- Co z nim?
- Żyje, ale musi natychmiast dostać lek wybudzający. - powiedział porywacz. Młody kierowca wpadł w panikę.
- Nie w samochodzie! Dasz mu na miejscu. Szefowa kazała nam uważać na dzieciaka. Cholera, jeszcze nigdy, nikogo nie porwałem!
"- Gdybyś nie był dobrym znajomym naszej szefowej, zabiłbym cię bez mrugnięcia okiem! Głupi nowicjusz!" - pomyślał z wściekłością.
Danny spał, odurzony lekami nasennymi. Jego serce próbowało walczyć za wszelką cenę o utrzymanie swojego rytmu. Nagle przestał oddychać.
- Młody jedź do szpitala, Dzieciak za moment wykituje mi na rękach!
- Najpierw zadzwonię do Black Queen. Musi wiedzieć, co się stało.
- Nie! Jedź, dopóki nie jest jeszcze za późno! Zaczynam go reanimować a ty postaraj się dotrzeć do kliniki na czas.
Poszukiwania syna detektywa Jacka,nie ustawały. Mijała kolejna doba ale nie było do tego czasu żadnych efektów. Wszystko było sprawdzone, sąsiedzi przepytani a po chłopcu ślad znikł.
Każda upływająca godzina bez informacji o zaginionym była przerażająca dla państwa Zdobinskych. Kiedy ktoś z pracowników odebrał połączenie, Jack nie zwrócił na to uwagi. Sytuacja zaczynała go po prostu przerastać.
- Szefie...! Musi pan o czymś wiedzieć...
- Ja nie chcę o niczym wiedzieć! - krzyknął na niego Jack.
- W jednym ze szpitali przyjęto na oddział jakiegoś chłopaka...-powtórzył usłyszaną wiadomość mężczyzna.
- Co?! Jaki to szpital?! - z impetem wpadł na drzwi i stojąc w progu, czekał na dane kliniki, gdzie prawdopodobnie był jego syn. Kolega podał mu kartkę, wyrwał mu ją z dłoni i popędził do wozu.
- Przyjęliście tu dziecko?! - wchodząc, krzyknął do recepcjonistki szpitala. - Gdzie on jest, to może jest mój syn!!!
Młoda dziewczyna patrzyła przestraszona na zrozpaczonego detektywa. Ledwo słyszalnym głosem zapytała:
- Jak ma na nazwisko pacjent?
- Nie wiem...
- Niestety, nie potrafię pomóc, przykro mi.
- Ktoś przywiózł tu chłopca, nie wiem ile ma lat, nie mam pojęcia co mogło mu się stać, ale chcę go zobaczyć!!! - jego krzyk zwrócił uwagę kierowniczki szpitala. Podeszła do niego i zapytała:
- O co panu chodzi?
Zaczął opowiadać wszystko od początku, sądząc, że jeśli wyjaśni tej kobiecie wszystko, ona pomoże mu odnaleźć chłopca.
- Proszę pójść ze mną. -powiedziała gdy skończył.
- To ten maluch. Przyjęliśmy go dzisiaj...- wskazała mu drobne ciało na szpitalnym łóżku.
Leżał pod respiratorem, drobna twarzyczka zasłonięta była tlenową maską, ale od razu rozpoznał swojego synka. Uklęknął przy nim.
- Tatuś jest przy tobie...-wyszeptał, płacząc.
Zostawiono ich samych. Zadzwonił do Grace i usiadł na krześle obok łóżka.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Ten ktoś obok.
«ROZDZIAŁ JEDENASTY» "Szarość mgły wieczornej oplatała trawę, krzewy i pnie drzew. Szedł brzegiem rzeki, rozglądając się dokoła. Szukał...
-
«PROLOG» - I, mamy go!!! - okrzyk triumfu ratownika medycznego oznajmił sukces reanimacji. Ostrożnie położono go na noszach i natychmiast ...
-
"Chwila, w której serce ustaje, życiu nowy smak nadaje..." Echo końskich kopyt dudniło po cichych uliczkach. Czarny karawan ciąg...
-
Jakby tu zacząć? Otóż...Witam na moim blogu :-) Spróbuję zmierzyć się na nim z sobą samą. Może Ktoś z was lubi czytać opowiadania różne, n...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz