sobota, 26 października 2013

Krótka historia z życia... Cz: 9

Chciał zamknąć drzwi jak najciszej. Nie lubił wracać do tego domu, czuł się w nim, jak w komorze z której ktoś dla hecy wypompował powietrze. To był jeden z tych rodzinnych domów, gdzie gęsta od niedomówień i kłamstw atmosfera, przylegała do człowieka tworząc pancerz tak szczelny, że żadne z tych znanych uczuć jak miłość czy serdeczność nie miały możliwości przebicia.
- Dan, to ty? - jego opiekun, jak zwykł nazywać w myślach mężczyznę, był niezadowolony z późnego powrotu.
- Tak, to ja...- odparł z niechęcią.
- Gdzie się włóczysz po nocy, na miłość boską?!
Tym razem, spóźnienie uszło mu płazem. Komórka rozdzwoniła się skoczną muzyką. Zadowolony z tego, wyjął ją z tylnej kieszeni i sprawdził, kto stał się jego wybawcą. Zastanowił go nieznany numer. Pobiegł na górę, odbierając połączenie.
- Tu Jack Zdobinsky, miałem nieodebraną rozmowę z tego numeru... hallo!!!
Miał zamęt w głowie, przez chwilę nie wierzył z kim rozmawia. Zebrał się w sobie i powiedział:
- Tato... to ja Dan. - czuł przypływ emocji, było mu na zmianę zimno i gorąco. Dłoń trzymająca aparat, drżała.
Jego rozmówca nie odzywał się.
- Tato, to ja Danny, twój syn. Porozmawiajmy, proszę.
Połączenie zostało przerwane...

Pogodzone z utratą jedynaka, małżeństwo Zdobinskych starało się żyć dalej. Teraz przez tą rozmowę, wszystko w kilka sekund się zmieniło... Znów mięli syna. To był ich syn!
Ginger słysząc co powtarza jej mąż nie mogła uwierzyć, a Jack przez kilkanaście sekund jak sekwencję modlitwy szeptał: " Danny, ty żyjesz!"
Jack ubrał się i już biegł do samochodu. Pojechał na swój posterunek. Jego koledzy nie do końca byli pewni, czy aby na pewno ich emerytowany szef rozmawiał ze swoim zaginionym dziesięć lat temu dzieckiem.
- Jack, zrobimy po mojemu. - Paul Zapatero, jego przyjaciel, był teraz nowym szefem detektywów. Miał bardzo dobrą opinię jako przełożony.
- Co masz na myśli?
- Zadzwoń do tego chłopaka i rozmawiaj z nim 3 minuty a my starym, dobrym sposobem go tobie namierzymy. OK?
- Jasne...
Stracił trochę tej pewności, która popychała go do działania. Wybrał rozmówcę i wcisnął zielony klawisz.
- Witam. Tu Jack Zdobinsky, przepraszam, że rozłączyłem się tamtym razem. Chcę ci zadać kilka pytań...
- Słucham...
- Rozumiesz chyba, że nie mogę uznać, iż rzeczywiście jesteś moim dawno porwanym synem. Pytanie pierwsze:- O co zamęczałeś mnie jako kilkulatek?
Krótkie sapnięcie, świadczące o tym, że małolat roześmiał się.
- Marzyłem o własnym szczeniaku. - padła konkretna odpowiedź.
- Co stało się mamie w twoje piąte urodziny? - był pewny kłamstwa.
- Nie rozumiem, przecież w moje piąte urodziny mama spaliła mój tort ale jej samej nic się nie stało. - głos rozmówcy brzmiał jak pretensja.
- Czy pamiętasz jak mrówki z mrowiska za naszym domem, przeniosły się do garażu a potem do kuchni? - zmyślone pytanie rozbawiło chłopaka.
- Tato, nic takiego się nie wydarzyło. Mrowisko znaleźliśmy na pikniku jak postawiłeś na nim kosz z prowiantem. Mięliśmy cały koszyk małych mrówczych robotnic.
Mężczyzna nie wytrzymał.
- Synku! Gdzie jesteś? Przyjadę po ciebie! Teraz, zaraz!
Po raz kolejny rozłączył się w trakcie rozmowy. On i jego kilku kolegów natychmiast pojechali pod namierzony adres.
W przeciągu kilkudziesięciu minut byli na miejscu. Drzwi otworzył im Danny Zdobinsky...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Ten ktoś obok.

«ROZDZIAŁ JEDENASTY» "Szarość mgły wieczornej oplatała trawę, krzewy i pnie drzew. Szedł brzegiem rzeki, rozglądając się dokoła. Szukał...