"-Jak podają pewne źródła,kobieta została napadnięta, kiedy wracała do domu z wizyty u krewnych ze swoją czteromiesięczną córką. Napastnicy ogłuszyli matkę, następnie uprowadzili dziecko. Oto opis niemowlęcia..."
Wyłączyła odbiornik. Przetarła twarz dłonią i usiadła w fotelu na przeciw okna. Towarzyszący jej policjanci nie odzywali się, byli skupieni na telefonach. Wszyscy mięli nadzieję, że porwanie było ukierunkowane na wysoki okup.
- Jak długo mam czekać na telefon od porywaczy? - odezwała się młoda matka.
Detektyw Jack Zdobinsky zerknął na zegarek, była 18:45.
- Od porwania upłynęło półtorej doby, kidnaperzy czasami specjalnie zwlekają z telefonem do rodziny ofiary... To może potrwać.
- Przecież wszystkie media podają, że moja córka jest niepełnosprawna, musi mieć odpowiednią opiekę, ona... - rozpacz zmieniła się w atak histerii. Dziewczynę musiał zobaczyć lekarz. Zawołano karetkę.
Melodia z jakiegoś filmu rozległa się w pokoju, dźwięk dobiegał wyraźnie z kieszeni jeans'ów Zdobinskiego. Odebrał komórkę w kuchni. Po kilkunastu minutach rozmowy, wrócił i prawie krzyknął do swoich kolegów:
- Zbierać się panowie! Obawiam się, że ci, którzy zabierają dzieciaki ich rodzicom, nie są fanami "Domowego przedszkola"... - patrzył na śpiącą, kiedy policjanci tłoczyli się przy drzwiach wyjściowych. Wykonał telefon do swojego przełożonego i upewniwszy się, że ktoś do niej przyjedzie, wyszedł z domu.
Dzieci spały w łóżeczkach po dwoje. Dwóch mężczyzn i kobieta, zamaskowani i ubrani na czarno weszli do pomieszczenia. Torba podróżna, którą trzymał jeden z nich poruszała się i kwiliła cicho. Postawiono ją na ziemi i kobieta rozsunęła zamek. Dziecko patrzyło na nieznajomą twarz, wyciągając rączki.
- Połóżcie go z tą brzydką, będzie mu weselej. Może nie wystraszy się takiej zniekształconej gęby! - porywacz miał dobry humor. Starsza kobieta bez żadnych ceregieli uderzyła go w twarz.
- Ty też za chwilę będziesz wyglądał jak ona, jeśli się nie przestaniesz szczerzyć ! - krzyknęła na niego.
Jego kumpel ułożył porwanego przed godziną niemowlaka w łóżeczku gdzie już leżała dziewczynka.
- Ta akurat nie była w planach... - powiedział, patrząc na zniekształcone chorobą rysy twarzy dziecka. - Co z nią będzie szefowo? Można zrobić tak, jak trąbią w telewizji - dostaniemy za małą kupę kasy! - zatarł ręce na myśl o grubym pliku banknotów.
Kierująca, trudniącą się porwaniami dzieci szajką, kobieta miała nie mały problem. Uprowadzenia wykonywano na specjalne zlecenia z różnych państw a ofiary były sprzedawane różnym instytucjom na terenie niemal całej Europy i Azji. Ich los też był różny. Ta mała była "wybrakowana", potrzebowała wielu zabiegów, by w przyszłości wyglądała w miarę "przyzwoicie". Nikt raczej nie weźmie jej do adopcji, nie ludzie, którzy mają forsę zamiast mózgów. Chyba, że zawiadomią transplantologię o świeżych organach na sprzedaż...
"- Tak... To będzie o wiele lepszy interes, niż oddać ją matce za marne parę tysięcy..." - uśmiechnęła się na ten pomysł.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Ten ktoś obok.
«ROZDZIAŁ JEDENASTY» "Szarość mgły wieczornej oplatała trawę, krzewy i pnie drzew. Szedł brzegiem rzeki, rozglądając się dokoła. Szukał...
-
«PROLOG» - I, mamy go!!! - okrzyk triumfu ratownika medycznego oznajmił sukces reanimacji. Ostrożnie położono go na noszach i natychmiast ...
-
"Chwila, w której serce ustaje, życiu nowy smak nadaje..." Echo końskich kopyt dudniło po cichych uliczkach. Czarny karawan ciąg...
-
Jakby tu zacząć? Otóż...Witam na moim blogu :-) Spróbuję zmierzyć się na nim z sobą samą. Może Ktoś z was lubi czytać opowiadania różne, n...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz