10 lat później...
- Siostro Margaret, ta dziewczynka znów płacze. Próbowałam ją uspokoić ale na próżno. Twierdzi, że bardzo boli ją rana pooperacyjna...
Zakonnica poszła do sali gdzie przebywało dziecko. Sama też nie bardzo wiedziała co zrobić aby ulżyć małej w bólu. Zabieg jaki przeszła był bardzo skomplikowany a przed nią jeszcze wiele takich operacji.
- Jestem przy tobie maleńka...-wzięła dłoń dziewczynki. - Nie mogę cię przytulić, bo musisz leżeć spokojnie. - gładziła jej rękę.
To była pierwsza z zaplanowanych operacji. Usunięto niektóre zniekształcenia, w porozumieniu z wieloma specjalistami od chirurgii plastycznej a nawet onkologicznej. Wszystko po to, aby mieć pewność, że dane tkanki nie będą na nowo wzrastać po ich usunięciu. Do pozostałych interwencji chirurgicznych musiało upłynąć jeszcze parę lat. Twarz dziewczynki musiała być zoperowana do 20 roku życia, tak żeby jej wygląd był naturalny a blizny zostały wchłonięte. Tylko jak ta niewinna dziecina będzie w stanie znieść tyle bólu.
- Tato! - zawołał chłopiec. Jack odwrócił się i zobaczył syna jak śmieje się do niego, stojąc na drabince. Tak szybko jak mógł, podbiegł do niego. Zrobił to w tym samym momencie kiedy stopa dziecka obsunęła się ze śliskiego szczebla.
- Mam cię! - trzymał go w objęciach. - Nie możesz tak ryzykować Oboje z mamą martwimy się o ciebie.
Grace czekała już na nich z obiadem.
- Upiekłam ciasto z morelami. Będzie na deser.
- Super! - Danny podskoczył z radości.
- Umyjcie ręce i siadajcie do stołu. - poleciła im.
Kiedy usiedli do obiadu, Jack z dumą popatrzył na Ginger i Danny'ego. Byli małżeństwem od dziewięciu lat a Dan był ich największym skarbem. Miał osiem i pół roku ale był bardzo bystry i pojętny jak na swój wiek. Nauczyciele i wychowawcy chwalili go zawsze za dobre zachowanie.
- Mamo, możemy mieć psa? - chłopiec od jakiegoś czasu, dopytywał o zwierzaka.
- A co na to twój ojciec? - uśmiechnęła się do nich.
- Co, "ojciec"? - odpowiedział pytaniem, udając nieco zaskoczonego.
- Decyzja o psiaku, należy do ciebie kochanie...- Ginger lubiła przekomarzać się z mężem. Jack mrugnął do niej porozumiewawczo.
- Pies, to obowiązki, mój mały. - zaczął tonem wykładowcy. - Doszły mnie jednak słuchy, że jesteś już na tyle duży i mądry, że dasz sobie radę z opieką nad takim zupełnie bezbronnym szczeniakiem...
- Ohh! Tato! - jego syn miał błysk w oczach na wspomnienie o własnym psie.
Jack wziął kluczyki i poszedł do samochodu. Wziął z niego kosz przewiązany dużą niebieską wstążką.
W domu już nie dał rady. Danny z takim zapałem odebrał mu swój prezent, że o mały włos by go upuścił na ziemię.
- Hej! Powoli! - zawołał za nim ojciec.
Grace, Jack i Dan klęczeli na dywanie, rozwiązując kokardę. Ostrożnie unieśli klapkę koszyka a natychmiast ukazał się mały łaciaty pyszczek owczarka australijskiego.
- Jaki on śliczny! - kobieta podniosła zwierzę i nagle parsknęła śmiechem. - To suczka!
Jack aż się zachłysnął.
- Jak to, suczka?! Prosiłem o psa! - odebrał szczenię od żony i zdumiony swoim odkryciem postawił psiaka na podłodze. Suczka jakby tylko na to czekała.
- yyy... Jack...- Grace klepnęła męża po ramieniu. - Mógłbyś iść po ścierkę?
- Ooo nie... zaczyna się!!! - podniósł się zrezygnowany z podłogi i poszedł po mopa.
Następnego dnia Ginger była zajęta przygotowaniem listy czynności dla opiekunki Danny'ego. Chłopiec z Brave bawili się w ogrodzie. Dzwonek do drzwi państwa Zdobinskych uświadomił jej, że jest już spóźniona do pracy. Wpuściła opiekunkę i wyszła do ogrodu, zawołać syna. Podbiegła do niej Brave, merdając z radości ogonem, ale Danny'ego w pobliżu nie było.
- Danny!!!
Dziewczyna, która miała się zająć chłopcem, przyłączyła się do poszukiwań. Obie były zdenerwowane. W pewnym momencie pani Zdobinsky dostrzegła niedomkniętą furtkę. Wyjęła komórkę i zadzwoniła do męża.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Ten ktoś obok.
«ROZDZIAŁ JEDENASTY» "Szarość mgły wieczornej oplatała trawę, krzewy i pnie drzew. Szedł brzegiem rzeki, rozglądając się dokoła. Szukał...
-
«PROLOG» - I, mamy go!!! - okrzyk triumfu ratownika medycznego oznajmił sukces reanimacji. Ostrożnie położono go na noszach i natychmiast ...
-
"Chwila, w której serce ustaje, życiu nowy smak nadaje..." Echo końskich kopyt dudniło po cichych uliczkach. Czarny karawan ciąg...
-
Jakby tu zacząć? Otóż...Witam na moim blogu :-) Spróbuję zmierzyć się na nim z sobą samą. Może Ktoś z was lubi czytać opowiadania różne, n...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz