem po pałacu.Niespodziewanie zjawił się przed kobietą w postaci...
-To byłeś ty?!-niedowierzanie i strach pomieszały się ze łzami doznanej krzywdy.-Jak mogłeś tak zrobić!-odwróciła ze  wstrętem głowę od boga i spojrzała na mnicha.
Widok jego samego wstrząsnął nim bardzo.Już wiedział co przytrafiło mu się tamtego wieczoru i co było dalej.Odezwał się dziwnym,nieswoim głosem:
-Susanō!!! Będę walczył! Słyszysz?! Chcę z tobą walczyć!!! Jeśli cię pokonam odjedziemy,jeżeli tobie dopisze szczęście-obiecaj,że nie skrzywdzisz Nieznajomej!
Bóg Wichrów i Burz nadal w postaci Shisetsu,przechadzał się tam i z powrotem z wyższością spoglądając na płaczącą dziewczynę.
Zatrzymał się na słowa swojego podwładnego.Zbliżył się do chłopaka i chwycił mocno za twarz:
-Śmiesz żądać czegokolwiek ode mnie?!-wrzasnął.Wyciągnął rękę w kierunku żołnierza,wziął podany przez niego nóż i rozciął więzy Wysłannikowi.Nim tamten zdążył odskoczyć, wbił mu to samo ostrze w ramię.
Ból rozlał się po całym jego ciele,ręka,w którą wbity był sztylet,zdrętwiała .Wyszarpnął go i ból stał się nie do zniesienia.Zatoczył się.Mgła przysłoniła wzrok.To wszystko nie uszło uwagi jego przeciwnika.
Widząc,że traci siły,zaatakował kopnięciem w głowę.Mnich padł jak długi na plecy,podczas gdy bóg już pędził w jego kierunku z nowym uderzeniem.Chciał zmiażdżyć głowę leżącego ale Shisetsu tym razem był szybszy.Poderwał się w tym samym momencie kiedy Gromowładny wykonał wyskok w górę,by opaść mu na czaszkę,zabijając.Odparł atak wysokim kopnięciem i Susanō spadł mu u stóp jak balon pozbawiony powietrza.Był prawie pewny,że skończył walkę jako zwycięzca ale przeliczył się.Kiedy chwycił leżącego rywala,okazał się jego szatą...Chłopak w ostatniej chwili wyczuł obecność Opiekuna za swoimi plecami.Nie dane mu było obronić się przed zamiarem napastnika.Nieznajoma,do tego czasu trzymająca się z daleka,teraz nagle znalazła się między nimi dwoma.Przyjęła na siebie cios.
Czas zaczął płynąć bardzo powoli.Widział upadające ciało ukochanej,rozbawionego tym faktem Boga Wichrów i siebie zadającego mu ostatnie,śmiertelne uderzenie.
-Kochana!!!-uniósł jej głowę.Pochylił się by lepiej słyszeć szept.
-Panie,wybacz mi...ja...musiałam...-próbowała złapać oddech,krew popłynęła przez usta.
-Sutorenjā! -przygarnął dziewczynę do siebie.Podniosła rękę i wskazała coś za nim.Odwrócił się i zobaczył Doragon'a.
Potwór był olbrzymi,zionął ogniem,przy każdym poruszeniu pałac drżał w posadach.
Shisetsu uskoczył przed kolejnym ognistym podmuchem.Sprzęty w sali tronowej już stały w ogniu.Zobaczył żołnierzy uciekających od bestii i pożaru.Pomyślał o tym samym.Wrócił po leżącą na posadzce Nieznajomą ale drogę zastąpił mu Smok.
-Walcz!-ryknął.-Myślałeś,że jestem martwy?Medalion jak widzisz,ma o wiele potężniejszą moc,niż sądziłem!-zamachnął się ogonem,powalając Wysłannika na ziemię.
Opiekun nie spodziewał się ataku chłopaka.Jako wielki gad,miał wolniejsze ruchy i był przewidywalny,ponieważ nie mógł już wykonywać technik jak w poprzednim starciu.
Mnich szybko wskoczył na grzbiet przepoczwarzonego boga.W dzikim tańcu,jaki rozpętał Doragon,spróbował rozciąć rzemyk na jego grubej szyi.Udało mu się.Medalion odskoczył i przepadł w kłębach dymu.Smok znikł także,a w miejscu gdzie stał,pojawił się Kōken'nin.
Wysłannik zareagował natychmiast.Zmusił znienawidzonego władcę do poddania się.Związał go sznurem,którym była skrępowana Nieznajoma.Kobieta nie żyła.
Odszukał srebrny krążek.Kiedy chował go,odezwał się Susanō :
-Uratuj ją i dziecko!-wychrypiał.
-Jak mam to zrobić?-iskierka nadziei zabłysła w sercu młodego mężczyzny.
-Daj dziewczynie medalion!Połóż go na sercu a potem na łonie...-rozkazywał władca.
Shisetsu wykonywał polecenia.Przy położeniu Medalionu na łonie ukochanej,zawahał się.
-Jazda!Jeśli tego nie uczynisz,dziecko umrze!-wrzasnął bóg.
Niechętnie spełnił i to.Kiedy talizman dotknął martwego ciała-Sutorenjā ocknęła się jakby ze snu.Pomógł jej podnieść się.Bóg Wichrów i Burz znów zabrał głos:
-Zrób coś dla mnie Nieznajoma...-poprosił.-Przenieś mnie do mojej matki.
-Dobrze.-Nieznajoma stanęła przed bóstwem.-Co teraz?
-Unieś w górę Smoczy Medalion i powtórz w myślach werset,który ci wyjawię.Zbliż się...
-Nie!Nie rób tego pani!Niech powie na głos,co chciał ci wyszeptać!-jej ukochany przewidział podstęp przebiegłego Opiekuna.
-Yami ni kieru,Kage ga aru suteppu! ( 闇に消える 影がある ステップ   jap.: odejdź w mrok,cień jest o krok)
Dziewczyna powtórzyła w myślach słowa boga.Z medalionu rozbłysło silne jasne światło,skierowało się na spętaną sznurem sylwetkę i zniknęło wraz z nią.Byli wolni.
Ogień dogasał,spalone meble i gryzący dym utworzyły przeszkodę na drodze do wyjścia.Kiedy wreszcie wydostali się ze spalonego pałacu,osiodłali konie i ruszyli w dalszą drogę.Teraz ich szczęściu nic nie groziło.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Ten ktoś obok.

«ROZDZIAŁ JEDENASTY» "Szarość mgły wieczornej oplatała trawę, krzewy i pnie drzew. Szedł brzegiem rzeki, rozglądając się dokoła. Szukał...