Piotr rozglądał się niepewnie dokoła, bał się, że ktoś jeszcze oprócz tamtych ludzi może go rozpoznać. Wciąż miał wrażenie, iż nie tylko on przygląda się otaczającym ludziom ale, że oni wszyscy śledzą każdy jego ruch. Postanowił nie odsłaniać twarzy. Udawał, że przyszedł się ogrzać, w rzeczywistości chciał podejść jak najbliżej, aby przysłuchać się o czym rozmawiają w sali gdzie przetrzymywano bezprawnie Yeshua.
Annasz, do którego przyprowadzono pojmanego Jezusa, zadawał na początku pytania o to, co takiego było w Jego nauce, że gromadziły się większe tłumy niż na chrzcie Jana. Nie omieszkał też zaspokoić swojej ciekawości, pytając po co zebrał sporą grupę towarzyszy.
- Wielu twoich sług słyszało moje wypowiedzi i nauki, które głosiłem, nie mówiłem nikomu nic potajemnie, wszystko było jawne. Zapytaj ich. - powiedział Pan.
W tym samym momencie, ktoś ze służących z całej siły uderzył Nauczyciela w twarz. Piotr widział tego mężczyznę wiele razy, jak przysłuchiwał się Jezusowi i zadawał Mu pytania odnośnie kazań. Widocznie człowiek ten bał się, że Yeshua zacznie wskazywać po kolei, kto był obecny w czasie nauk. Chciał Go po prostu uciszyć...
Więzień również rozpoznał bijącego.
- Jeśli źle powiedziałem, udowodnij co było złego. - spojrzał na swego oprawcę bez strachu. - A jeśli dobrze, to dlaczego mnie bijesz?
Mężczyzna tak skory na początku do zadawania ciosów, zbladł teraz. Patrzył zaskoczony na Rabbiego, a nie mogąc znieść Jego spojrzenia, wyszedł z pałacu Annasza.
Annasz zakończył przesłuchanie, kazał żołnierzom zabrać Nazarejczyka do Kajfasza.
Piotr widział i słyszał wszystko dokładnie, ale gdy wyprowadzano Nauczyciela, stało się coś, co zmroziło mu krew... Usłyszał pierwsze pianie koguta... Dwa następne, przywołały w pamięci słowa Pana: " - Nim kogut trzy razy zapieje, ty wyprzesz się tego, że mnie znasz."
Spojrzenia Mistrza i Piotra spotkały się... Apostoł również nie zdołał wytrzymać wzroku swojego Pana, uciekł w noc, szlochając głośno.
***
Jonatan usilnie starał się nie okazywać lęku nawet przed samym sobą. Chciał mieć nadzieję na wyzwolenie do końca, choćby miał to być koniec straszny. Modlił się do Boga własnymi słowami:
- Jahwe, znasz mój strach i uczucie samotności w tym lochu. Możesz wszystko, a ja na wszystko się godzę. Proszę Cię o siłę, bym umiał pójść za Twoją wolą, abym się nie lękał... nawet utracić me życie...
Joshua z córką wrócili do Getsemani, lecz nie zastali tam już nikogo. Chodząc po ulicach Jeruzalem, wypatrywali znajomych twarzy Apostołów i uczniów. Wreszcie los się do nich uśmiechnął, oto drogą do pałacu Piłata szedł Tadeusz. Podeszli do niego.
- Gdzie są wszyscy? - zagadnął go Joshua.
Apostoł przystanął. Utkwił wzrok w czubkach bosych stóp i milczał uparcie. Sophia powtórzyła pytanie ojca. Podniósł na nich zapłakane oczy. Spojrzeli na niego zdziwieni.
- My nie powstrzymaliśmy tej bandy...! - powiedział przez łzy. - Nie byliśmy w stanie nawet się poruszyć, strach całkowicie nas sparaliżował! Pojmano Mistrza i zaprowadzono tam...- wskazał wystawny pałac Piłata.
- Pójdźmy i my za Nim, posłuchamy i zobaczymy co da się zrobić! - powiedział z przekonaniem starszy człowiek.
Poszli razem na plac przed budowlą, na którym zbierały się już tłumy ludzi.
Piłat wysłuchał Jezusa, wstał i obwieścił zebranym:
- Nie znajduję winy w tym Człowieku!
Jednak motłoch nie był zadowolony ze werdyktu zwierzchnika. Zaczął głośno skandować:
- Na śmierć! Na śmierć!
Poncjusz już wiedział, że nic tak nie zadowoli tłumu, jak tylko wydanie wyroku, którego żądają.
- Ubiczuję Go, a jeśli przeżyje - uwolnię!
Ryk jaki wzniósł się po tych słowach był ogłuszający, ale Piłat nie ustąpił tak łatwo. Kazał wyprowadzić jeńca na dziedziniec.
Obnażono Yeshuę i przykuto Mu ręce do pala, sięgającego dorosłemu mężczyźnie do uda. Ciało Jezusa zgięte w pałąk, wystawione było na ciosy biczów. Kaci zmieniali się co dwadzieścia uderzeń, a chłosta trwała i trwała... W którymś momencie, Pan osunął się, uderzając czołem o trzymający Go pręgierz. Rzymianie zaśmiali się, nie przerywając kaźni. Kiedy wrócił namiestnik, widząc pod batami swoich żołnierzy nadal żyjącego Jezusa, rozkazał zaprzestać chłosty. Uwolnili zamęczonego Nauczyciela, który przez dłużą chwilę nie dawał oznak życia...
wtorek, 3 grudnia 2013
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Ten ktoś obok.
«ROZDZIAŁ JEDENASTY» "Szarość mgły wieczornej oplatała trawę, krzewy i pnie drzew. Szedł brzegiem rzeki, rozglądając się dokoła. Szukał...
-
«PROLOG» - I, mamy go!!! - okrzyk triumfu ratownika medycznego oznajmił sukces reanimacji. Ostrożnie położono go na noszach i natychmiast ...
-
"Chwila, w której serce ustaje, życiu nowy smak nadaje..." Echo końskich kopyt dudniło po cichych uliczkach. Czarny karawan ciąg...
-
Jakby tu zacząć? Otóż...Witam na moim blogu :-) Spróbuję zmierzyć się na nim z sobą samą. Może Ktoś z was lubi czytać opowiadania różne, n...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz