poniedziałek, 2 grudnia 2013

Przyjaciel... cz.10

Tymczasem w lochach pałacu arcykapłana Kajfasza...

Zimne,mokre pomieszczenia, cuchnące zgnilizną odstręczały nawet najtwardszych zbrodniarzy. Jonatan przysunął się do ojca, widząc jak drży z zimna.
- Ojcze, mogłeś zostać tam na górze... Może nawet dał byś radę wszystkich ostrzec... A teraz jest już za późno...- objął ramiona rodzica. Siedzieli przytuleni do siebie, milcząc.
Joshua nagle odezwał się do syna:
- Sądzę, że któryś z nas powinien jakoś załagodzić całą sprawę, porozmawiać z Kajfaszem. Spróbujesz Jonatanie?
Chłopak zastanowił się przez chwilę.
- Dobrze... nie wiem, czy to dobry pomysł, jednak spróbować warto...- wiele wątpliwości kłębiło się w jego umyśle.
Usłyszeli hałasy na stopniach wiodących do podziemi. Śmiech zdawał się być dla obu znajomy.
- Oh, dziękuję szlachetny młodzieńcze! - słodkim głosem przemawiała do sługi Sophia. - Możesz poprosić swego pana, by wypuścił na wolność mojego ojca i brata?
- Ja...ja pójdę, spytam arcykapłana, zaczekaj tu...- mężczyzna zawrócił do komnat, a tymczasem dziewczyna zbliżyła się do krat. Poderwali się zaraz do niej i ze łzami w oczach tulili Sophię do siebie.
- Przyszłam was uwolnić. - powiedziała już całkiem poważnie.
- Skąd wiedziałaś, gdzie nas szukać? - zapytał ją Jonatan.
- Wyruszyliście w nocy do miasta, widziałam was. Szłam w pewnej odległości za wami... i potem... potem słyszałam jak Judasz rozmawiał z dowódcą straży i sługami świątynnymi... Nie wiedziałam co robić! Przedostałam się do pałacu kiedy was właśnie wyprowadzano. I wtedy postanowiłam zostać, żeby wam pomóc. - przerwała. Wracał służący z wiadomością od Kajfasza.
- Tu jesteś! - zawołał na widok młodej kobiety. - Nie mam dobrej wieści panienko. Mój pan, powiedział, że wypuści starca, ale twój brat ma zostać tutaj...
- Nie! - zaprotestowała. - Mają być wolni obaj albo... albo, poskarżę się w Sanhedrynie! - zagroziła.
- Nic z tego, Sanhedryn cię nie wysłucha, a przynajmniej nie dziś. Będą sadzić Nauczyciela-Cudotwórcę! A teraz, wypuszczę twojego ojca.
Sophia miała w oczach łzy, Jonatan pożegnał się z nimi bez słowa. Joshua poklepał syna po ramieniu.
- Wyswobodzimy naszego Mistrza i ciebie, zobaczysz!
Ogromna krata zatrzasnęła się z hukiem. Dziewczyna z ojcem zniknęli za kamiennym murem. Zamknęły się za nimi drugie, żelazne drzwi. Jonatan poczuł kilka gorących strużek na swoich policzkach. Otarł je szybko, ale już następne wymknęły się spod piekących powiek...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Ten ktoś obok.

«ROZDZIAŁ JEDENASTY» "Szarość mgły wieczornej oplatała trawę, krzewy i pnie drzew. Szedł brzegiem rzeki, rozglądając się dokoła. Szukał...