czwartek, 29 stycznia 2015

Szyfr do mojego serca... odc: 4

"Ludzie budują za dużo murów, a za mało mostów." (Isaac Newton)

Jadł obiad, nie rozmawiając z rodzicami jak miał w zwyczaju. Był zły na dorosłych. Nic nie dały pocieszenia, że wszystko się jakoś ułoży. Jak na razie bronił się zawzięcie przed chłopcami ze swojej klasy i starał się nikomu nie wchodzić w drogę. Na zaczepki odpowiadał bójką. Wychowawczyni klasy napisała mu w dzienniczku ucznia wiadomość do rodziców. Jej cierpliwość bywała wystawiana na poważne próby.
Pan domu zaczął pierwszy:
- Sławek, jak było w szkole, dobrze? - powoli wypowiadał słowa.
- Nie.-odparł gestem syn. - Nie wiesz jak tam jest!
Matka włączyła się do rozmowy:
- Dlaczego pyskujesz do taty? - ona też nie tłumaczyła swojego pytania na migowy. Chłopak schylił głowę i przymknął oczy, nie chciał rozmawiać.
- Proszę, dokończ obiad i odrobimy lekcje. - odezwał się Artur. Sławek nawet nie popatrzył. Awantura wisiała w powietrzu. Po posiłku, Iza posprzątała naczynia, a jej mąż poszedł z chłopcem do pokoju. Usiedli przy biurku.
- Wyjmij zeszyty i książki. - polecił gestami mężczyzna.
- Jesteś zły? - zapytał syn.
- Nie, nie jestem... - nie patrzył na dziecko. Otworzył dzienniczek i przeczytał, za chwilę poklepał Sławka po ramieniu, wskazując notatkę:
- Co się stało w szkole? Powiedz mi, proszę. - tym razem mówił, nie tłumacząc swych słów.
Taka sama reakcja, jak podczas obiadu, opuszczona głowa i zamknięte oczy. Artur westchnął.
"- Jak mamy ci pomóc, skoro ciągle robisz nam takie sceny?!" - pomyślał z goryczą. Zdecydował się. Przeniósł się ze Sławkiem na łóżko, usiedli naprzeciw siebie, ojciec zaczął migać, tłumacząc:
- Synku, czy spróbujesz dla siebie samego, być w szkole grzeczny?
- Dla mnie? - zdziwił się. - Ja nie chcę tam być, to wszystko...
Rodzic nie poddawał się.
- Czy wytłumaczysz mi , co zbroiłeś?
- Co? - nie zrozumiał słowa.
Ojciec inaczej zadał pytanie:
- Dlaczego masz uwagę w dzienniczku? - wskazał na obłożony w niebieską okładkę zeszyt. Wzruszenie ramion. Sławek opowiedział, jak zaczepiali go koledzy z jego klasy, dokuczali mu i naśmiewali się z niego. Artur poprosił do pokoju Izabellę.
- Nasz syn nie za dobrze dogaduje się z innymi dziećmi. - zaczął, gdy zjawiła się u nich. - Mamy jeszcze czas, by...
- Nie, tylko nie jakiś Ośrodek! - matka nie dopuszczała do siebie takiej myśli. - To nie będzie dobre dla niego.
- Iza, chcesz cały czas chodzić do szkoły razem z nim, żeby go pilnować? Zobacz, dostał kolejne wezwanie! - podał jej dzienniczek. - Mamy być w szkole jutro. Wydaje mi się, że popełniliśmy błąd, za który teraz płacimy za wysoką cenę! Ile razy od początku roku byliśmy na rozmowie z dyrektorem? Z tym dzisiejszym powiadomieniem będzie chyba pięć. A rok szkolny ma dziesięć miesięcy! Uważam, że w przyszłym tygodniu moglibyśmy w trójkę pojechać do szkoły dla niesłyszących, którą polecała nam pani Mrysz.
- I nasz synek nigdy nie będzie mówił! - pani Kótryńska miała łzy w oczach. Podeszła do Sławka i objęła go. Zdziwił się, ale nie zaoponował.
- Jeżeli za swoją mowę ma być poniżany przez jakieś niewychowane dzieciaki, to ja się na to nie zgadzam! Rozumiesz? Zapewniam cię, moja droga, że już jutro zadzwonię do tamtej szkoły i umówię nas na spotkanie. Nasz syn nie będzie niczyim popychadłem!
Pocałował zaskoczoną żonę i syna w czoło i wyszedł z pokoju.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Ten ktoś obok.

«ROZDZIAŁ JEDENASTY» "Szarość mgły wieczornej oplatała trawę, krzewy i pnie drzew. Szedł brzegiem rzeki, rozglądając się dokoła. Szukał...