sobota, 20 lipca 2013

無名 Mumei. cz:9.

日本 Nihon  東京 Tōkyō Rok 1999

Włóczyłem się parę godzin bez celu.Ludzie kończyli pracę,ruch na ulicach Tōkyō był duży.Łatwo było zgubić się w tłumie,nie rzucać się w oczy nawet zwykłym patrolom.Na pewno facet,który wtargnął do mojego domu,już opisał mnie ze szczegółami.Mogłem też spodziewać się upiększenia jego zeznań o moją napaść na niego...Przyszło mi do głowy,aby wyjechać z miasta.Sprawdziłem ile zostało pieniędzy.
350 jenów i drobne...niewiele.Nic z tego,na sam przejazd musiałem mieć o wiele więcej.Ruszyłem dalej.Pozostawało jedynie wrócić na obrzeża do najbiedniejszej dzielnicy,w której parę dni temu spędziłem noc pod gołym niebem.Mijałem jakiś budynek,kiedy ktoś na mnie wpadł.
-Uważ...-nie dokończyła.Zobaczyła mnie i spróbowała wyminąć.Zatrzymałem ją.
-Czekaj!Jesteś mi winna wyjaśnienie!-nie puszczałem dziewczyny.Szarpnęła się raz i drugi.
-Zostawiłeś mnie!Nie mam ci nic do powiedzenia.
-Co zeznałaś?-zapytałem.
-Powiedziałam im prawdę!-krzyknęła.Moje dopytywanie wprawiło ją w furię.
Przechodnie zaczęli zwracać na nas uwagę,pociągnąłem barmankę za sobą.Zapierała się ile sił ale nie miałem czasu ani humoru na takie zabawy.
-Nigdzie z tobą nie idę!-wrzasnęła nagle.Jakaś kobieta zatrzymała się nieopodal.
-Czy mam wezwać policję?-zaoferowała pomoc.Musiałem szybko interweniować,bo było pewne,że choćby na przekór,każe tamtej to zrobić.
-Nie,dziękujemy.To nic poważnego.Żona i ja na pewno zaraz dojdziemy do porozumienia.-od nagłego uderzenia zapiekła mnie twarz.Na ten widok kobieta zaśmiała się drwiąco i odeszła.Dogoniłem moją tymczasową żonę na zakręcie,Zawróciłem w przeciwnym kierunku,w którym zmierzałem na peryferia.Tym razem pozwoliła się prowadzić.Nie udało się jej mnie zwieść tą nagłą uległością.Wkrótce byliśmy na miejscu.
Obskurna okolica tworzyła przedziwny kontrast,pomiędzy gmachami ,biurowcami i willami wielkiej metropolii.Grupka maluchów podbiegła do nas.
-Kon'nichiwa! -wołały jedno przez drugie.
-Daj im coś!-powiedziała,przysiadając przy nich.
-Nie mogę...muszę mieć na życie.-odparłem.
W tym momencie,mała dziewczynka przewróciła się tuż przede mną.Wystraszona,zapłakała głośno.Podniosłem dziecko,a ona wtuliła się we mnie.Zamarłem...
Barmanka uśmiechnęła się do mnie,widząc moją reakcję.
-Co czujesz?-zagadnęła.
-Dziwne uczucie...pierwszy...pierwszy raz ktoś tak zrobił...-jąkałem się.Mała odbiegła.Już nie pamiętała,że przed paroma minutami tonęła we łzach,bawiła się z rówieśnikami w najlepsze.Ochłonąłem z tych nagłych emocji.Spojrzałem na barmankę.
-Jak się nazywasz?-spytałem.
-Emiko.A ty?Przecież nie masz na imię "bezimienny"?-stwierdziła.
-To moje imię.Dlaczego skłamałaś na komisariacie?-musiałem dowiedzieć się w końcu,co takiego nagadała policji.
-Nie kłamałam.Opowiedziałam o nachalnym pijaku,któremu wydawało się,że potrafi mieć każdą.O nie udzieleniu mi pomocy,jak dobierał się do mnie i o tym,że wszystko widziałeś i jesteś gotowy o tym zeznać!-wyczułem pretensję w głosie Emiko.
-A dodałaś,że zabiłaś drania "przypadkiem"?-zażartowałem.
-To był PRZYPADEK!-jej podniesiony głos rozległ się echem.
-Ciszej!-nakazałem.-Mam do ciebie prośbę.Pomóż mi wydostać się stąd.-dodałem.
Siedziała,nie odzywając się,urażona do głębi.Poczekałem aż jej przejdzie a nie widząc żadnej reakcji,po prostu,zostawiłem ją i poszedłem rozejrzeć się za noclegiem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Ten ktoś obok.

«ROZDZIAŁ JEDENASTY» "Szarość mgły wieczornej oplatała trawę, krzewy i pnie drzew. Szedł brzegiem rzeki, rozglądając się dokoła. Szukał...