日本 Nihon 東京 Tōkyō Rok 1999
W barze szybkiej obsługi zdążyłem zjeść śniadanie,gdy akurat wszedł tam mężczyzna w długim płaszczu.Miałem przeczucie co do niego.Przeszedł między stolikami,wyjmując z wewnętrznej kieszeni odznakę.Bardzo powoli położyłem należność na stoliku i chciałem wyjść.Minąłem ladę i faceta z legitymacją.
"-Uff...udało się!"-pomyślałem.Szedłem dalej,przyspieszając krok.
-Zatrzymaj się!-głos z tyłu sprawił,że zamiast posłuchać,pobiegłem przed siebie.Nie odpuścił mi.Biegliśmy przez chodniki,ulice i parki,wpadając na ludzi,zatrzymując auta.Wybierałem tor przeszkód rozmyślnie,w razie gdyby przyszło mu do głowy strzelać do mnie,nie odważyłby się.
Takie pościgi mają swoje plusy.Jeśli ten,od którego uciekasz ma gorszą kondycję niż ty,zdołasz zgubić go po kilkunastu metrach.Tak się jednak nie stało tym razem.Obaj byliśmy wysportowani,policjant dorównywał mi szybkością.Znalazłem pomysł jak pozbyć się intruza.Wpadłem na czyjąś posesję,zaczaiłem się.Dobiegał do mojej zasadzki,gdy zderzył się z moją pięścią.Powalił go,jego własny rozpęd.Ale przytomności nie stracił.
-...stój...!To rozkaz!-sapnął.Otrząsnął się z chwilowej słabości i zaczął stawać na nogi.
-Czego chcesz?!-przytrzymałem go stopą na ziemi.Rozpłaszczył się pod naciskiem.
-Odwal się!-moja druga noga machnęła w powietrzu,ja zaś wyłożyłem się obok gliniarza.Zanosiliśmy się od śmiechu.
-Nie spodziewałem się tego...-usiadłem,bo zaczęło mi brakować tchu.Mężczyzna przedstawił się:
-Detektyw Ryutaro Tekanabo.-podał swoją blachę.Wstaliśmy obaj,strzepując ubrania.
-Odpocznijmy gdzieś.-zaproponowałem.Nie daleko była knajpka.Przysiedliśmy przy stoliku,przy ścianie.Zamówiliśmy coś do picia.
-Panie...przepraszam,jak pana godność?-spytał.
-Mumei.-kiwnąłem głową na potwierdzenie,kiedy uniósł brwi zdziwiony.Podałem mu rękę i powiedziałem: -Proszę mi mówić Mumei.
On odwzajemnił się tym samym: -Ryutaro.-uśmiechnął się,ściskając moją dłoń.
-Niech mi pan...eee...to znaczy,opowiedz mi jeszcze raz,jak to było tamtego wieczoru w Sheru?Znasz tą dziewczynę tam pracującą?
-Teraz już tak...
-To znaczy?
-To,co znaczy...-odrzekłem.-Parę dni temu,poznaliśmy się...
-Szczęściarz!-zażartował Tekanabo.
-Ej!Bez takich!Nie miałem TEGO na myśli!-oburzyłem się.
-Dobra! OK! Gadaj!
Kiedy skończyłem,wiedziałem,że detektyw,nie do końca jest przekonany o mojej prawdomówności.A ja nie miałem zamiaru spowiadać się.
-To teraz,może ty byś zechciał wypowiedzieć się co wiesz?-nastawiłem uszu.
Ryutaro wyłuskał parę ciekawych faktów,na tyle,na ile mu pozwalała tajemnica zawodowa.Nie bardzo rozumiałem co chciał powiedzieć mi o Emiko,nakreślając pokrótce to,co zrobiła.
Miałem się o tym dowiedzieć już wkrótce od samej zainteresowanej.
poniedziałek, 22 lipca 2013
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Ten ktoś obok.
«ROZDZIAŁ JEDENASTY» "Szarość mgły wieczornej oplatała trawę, krzewy i pnie drzew. Szedł brzegiem rzeki, rozglądając się dokoła. Szukał...
-
«PROLOG» - I, mamy go!!! - okrzyk triumfu ratownika medycznego oznajmił sukces reanimacji. Ostrożnie położono go na noszach i natychmiast ...
-
"Chwila, w której serce ustaje, życiu nowy smak nadaje..." Echo końskich kopyt dudniło po cichych uliczkach. Czarny karawan ciąg...
-
Jakby tu zacząć? Otóż...Witam na moim blogu :-) Spróbuję zmierzyć się na nim z sobą samą. Może Ktoś z was lubi czytać opowiadania różne, n...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz