Utrzymał się na nogach po otrzymanym ciosie. Chwycił pięść nacierającego i wykręcił mu rękę, nie poskutkowało, sam miał tylko jedną sprawną dłoń do obrony. Tamten wykorzystał to z premedytacją. Odwrócił się do Kristiana twarzą w twarz i zadał kolejny cios w skrwawione przedramię. Upadł przed sadystą na kolana, uciskając głęboką ranę. Gemütlich natychmiast kopnął go w twarz. Leckerbissen stracił przytomność.
- A żeby cię!!! - splunął na leżącego mężczyznę. - Pamiętaj chamie - ja zawsze wygrywam!!!
Pociągnął Kris'a za nogi przez próg na podwórze, a następnie do garażu, gdzie zamknął go wcześniej. Taśmą skrępował mu nogi a zdrową rękę przykuł łańcuchem do garażowego podnośnika. Chwilę zastanawiał się i oderwawszy kawałek taśmy, zakleił mu też usta. Teraz był pewien, że jego miły sąsiad nie uwolni się, wrócił więc do przerwanej roboty.
- Panie poruczniku, jakiś facet chciał koniecznie z panem rozmawiać. - młody mężczyzna podszedł do Franka.
- A nazywał się jakoś?
- Kristian... Nie pamiętam nazwiska, musiałem go namierzyć, bo coś przerwało rozmowę. Dzwonił z willowego osiedla...
Do Azato dotarło, co przekazywał mu jego pracownik. Wziął chłopaka za ramię i pociągnął za sobą:
- Chodź!!!
Zamknął drzwi biura i zapytał:
- O której to było?
- Było co?
Porucznik miał ochotę dać mu w twarz, by gamoń otrzeźwiał, powstrzymał się, ale potrząsnął podwładnym i krzyknął:
- Pytam: kiedy dzwonił ten Kristian?!
Adept niepewnie zerknął na zegar stojący na biurku szefa, przeniósł wzrok na twarz Azato i wyjąkał: - Ja...kąś godzin...ę temu...
Słysząc to, nie zadawał więcej pytań, chwycił swoją marynarkę i już przy drzwiach dodał tylko:
- Muszę mieć wsparcie natychmiast!!! Rozumiesz?
- Kris? Mam wreszcie trochę czasu dla ciebie...- pogładził swą ofiarę nożem po twarzy. Podobał mu się strach w jego oczach. Delektując się przewagą, opuścił klingę w dół i przycisnął do brzucha związanego. Kristian próbował krzyczeć.
Uwielbiał kiedy miał władzę. Wyciągnął ostrze z zadanej przed chwilą płytkiej rany i spróbował krwi.
- Dobra...- szepnął. - Ciepła...
Dźgnął teraz mocniej, obierając miejsce gdzie znajduje się tętnica brzuszna. Wiedział, że upływ krwi szybko wykończy Leckerbissen'a.
Kristian na wszelkie sposoby chciał jakoś uniknąć pchnięć nożem, ale oprawca nie zwracał na to uwagi, czerpał przyjemność z zadawania mu cierpienia. Kiedy poczuł palący ból w okolicy przepony, obraz przed jego oczami nagle rozbłysł tysiącem świateł, czuł dziwne ciepło ogarniające jego brzuch, nogi i gromadzące się nawet na bosych stopach... "-Jakie dziwne uczucie..." -pomyślał jeszcze i zapadł w nicość.
Zawodzenie syren przerwało mu dobrą zabawę. Wyszedł na ścieżkę i zobaczył, że przed domem Kris'a stoją radiowozy i karetka. Chciał odejść, lecz jakiś bystrzak w mundurze od razu go dostrzegł i krzyknął:
- Niech pan tu podejdzie!!!
Nie spełnił polecenia, pobiegł natychmiast do garażu, musiał gdzieś ukryć ciało sąsiada.
- Panie poruczniku, jakiś typ, pobiegł właśnie w kierunku domu, czy mam to sprawdzić?
- Tak! Idź tam z kimś! My rozejrzymy się tutaj.
Dwaj policjanci przeszli na drugą stronę, aby odszukać mężczyznę.
Weszli na posesję, oświetlając sobie drogę latarkami. Jakiś cień poruszył się w głębi garażu. Przystanęli i kierując snopy jasnego światła do ciemnego pomieszczenia, jeden z nich zawołał:
- Jest tam pan?! Proszę wyjść z rękami w górze, chcemy zadać panu tylko parę pytań! - nagle przestał nawoływać, zaskoczony, dotknął swej piersi i upadł na twarz. Jego kolega chwycił za broń. Podszedł do leżącego i odwrócił do siebie. W klatce martwego policjanta tkwił nóż.
Popełnił tym samym niewybaczalny błąd. Gemütlich nadbiegł właśnie, by rozłupać czaszkę, pochylonemu nad zwłokami mężczyźnie. Nim ten się zorientował, jego głowa otrzymała potężne uderzenie. Oba ciała Sven zaciągnął do ciemnego garażu.
poniedziałek, 26 stycznia 2015
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Ten ktoś obok.
«ROZDZIAŁ JEDENASTY» "Szarość mgły wieczornej oplatała trawę, krzewy i pnie drzew. Szedł brzegiem rzeki, rozglądając się dokoła. Szukał...
-
«PROLOG» - I, mamy go!!! - okrzyk triumfu ratownika medycznego oznajmił sukces reanimacji. Ostrożnie położono go na noszach i natychmiast ...
-
"Chwila, w której serce ustaje, życiu nowy smak nadaje..." Echo końskich kopyt dudniło po cichych uliczkach. Czarny karawan ciąg...
-
Jakby tu zacząć? Otóż...Witam na moim blogu :-) Spróbuję zmierzyć się na nim z sobą samą. Może Ktoś z was lubi czytać opowiadania różne, n...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz