sobota, 27 lipca 2013

無名 Mumei. cz:14.

日本 Nihon  東京 Tōkyō Rok 1999

Nie miałem nic do stracenia.Emiko nie żyła,policja zbierała zeznania świadków i oglądała nagrania z kamer.Wróciłem do mieszkania po swoje rzeczy.
Forsa leżała,jak ją zostawiłem.Pozbierałem wszystkie drobiazgi i ubrania,spakowałem do plecaka i już miałem wychodzić,gdy bezszelestnie wsunęła się do pokoju niewidoma staruszka.
-Ohayō! (jap.:dzień dobry)-powitałem ją.
Skłoniła się.
-Przepraszam,że nachodzę ale to co się wydarzyło,bardzo mnie wyprowadziło z równowagi.Czy wie pan może kogo zastrzelili?-zapytała.
Podszedłem do niej,podprowadziłem do krzesła.Usiadła,skupiona i cicha.Zakrzątnąłem się przy zaparzaniu herbaty.Nie chciałem jej jeszcze bardziej niepokoić swoim opowiadaniem.Milczałem uparcie,aż sąsiadka lekko zniecierpliwiona poruszyła się na swoim miejscu.
-Mumei-san...czy wszystko w porządku?
-Tak.Przygotowuję dla nas herbatę.-uspokoiłem kobietę.-Nie wiem kto kogo zabił...-zacząłem zmyślać na poczekaniu jakieś odpowiedzi.-Może gangi miały porachunki?
-A czy ta dziewczyna zdążyła oddalić się,za nim to wszystko się stało?-zaniepokoiła się nagle.-Była tu u pana,rozmawialiście...nie podsłuchiwałam ale rozmowy były głośne a ja akurat przechodziłam korytarzem...-zawstydziła się.
-Ależ oczywiście!Podałem do stołu,proszę to pani filiżanka.-delikatnie stuknąłem palcem naczynie.Wystarczyło,aby niewidoma wiedziała gdzie je postawiłem.Wyciągnęła rękę i od razu jej spracowana dłoń trafiła na ciepłą filiżankę.
-Arigatō.(jap.: dziękuję)-upiła nieco i odstawiła.
-Mogę panią zapewnić,że mojej znajomej nic złego się nie stało!-kolejne kłamstwo przeszło bez odpowiedzi.-Chcę się z panią pożegnać.Wyjeżdżam.-dodałem.
-Już się nie zobaczymy...-szepnęła.-Niech pan odnajdzie wewnętrzny spokój Mumei...prześladujące pana demony,wtedy odejdą na zawsze.-wstała,podeszła do mnie i przytuliła.-Życzę ci powodzenia.-wyszła,zamykając za sobą drzwi.

W metrze było prawie pusto.Jakiś facet w baseballówce czytał gazetę,w końcu przedziału.Usiadłem tak,żeby mieć go na oku.On też zerkał na mnie z nad lektury.Nie miał przy sobie nic,co mogło by świadczyć,że wraca,na przykład z pracy,czy do pracy.Żadnych zakupów czy choćby jakiegoś innego bagażu.Przestałem zwracać na niego uwagę,bo przez to gapienie się na siebie i ocenianie,mogłem wplątać się w nowe kłopoty.
-Przepraszam?!Czy,ty przypadkiem nie jesteś Mumei?-stanął nade mną,przyglądając się uważniej.
-A kto pyta?-zagadnąłem.
Odpowiedź była taka,że zostałem uniesiony z miejsca za koszulkę.
-TO TY!!!-ryknął mi w twarz.
Cios,jaki oberwał ode mnie w głowę za swoją zuchwałość,powinien był go ogłuszyć. Powinien,ale tamten odrzucił mnie na środek przejścia.Podniósł gardę.
-Dalej,rusz się!-wrzasnął.
Nim rozpoczęliśmy,zdążyłem ocenić nieznajomego.Zwróciłem uwagę na sylwetkę,postawę jaką przyjął,i wykalkulowałem,że według słusznego wzrostu i długich nóg,ciosy będą wykonywane przede wszystkim nimi.Tak też się stało.
Zablokowałem dwa pierwsze,kontrując uderzeniem w mostek a następnie celując łokciem prosto w podbródek agresora.Zamiast zostawić mnie w spokoju,natarł ponownie.Padłem przed nim na plecy,udaremniając tym samym chwyt za ubranie i jak tylko pochylił się,żeby po mnie sięgnąć,zarobił potężnego kopniaka w krocze.Wyskoczyłem na najbliższej stacji,zostawiając go w pociągu.

"-Kto to mógł być?"-zastanowiłem się."-Niczego nie żądał oprócz walki...A może właśnie chciał tego,co wszyscy pozostali - Smoczego Medalionu!Na pewno!Ciekaw jestem tylko,kto mi robi taką reklamę na ten talizman i zna jego moc? Nie wiem,ale się dowiem!"

Czekałem na Ryutaro ponad 3 godziny.Chciałem się z nim widzieć,gdyż wszystkie te wydarzenia,których byłem świadkiem nie dawały mi spokoju.
W końcu wyszedł,w towarzystwie innych policjantów,rozmawiając o czymś.Zobaczył mnie i pożegnał się z grupą.Podszedł do mnie szybko.
-Chciałeś mi o czymś powiedzieć?-rzucił.-Chodźmy do mnie,tam będziemy mogli spokojnie pogadać.-wsiedliśmy do jego toyoty i pojechaliśmy się do centrum miasta.
Dom Tekanabo był jakby skryty w ogromnym,przepięknym ogrodzie.Ulokowany w środku metropolii,nie był jej częścią,stanowił raczej oazę na pustyni.
-Stać cię z pensji na taki luksus?-wyrwało mi się.W ramach przeprosin,uśmiechnąłem się. Detektyw nie zwrócił uwagi na moje niemądre pytanie.Przyniósł nam napoje i wróciliśmy na zewnątrz do małej altanki za domem.
-Co masz dla mnie?-spytał.
-A ty?Barmanka nie żyje,więc wyjaśnij mi,czego nie mogłeś mi o niej powiedzieć tamtego dnia?
-Była dziewczyną Yakuza...i zabiła tamtego człowieka z zimną krwią.-powiedział szeptem gliniarz.-Wiedziała dokładnie jak ma go załatwić,choć pewnie nie miała tego w swoim planie dnia.
-Akurat! Yakuza?! O czym ty do mn...-szszsz...-niespodziewanie rzucił się na mnie,zakrywając mi usta.
-Stul pysk,jeśli chcesz przeżyć!Wykrzycz to jeszcze głośniej a za moment będą nas mogli zeskrobywać żyletkami z drugiego końca Tōkyō!-puścił moją twarz i rozejrzał się dookoła.
-Emiko nie była...zresztą,już niczego nie jestem pewien na 100 %!-wymamrotałem pod nosem.
-Tak samo jak facet,którego zostawiłeś nam w swoim dawnym mieszkaniu...był Yakuza ale żył jakieś 20 lat temu.Tak wyczytaliśmy z jego kartoteki.Niestety,teraz na prawdę nie żyje...zastrzelono go na posterunku,po tym,jak zabił dwóch moich kumpli.-opowiadał ściszonym głosem Ryutaro.
-Zaraz!Czy ty mi właśnie nawijasz jakieś historyjki o zombie?Jakiś palant najpierw się mnie czepia,potem morduje dwóch mundurowych,i umiera od strzałów a żył wieki temu?-spróbowałem dotknąć czoła mojego rozmówcy,sugerując gorączkę albo obłęd.Przyłożył mi tak,że nogi pode mną się ugięły.
-Ani mi się waż!Nie mam na to dowodów,że coś złego zaczyna dziać się w tym mieście,ludzie nie zmartwychwstają ot,tak po prostu!Dlatego będziesz musiał nam pomóc w rozwikłaniu tej porąbanej zagadki!Na dziś to wszystko!Bądź jutro o 9:30 u mnie w biurze,przygotuję odpowiednie dokumenty.Jasne?!
Przytaknąłem tylko głową.Wychodziłem tunelem zieleni i uporczywie,ze szczegółami odtwarzałem w myślach raz jeszcze rozmowę z detektywem Tekanabo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Ten ktoś obok.

«ROZDZIAŁ JEDENASTY» "Szarość mgły wieczornej oplatała trawę, krzewy i pnie drzew. Szedł brzegiem rzeki, rozglądając się dokoła. Szukał...