W domu.
-Byliśmy już tak blisko nie uważasz? -zapytał swoją koleżankę Crocery.
Nina w zamyśleniu gładziła głowę śpiącego obok niej nastolatka. Samochód toczył się po równej nawierzchni jezdni, rozmowa nie kleiła się. Oboje zawiedzeni takim niepowodzeniem, zdawali sobie sprawę z tego, że wina leżała tylko i wyłącznie po stronie wieku chłopca. Gdyby znaleziono go zaraz po porzuceniu w dziczy, nie spotkałby na swej drodze zastępczej opiekunki w postaci tygrysicy. Te, piętnaście lat, które spędził z dzikimi zwierzętami, sprawiło, że pomimo usilnych starań obojga naukowców, Xiǎo Zhǎo uczynił coś, co wkluczało go ze społeczności ludzkiej.
Ciepły dzień zachęcił Ninę by wyjść gdzieś na długi spacer z podopiecznym. Sebastian był w tym czasie na wyjeździe i mogli pobyć razem jeden dzień. Poleciła Małemu by się ubrał i sama zarzuciwszy na ramiona cienki sweter, wyszła z nim na podwórze. Poszli do dużego parku gdzie już nie raz spacerowali. Zhǎo biegał wszędzie, dla zabawy płosząc ptaki lub chlapiąc się w wodzie fontanny, łapał złote rybki w dłonie i po chwili je wypuszczał. Wchodził na wąski murek ogradzający park i balansując jak akrobata, chodził po nim nie wyciągając nawet rąk na boki by zachować równowagę. Niekiedy dzieci zachwycone jego umiejętnością wskazywały go sobie palcami , obserwując te popisy na dość sporej wysokości. Jego ulubionym zajęciem było zabawianie dzieci na karuzeli. Kręcił je z takim zapamiętaniem, że trudno było go zawołać by wracał do domu. Maluchy też go za to lubiły, zaprzyjaźnił się także z jedną z dziewczynek.
Miała na imię Rosa, na oko mogła mieć dwanaście lat, zawsze była w towarzystwie dużego psa. Nina dowiedziała się gdzie dziewczyna mieszka i odwiedziła ją w domu. Tam dowiedziała się, że Rosa jest niedowidząca a jej potężny przyjaciel jest psem przewodnikiem i ma na imię Azul.
Pazur dostrzegł swoją przyjaciółkę i bez pytania pobiegł do niej. Tancy także poszła w tamtym kierunku. Zobaczyła jak nastolatek klęcząc wtula twarz w futro Azula i jak pies okręca się z radości pod takim uczuciowym powitaniem.
"-Zuch chłopak!" -pochwaliła go w myślach Nina. "-Teraz już wiesz, że pies może być przyjacielem..." Usiadła na ławce patrząc z przyjemnością na trójkę przyjaciół.
-Azul mówi, że ty dzisiaj smutny...-odezwał się do dziewczyny.
Nie poprawiła go, wiedziała od jego opiekunki, że wciąż uczy się prawidłowo mówić. Przy niej mógł być sobą.
-Powiedział to tobie? -zdziwiła się. -Jak?
Wpatrywał się w psa, nie umiał tego wytłumaczyć. Azul podczas przywitania nie był tak radosny jak kiedyś a on zobaczył smutek na twarzy koleżanki i zrozumiał o co chodzi. Tak porozumiewają się zwierzęta.
-Xiǎo nie wiem...-odpowiedział ze szczerością. -Ja i Azul wie, ty masz smutna. -zakończył wypowiedź szeptem.
-Aha...Nie martw się, nie jestem smutna. -spróbowała uśmiechnąć się przy tych słowach ale nie było to łatwe.
Dostrzegł starszego wyrostka, który szybko podszedł do nich, Rosa drgnęła słysząc jego głos:
-Wynoś się stąd zboczeńcu! -powiedział półgłosem, wprost do ucha Małego.
Zhǎo i Azul warknęli jak na komendę. Typ spłoszył się ale nie odstępował.
-Myślisz, że mnie nastraszysz tym charczeniem, co? Nie potrafisz nic innego?
-Odejdź proszę. -wtrąciła się dziewczyna.
Odepchnął ją co rozzłościło psa, spróbował zębami chwycić tamtego za nogę. W ręce obcego błysnął nóż sprężynowy. Xiǎo Zhǎo zareagował natychmiast...
Nina już wzywała policję i pogotowie. Nie uszło jej uwagi całe zajście, chociaż nie spodziewała się takiego zakończenia. Chłopak leżał na ziemi, nie żył. Mały Pazur ugodził go śmiertelnie jego własnym ostrzem.
Po wszystkich sprawach sądowych, wielu badaniach i innych, tak bardzo potrzebnych ludziom zapisków w dokumentach, Tancy i Crocery udało się przekonać władze, iż lepsze od więzienia będzie dla ich młodego podopiecznego, uznanie za niezdolnego do życia w społeczności ludzi i pozwolić mu zamieszkać na stałe z dala od ich aglomeracji. Zdobyli odpowiednie zezwolenia i mogli bez przeszkód zabrać swego chłopaka z powrotem do jego dawnego domu.
-Xiǎo...-obudziła go.
Przetarł oczy, zachęcony wysiadł z samochodu i aż przysiadł ze zdziwienia.
-Nina?
-Tak Mały! -zawołał wesoło Sebastian. -Tam dalej jest ścieżka do twojego domu! Odprowadzimy cię jeśli chcesz.
Zaczął, najpierw niepewnie, potem coraz szybciej pozbywać się ubrań. Przy spodenkach powstrzymał się, spojrzał na oboje.
-Jak uważasz...-powiedziała Tancy.
Chwila namysłu i ta część stroju została na ciele. Uśmiechnęli się do niego.
-Jesteś bardzo mądry. -pochwalił go Crocery.
-Sebastian, może zostawmy mu telefon...zna się na nich nie gorzej niż jego rówieśnicy. Zostaniemy tu przecież jeszcze jakiś czas...-Tancy patrzyła na nich czekając na odpowiedź.
Mężczyzna zagadnął chłopaka:
-Chcesz od nas komórkę i jakieś potrzebne drobiazgi?
-Nóż...-odrzekł Zhǎo.
Nina sięgnęła po niewielką sakwę podróżną, otworzyła ją i pokazała wnętrze obu. Zaglądnęli do niej a Mały zachwycony wyciągnął z niej nowy sztylet, podobny do tego, który zgubił. Były tam jeszcze zapałki, apteczka, nawet latarka i komórka... Oddała mu wszystkie przedmioty. Wziął je i pozwolił odprowadzić się do skraju lasu gdzie zaczynało się dawne terytorium jego przybranej matki. Pożegnali go i wrócili do samochodu.
-Poradzi sobie prawda? -Tancy ukradkiem otarła łzy.
-Tak...-dziwnym, przeciągłym tonem odparł jej kolega. On też czuł ucisk w gardle. -Jestem pewny, że będzie świetnym traperem gdy dorośnie!
-Tak? -zapytała zaskoczona Nina.
-Ja o tym po prostu wiem! -ukrywając wzruszenie, powiedział głośno Sebastian.
Koniec.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz