- Co ten Kajfasz sobie myśli? - odezwał się do dowódcy. - Przysyła mi tych, którzy są mu niewygodni a ja odwalam za niego brudną robotę! Mam dość takich sytuacji!
Jego kaci przyprowadzili Jezusa. Zauważył, że więzień ma na głowie wieniec z cierniowych gałęzi.
- A to, co to ma znaczyć?! - zapytał sługi, wskazując kolczastą koronę.
Nie otrzymał odpowiedzi, żartownisie wycofali się szybko, wracając na plac.
Nie miał odwagi zadać Mu jeszcze jakichś pytań, wygląd pojmanego był straszny. Całe Jego ciało przypominało obdarte ze skóry, u stóp tworzyły się niewielkie kałuże krwi, kiedy stał przed namiestnikiem. I jeszcze ta cierniowa korona... Poncjusz skinął na żołnierza, zabrał mu płaszcz i okrył nim okaleczone plecy Mistrza. Yeshua zacisnął powieki ale nie krzyknął z bólu. Namiestnik skinął na Niego aby podszedł. Kiedy ukazał się w zasięgu wzroku rzeszy, ten sam wrzask podniósł się od nowa:
- Ukrzyżuj!!!
Piłat, wskazał Jezusa i zapytał:
- Waszego króla mam zgładzić? To król wasz! Ecco Homo!!!
Tłum wrzał. Nic nie mogło zaspokoić żądzy krwi, jaka ogarnęła motłoch.
- Weźcie Go i sami ukrzyżujcie! Ja mam dziś jeszcze inne wyroki, nie mam czasu na waszego Króla!
Do Lithostrotos podszedł jakiś arcykapłan i krzyknął:
- Nam nie wolno nikogo zabijać! Daj moim ludziom żołnierzy i nakaż im, by zrobili co trzeba.
Prefekt podniósł rękę i zaległa cisza.
- Zapomnieliście już, że mam prawo uwolnić wskazanego przez was więźnia?! Pytam waszych przełożonych i starszych Sanhedrynu - kogo uwolnić? Barabasza czy Jezusa?
Był pewny swego, że nie zechcą wyzwolenia mordercy. Nagle pojął jak bardzo się mylił.
- Barabasza! Uwolnij Barabasza! - zawołali wszyscy jak jeden.
- Co zatem z Nazarejczykiem? - zapytał, chociaż nie musiał. Wiedział co usłyszy...
***
Przyszli po niego strażnicy. Dwóch z nich brutalnie pozbawiło go ubrania i związanego wyprowadzono na ulicę. Oślepiające słońce na moment poraziło jego oczy, ale kiedy je otworzył, ujrzał dwóch innych więźniów. Pierwszy był ubrany w przesiąkniętą krwią tunikę, a stojący nieopodal mężczyzna był nagi tak jak Jonatan.
Czekano na coś... Zaprzęg osłów, prowadzony przez żołdaka, przyciągnął trzy spore pale. Każdy ze skazańców został obarczony jednym z nich. Belkę mocowano na wysokości ramion, które rozprostowane, przywiązywano w dwóch miejscach do drzewa. Kiedy nałożono ów ciężar człowiekowi w krwawej szacie, Jonatan zobaczył Jego twarz.
- Rabbi...- zawołał półgłosem.
Spuchnięte powieki Jezusa drgnęły na dźwięk znajomego głosu, usta poruszyły się:
- To ty...pr...y...lu? - Jonatana doszły urywki zdania.
Wśród kohorty powstało zamieszanie. Mężczyzna wszczął bójkę z jednym ze strażników. Nie chciał dźwigać swego narzędzia kary. Zbrojni potrafili poradzić sobie w takich przypadkach doskonale. Powalili buntownika na ziemię i w tej pozycji przygnietli go belką do podłoża, przywiązując do niej. Postawili jeńca na nogi i ruszono na przód.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz