- To się nazywa mieć fart!!!
Jego niemoralne myśli odpłynęły w marzeniach do pożądanej reporterki.
***
Młody Oskar Schlucken był zapalonym myśliwym. Po ojcu odziedziczył broń i zamiłowanie do swego zawodu. Dziś też wybrał się na obchód, uważnie obserwując duże zarośla i powalone przez wichury drzewa w poszukiwaniu niecnie ukrytych wnyk, pułapek na żywe zwierzęta i potrzasków. W worku przerzuconym przez plecy miał już sporo tego rodzaju sprzętu. Sam zabijał zwierzynę, ale widział ogromna przepaść pomiędzy strzelaniem do niej a bezmyślnymi torturami na jakie narażali zwierzęta kłusownicy. Dlatego z taką zawziętością wciąż pozbawiał nielegalnych amatorów dziczyzny ich wymyślnych "zabawek".
Dotarł do ogromnego zwalonego buka. Zaczął przetrząsać porastające go dookoła różne krzaki. Idąc nierównym poszyciem, zahaczył o coś butem i już miał odejść dalej, kiedy spod ziemi wysunął się skrawek materiału.
Zainteresowany przyklęknął i pociągnął go dość mocno. Za małym skrawkiem "czegoś", ukazała się ludzka, na pół rozkładająca się ręka. Porażony widokiem, odwrócił głowę. Zjedzony obiad wylądował na zielonym mchu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz