wtorek, 8 października 2013

Krótka historia z życia... Cz: 3

Musiała coś zrobić z dzieckiem. Do odlotu miała trzy i pół godziny, więc poszła na zakupy do sklepów z odzieżą dziecięcą. Interesowały ją rzeczy chłopięce, wybierała takie, które miały kolory nie rzucające się w oczy i takie, które nie miały żadnych obrazków ani nadruków, by nikt nie był w stanie zwrócić na małą uwagi. Zastanowiła się nad nosidełkiem ale po przemyśleniu stwierdziła, że dziewczynka może przecież zostać rozpoznana jak tylko odwróci głowę. Wolała nie ryzykować. Zebrała wszystkie ubranka i poszła do kasy.
- I poproszę tę czapeczkę z daszkiem, jest bardzo ładna... -wrzuciła nakrycie głowy do reszty odzieży i zapłaciła.
W supermarkecie kupiła pieluchy dla dziewczynki.

- Według naszego jedynego świadka, był metysem...w średnim wieku, w czarnej, skórzanej kurtce z torbą na ramieniu...-wziął do ręki wyniki DNA z peta. Jego komputer wyszukiwał już portretu pamięciowego na podstawie danych z kodu genetycznego. W końcu na ekranie pojawił się dość długo oczekiwany zielony pasek informujący o zgodności zdjęcia z pobranymi próbkami. Drukarka natychmiast cicho zaszumiała, wypluwając portret kidnapera.
- Mam cię! - odsunął krzesło, na którym siedział tak gwałtownie, że się przewróciło. Wszyscy popatrzyli na niego zaskoczeni hałasem.
- Będę u Ginger! - krzyknął do nich i już go nie było.

- Jak ma na imię syn? - zapytała ją podczas odprawy młoda pracownica.
-Thomas. Mam tylko metrykę urodzenia, nie zdążyłam wyrobić mu paszportu, bo...
- Nie potrzeba. Poproszę metrykę i pani paszport.
W samolocie odetchnęła z ulgą. "- Jeszcze parę godzin i będziemy w domu." - pomyślała.
Przysiadła się do nich jakaś kobieta z pięcioletnią dziewczynką. Nieznajoma widząc niemowlaka, zagadnęła ją:
- Jaki słodki bobas, jak ma na imię?
- Tom...
- Przepraszam, jak?
- A co pani do tego?! -oburzyła się natręctwem tamtej. Rozejrzała się w poszukiwaniu jakiegoś wolnego miejsca.
Współpasażerka zajęła się własną pociechą. Tylko jej mina świadczyła o urażonej dumie kobiety.
Zaczepiła stewardesę, pytając czy będzie mogła przesiąść się na inne miejsce, tłumacząc, że syn ząbkuje i nie chce przeszkadzać nikomu w odpoczynku, jeśli zacznie płakać. Pokazano im miejsce przy przejściu między klasami. Dalsza podróż przebiegła bez incydentów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Ten ktoś obok.

«ROZDZIAŁ JEDENASTY» "Szarość mgły wieczornej oplatała trawę, krzewy i pnie drzew. Szedł brzegiem rzeki, rozglądając się dokoła. Szukał...