wtorek, 27 stycznia 2015

Szyfr do mojego serca... odc: 2

"Kiedy tracimy wzrok, tracimy kontakt z rzeczami. Tracąc słuch, tracimy kontakt z ludźmi." (Helen Keller)

4 lata później.

Ubierał się, choć nie szło mu to tak dobrze jakby chciał. Pociągnął ojca za bluzę.
- Tata! - migał. - Pomocy!
Artur widział wysiłki syna. Nagle, zatrzymał w pół słowa jego rączki.
- Powiedz mi, co chcesz? - wypowiedział słowa powoli, patrząc na reakcję dziecka. Sławek odwrócił się do niego plecami z gniewną miną. Tego było za wiele! Odkąd nauczył się Polskiego Języka Migowego, Sławek nie chciał mówić. Mężczyzna zrezygnowany pokręcił głową, stanął naprzeciw chłopca i również migał:
- Patrz na mnie. Trzeba mówić...- maluch szarpnął się, widząc co rodzic mu tłumaczy. - Spróbuj powiedzieć mi głośno, co mam dla ciebie zrobić? - na ostatni znak, Sławek niezbyt zrozumiale krzyknął:
- Pomoc!!! Chcę pomoc!!! - rozpłakał się z bezsilności. Artur przytulił go do siebie.
- Brawo! Jestem z ciebie bardzo dumny! - powiedział sam do siebie. Kucnął na moment i szybko przełożył swoje odczucia na język gestów.

Lubił obserwować ludzi. Z uwagą małego detektywa śledził mimikę twarzy mijanych osób, porównując ze znanymi sobie rysami twarzy rodziców. Ciekawiło go, co takiego napędza tych wszystkich nieznajomych do mówienia. Dla niego głośne wydawanie dźwięków było nie lada trudnością, jednak nie przejmował się tym ani trochę. Lekko szarpnął trzymającą go rękę.
- Tak? - zobaczył usta taty. - Czemu ludzie tak dużo mówią? - zamigał.
- Bo, mają tematy do rozmowy. - odparł.
- Co to - "tematy do rozmowy"? - zdziwił się.
Pan Kótryński nie wiedział co ma odpowiedzieć synowi. Wskazał na budynek, który był ich celem.
- Zapytasz pani doktor, ona wie lepiej jak tata.
Czterolatek nie bardzo zadowolony z odpowiedzi, kiwnął tylko, że rozumie i wspiął się na stopnie. Za chwilę czekała go znienawidzona lekcja mówienia.

- Byłeś dziś bardzo grzeczny! Powtórzyłeś dużo słów, w nagrodę dostaniesz książkę! - logopeda, pani Olga Mrysz pochwaliła dziecko, migając i mówiąc jednocześnie. Wręczyła swemu podopiecznemu kolorowankę i zwróciła się do Artura:
- Czy mają państwo w planach aparaty słuchowe lub implant dla Sławka?
- Myślimy o aparatach słuchowych najnowszej generacji... Implant... cóż... czytaliśmy z żoną na temat przeprowadzanych implantacji i ich nie zawsze stu procentowej skuteczności... Rozumie pani?
- Tak, oczywiście, że rozumiem pana i małżonki wątpliwości, jeśli chodzi o implanty. Nie jestem tu po to, by kogokolwiek do czegoś namawiać. Nie mniej, jednak, chodzi tu o dobro i komfort malucha. A jeśli mam być z panem szczera, osobiście uważam aparaty słuchowe jako lepsze rozwiązanie dla wszystkich tych Głuchych, którzy umieją, czy uczą się mówić...- uśmiechnęła się, nie wyjaśniając do końca swych myśli. - Decyzja zawsze jest trudna dla słyszących rodziców niesłyszących dzieci.
Mężczyzna zamyślił się. W drodze do domu, Sławek prawie wcale nie zadawał pytań, mógł więc bez przeszkód pozwolić płynąć swoim rozważaniom. W domu czekała na nich Izabella. Musieli razem jeszcze raz omówić i zrealizować zakup najlepszych aparatów dla ich syna.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Ten ktoś obok.

«ROZDZIAŁ JEDENASTY» "Szarość mgły wieczornej oplatała trawę, krzewy i pnie drzew. Szedł brzegiem rzeki, rozglądając się dokoła. Szukał...