czwartek, 5 grudnia 2013

Przyjaciel... cz.13

Dla zmęczonych ludzi prowadzonych na śmierć, sama droga wydawała się mordęgą. 
Jonatan próbował iść blisko Jezusa, ale żołnierze odepchnęli go na taką odległość, by jeńcy nie mogli się ze sobą porozumiewać. Tylko jeden z więźniów zachowywał się tak, jak gdyby, to co go spotkało, było niewspółmierne do jego uczynku. Głośne, obelżywe słowa kierował do wszystkich spotykanych ludzi, do współwięźniów i do swojej rodzicielki...
***
Stary Joshua i Sophia szli w tłumie, towarzyszącemu skazanym. Oboje płakali i modlili się za Jonatana i ich Nauczyciela. Obok nich szli także Jan Apostoł i Miriam, Matka Yeshuy. Pośród tych wszystkich wrogo nastawionych ludzi, w wielkim skupieniu, podążali rozproszeni uczniowie i Apostołowie, oprócz jednego...

Judasz otrzymawszy pieniądze za tak dobrze wykonane zadanie, wyszedł z pałacu Kajfasza. W dali zobaczył mnóstwo gapiów, zaciekawiony zbiegowiskiem, poszedł sprawdzić, co za wydarzenie skupiło na sobie uwagę mieszkańców Jerozolimy. Odtrącał na boki cisnący się motłoch, aż wreszcie udało mu się przedostać do drogi. Czekał znudzony parę godzin, na atrakcję, która wzbudziła zainteresowanie tak wielu. Wreszcie, doczekał się...
Oto potykając się o własne, zmęczone nogi, z rękoma przywiązanymi do pala na plecach, szedł...ON...
Zadrżał. Nie, nie ze strachu o Jezusa, ale o siebie. Gdyby Pan go teraz zobaczył, na pewno wydałby go żołnierzom, za sprowadzenie kohorty do Getsemani. Musiał uciekać, żeby Yeshua nie dojrzał go w tej ciżbie. Pobiegł z powrotem do arcykapłana. Wpadł do sali, gdzie tamten przebywał i wrzasnął:
- Czemu mi nie powiedziałeś, co chcesz uczynić z Nazarejczykiem?! Oszuście!
- Jak śmiesz?! Nie, ja nie jestem oszustem, za to z ciebie jest zdrajca! Tak bardzo chęć zysku zamąciła ci w głowie, że nie tylko Jego byś wydał, ale wszystkich pozostałych, gdyby mi zależało! Spójrz na siebie!!! - obrócił ku niemu ogromne złote lustro. Twarz Judasza przybrała w nim straszny, demoniczny wyraz. Zasłonił oczy przed samym sobą. Kajfasz zaśmiał się szyderczo.
- Ha! Twój obraz cię przeraża! Lustro nie kłamie, pokazuje jaki jesteś w rzeczywistości! Wydobywa twoją parszywą duszę! PRECZ!!!
Wyszydzony Apostoł rzucił na ziemię sakiewkę. Do uszu arcykapłana dobiegł głos:
- Zgrzeszyłem, wydawszy krew niewinną!!!
Biegł, ile tylko miał sił przed siebie, byle dalej od skazanego na śmierć Mistrza, Apostołów i arcykapłana! Byle dalej od siebie samego... W głowie tylko jedna myśl: "Zakończ to, nim ktokolwiek z zemsty, podniesie na ciebie rękę! Zakończ życie, nie pozwól żebyś skończył jak twój Nauczyciel!"
Samotne, uschłe drzewo, sznur opasujący jego biodra i chęć uniknięcia konsekwencji za swój czyn, wystarczyły, żeby popełnić samobójstwo. Po kilku minutach, jego ciało poddało się i skonał, wisząc na konarze...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Ten ktoś obok.

«ROZDZIAŁ JEDENASTY» "Szarość mgły wieczornej oplatała trawę, krzewy i pnie drzew. Szedł brzegiem rzeki, rozglądając się dokoła. Szukał...