- Szefowo, ci z Austrii chcą wziąć tę małą z dziwną twarzą. - zwrócił się do kobiety jeden z kidnaperów.
- Ile dadzą?
- No... powiedzieli, że jeśli grupa krwi będzie zgodna z grupą krwi biorcy, dadzą sześćdziesiąt tysięcy euro. - odparł mężczyzna.
- Nie! - odpowiedziała zdecydowanie.
- Sześćdziesiąt tysięcy... - powtórzył.
Nie zwracała na niego uwagi. Gdzieś na ulicy trzasnęły drzwiczki samochodu. Wyjrzał przez uchylone okno i zobaczył kolegę z czarną torbą na ramieniu.
- Snake wrócił. Ma coś dla pani. - było mu nie w smak mówienie do niej "pani". Zawsze musiał przy tym przełknąć ślinę, żeby powstrzymać się od powiedzenia na głos co o niej sądzi.
- Nie było zlecenia... Co on znowu do diabła wymyślił!
Porywacz już był w domu. Zostawił torbę w korytarzu i od razu podszedł do szefowej. Nachylił się i coś szeptem przekazał.
- Pokaż! -zerwała się z miejsca.
Oboje pochylili się nad wypchanym czymś bagażem.
- Skąd go masz? -spytała.
- Z parku. Jego matka poszła kupić coś do picia a ja wtedy...
Chłopiec spał. Był bardzo ładnym dzieckiem i można było za niego utargować dużo kasy. Nagle coś zobaczyła, odwinęła rękawek sweterka i jej oczom ukazało się ciemne znamię na wewnętrznej krawędzi dłoni. Zaczynało się zaraz pod małym palcem a kończyło równo z nadgarstkiem. Wglądało jak świeżo zagojona rana, gdyby nie fakt, iż nie odgraniczało się od naskórka.
- Jesteś CYMBAŁ!!! - wrzasnęła, uderzając go w głowę. - Patrz co on ma na ręce!
Zajrzał do dziecka i zaskoczony odwrócił się do szefowej. Dała mu w twarz.
Wyciągnęła niemowlaka i ułożyła w ostatnim wolnym łóżeczku.
- Czy były jakieś żądania okupów? - zaczepił swojego podwładnego.
- Niestety szefie, nikt nie dzwonił do obu rodzin.
Poklepał go po ramieniu i zamyślony poszedł do swojego biura. Podniósł słuchawkę i odezwał się:
- Ginger? Wiadomo coś o tych porwaniach? Ci z gazet zeżrą mnie żywcem, jeżeli nie będę miał dla nich czegoś co ich zainteresuje... - wciągnął powietrze przez nos, wydychając ustami. Poczuł jak ustaje skurcz w mięśniach. Po drugiej stronie jego rozmówczyni powiedziała:
- Tak.
- Uff... Uratowałaś mi tyłek. - uśmiechnął się do siebie. - Prześlij mi to na mój e-mail, ok?
- Jasne! yyy... Jack? - zapytała niepewnie.
- No co tam? - lubiła jak tak się do niej zwracał.
- To co mówiłeś o spotkaniu, jest aktualne?
- Co? - nie zrozumiał. Musiało mu wylecieć z pamięci o czym rozmawiali parę dni temu. W słuchawce słychać było oddech Ginger.
- Przypomnij mi tylko gdzie się umówiliśmy, zgoda? Przez tych kidnaperów mam teraz zbyt wiele na głowie.
- Restauracja " Złoty Koń"... Jack... na 19:30.
- Dziś? - spłoszył się. - Ale, dzisiaj mamy masę roboty! - uprzedził jej odpowiedź.
- Nie, nie dziś. Jesteśmy umówieni na weekend - dokładniej w sobotę. Do zobaczenia. - rozłączyła się.
Światełko na aparacie stojącym na biurku migało od kilku minut. Zbliżył słuchawkę do ucha.
- Tak?
- Było nowe porwanie! W parku z wózka wyciągnięto chłopca, ma cztery miesiące. Jego niańka i rysopis już są na komendzie. Szefie, psy podjęły ślad i poprowadziły przewodników aż do końca przecznicy, tam znaleziono niedopałek papierosa, trop się urwał, widać facet wsiadł do samochodu. Już się tym zajęliśmy.
- Oh...! My father! - przeczesał nerwowo krótkie włosy. - Zaczynam mieć tego wszystkiego dość! Prześlij mi wszystko na temat DNA tego sukinsyna! - słuchawka trzasnęła o widełki. Chodził chwilę tam i z powrotem, nie mogąc zebrać myśli. Ktoś zapukał do drzwi.
- Proszę!
- Mamy tą opiekunkę... Twierdzi, że nie wróci do rodziny dzieciaka, bo ją ten ojciec zabije. Chłopak był oczkiem w głowie tatusia!
Zapiął marynarkę i poprawił zmierzwione uczesanie. Poszedł za współpracownikiem.
Faktycznie, dziewczyna była w kiepskiej formie psychicznej. Zapuchnięte od ciągłego płaczu oczy, straszyły czarnym, rozmazanym tuszem do rzęs, widział jak trzęsącymi się dłońmi próbowała poprawić włosy i ubranie. Odruchowo podał jej paczkę chusteczek higienicznych, wskazując dyskretnie palcem na oczy. Przeprosiła go i poszła do toalety aby trochę ogarnąć swój wygląd. Wróciła po parunastu minutach. Zaczęła się zwykła procedura przesłuchania świadka.
- Przygotujcie na dzisiejszy wieczór trójkę smarkaczy, dwóch chłopaków i tą brzydką. - zarządziła szefowa.
- Przyniosę co trzeba. - Snake poszedł po pieluchy i nową odzież na przebranie dzieci.
***
W dawno zamkniętym zakładzie mięsnym trwała licytacja. Trzy grupy różnych narodowości, próbowały się nawzajem przebić w oferowaniu sum pieniędzy za żywy towar. Nie byli zaskoczeni widząc twarz jednego z niemowląt i "oznaczoną" rękę czteromiesięcznego chłopca. To był dla nich tylko przedmiot transakcji, wygląd nie miał tu nic do rzeczy.
- Six thousand dollar for a girl! - zawołała jakaś młoda kobieta. Natychmiast zawtórował jej mężczyzna:
- Ich werde für die Kleinen 40.000 € geben!
Zaczęto się przekrzykiwać. Przez moment nie można było rozróżnić kto ile oferuje. Pozostali uczestnicy musieli zaprzestać swoich licytacji.
- I give two hundred fifty thousand U.S. dollars! - już wyciągnęła książeczkę czekową, gotowa wpisać podaną kwotę. Jej konkurent widząc z jaką desperacją chce dostać dziecko, odpuścił. Zainteresował się podbijaniem cen na dwoje pozostałych maluchów.
Szefowa kidnaperów podeszła do przyszłej właścicielki dziewczynki. Odebrała bez słowa czek, wręczając jej dużą, czarną torbę...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Ten ktoś obok.
«ROZDZIAŁ JEDENASTY» "Szarość mgły wieczornej oplatała trawę, krzewy i pnie drzew. Szedł brzegiem rzeki, rozglądając się dokoła. Szukał...
-
«PROLOG» - I, mamy go!!! - okrzyk triumfu ratownika medycznego oznajmił sukces reanimacji. Ostrożnie położono go na noszach i natychmiast ...
-
"Chwila, w której serce ustaje, życiu nowy smak nadaje..." Echo końskich kopyt dudniło po cichych uliczkach. Czarny karawan ciąg...
-
Jakby tu zacząć? Otóż...Witam na moim blogu :-) Spróbuję zmierzyć się na nim z sobą samą. Może Ktoś z was lubi czytać opowiadania różne, n...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz