Zapomniane Miasto cz. 6
Zapach miasta wciskał się przez uchylone okno w samochodzie Mike'a. Gorzkawy odór spalin zmieszany z rozgrzanym powietrzem,tworzył zaduch.
Chłodny nawiew włączonej do oporu klimatyzacji,dawał nie wiele wytchnienia.
-Ale upał!-kierowca jakby z niedowierzaniem spojrzał na ustawienie auto-klimatyzacji. -Psiakrew!Nawet to nie pomaga!
-Zapowiadali przecież 34 stopnie Celsjusza w cieniu.Nie słyszałeś?
-Wiem.I zaczyna mnie to wkurzać...
Roger nie odezwał się.Nagły zły nastrój kolegi nie zrobił na nim wrażenia.
Szczęście,dojeżdżali właśnie do komendy. W pracy humor szefa żandarmerii uległ tylko pogorszeniu.Mężczyzna gotów był na kłótnię z byle błahego powodu.
-Chene do mnie!-zbyt głośno zakomenderował Michael.
Uderzony poprzedniego wieczoru żandarm,wyglądał znacznie lepiej.Opuchlizna zeszła,ale żółte zabarwienie nad górną wargą i gojący się dopiero rozcięty kącik ust, przypominały ślady po wypitym soku lub czymś takim.
-Co ty masz na...-jego szef machnął ręką w nieokreślonym kierunku. -Nieważne! Masz sprawę do załatwienia!Pilną!
-Dobrze wuju.-odpowiedział podwładny.
-Martin,nie jesteśmy na przyjęciu!-skarcił go.-Pojedziesz do Szpitala Świętego Jana i powiesz,żeby przygotowali ciało Joshua Anderson do wydania.
-Następnie...-przerwał widząc niepewną minę Rogera. -A tobie co znowu?
-Pojadę z nim.-odparł.
-Słuchaj...wiesz przecież co będzie jak tylko przekroczysz próg.Radzę ci jak przyjaciel-siedź na tyłku i pozwól sobie pomóc.
Nie oponował.I bez widoku syna na stole chłodni,czuł znowu żołądek jeżdżący z dołu do góry.Jedynym wyjściem było pozostanie na miejscu.
-Martin,słuchaj! Jak załatwisz szpital,będzie cię czekała wizyta u dość nieprzyjaznego właściciela zakładu pogrzebowego.Spisz dane personalne pana Andersona i jego syna-przydadzą się tobie do załatwienia wszystkich formalności.Z pogrzebem włącznie.
-Jeśli mogę się wtrącić?-Anderson,słysząc "pogrzeb",otrząsnął się z zamyślenia. -Tę sprawę chciałbym omówić z moją żoną już w domu...
-Racja! Dlatego,zadzwonisz do niej i w skrócie,bez szczegółów powiesz,że wrócisz za tydzień,bo coś ci wypadło.W międzyczasie zajmiemy się przygotowaniem pogrzebu w Agen.Od czego są przyjaciele,internet i telefony?!
-Hallo! Lilian?-próbował zebrać myśli,skupić się na najważniejszych informacjach jakie miał przekazać."-Boże! Nie pozwól żebym się rozkleił!"
-Roger? Dlaczego nie wracacie?Widziałam w telewizji,półtora miesiąca temu jakiś wypadek pod Parpignan...zginął chłopak,chyba w wieku Josha...
-Lilian,przepraszam kochanie,coś nam tu wypadło i zostan...Zostaniemy jeszcze tydzień.Dobrze?-już myślał,że nie podoła,że przestanie udawać i wykrzyczy całą prawdę do słuchawki.
-Ale, Roger,wszystko u was w porządku?Swoje prawo jazdy i dokumenty zostawiłeś na stoliku w przedsionku.Martwiłam się o was.Jeśli chcesz prześlę ci do Annency twoje rzeczy.-głos Lilian zdradzał jej niepokój.
-Wiesz,mój dobry znajomy ma zamiar jechać do Agen.Obiecał wstąpić do nas i wziąć wszystko co trzeba.- Roger chciał to natychmiast przerwać!Zaczynał mieć mętlik w głowie od wymyślania kłamstw.Bał się pogubić we własnych wyjaśnieniach.
Niespodziewanie z pomocą przyszedł mu sam telefon.Przerywany sygnał i natrętny głos:
-Rozmowa przerwana!Aby kontynuować-wrzuć monetę!Rozm...
Odłożył słuchawkę.Brakło mu drobnych,pożyczonych od Mike'a.Chciał odetchnąć z ulgą ale łzy napłynęły mu do oczu.Oparł się o ścianę i pozwolił im płynąc...
-Następnie...-przerwał widząc niepewną minę Rogera. -A tobie co znowu?
-Pojadę z nim.-odparł.
-Słuchaj...wiesz przecież co będzie jak tylko przekroczysz próg.Radzę ci jak przyjaciel-siedź na tyłku i pozwól sobie pomóc.
Nie oponował.I bez widoku syna na stole chłodni,czuł znowu żołądek jeżdżący z dołu do góry.Jedynym wyjściem było pozostanie na miejscu.
-Martin,słuchaj! Jak załatwisz szpital,będzie cię czekała wizyta u dość nieprzyjaznego właściciela zakładu pogrzebowego.Spisz dane personalne pana Andersona i jego syna-przydadzą się tobie do załatwienia wszystkich formalności.Z pogrzebem włącznie.
-Jeśli mogę się wtrącić?-Anderson,słysząc "pogrzeb",otrząsnął się z zamyślenia. -Tę sprawę chciałbym omówić z moją żoną już w domu...
-Racja! Dlatego,zadzwonisz do niej i w skrócie,bez szczegółów powiesz,że wrócisz za tydzień,bo coś ci wypadło.W międzyczasie zajmiemy się przygotowaniem pogrzebu w Agen.Od czego są przyjaciele,internet i telefony?!
-Hallo! Lilian?-próbował zebrać myśli,skupić się na najważniejszych informacjach jakie miał przekazać."-Boże! Nie pozwól żebym się rozkleił!"
-Roger? Dlaczego nie wracacie?Widziałam w telewizji,półtora miesiąca temu jakiś wypadek pod Parpignan...zginął chłopak,chyba w wieku Josha...
-Lilian,przepraszam kochanie,coś nam tu wypadło i zostan...Zostaniemy jeszcze tydzień.Dobrze?-już myślał,że nie podoła,że przestanie udawać i wykrzyczy całą prawdę do słuchawki.
-Ale, Roger,wszystko u was w porządku?Swoje prawo jazdy i dokumenty zostawiłeś na stoliku w przedsionku.Martwiłam się o was.Jeśli chcesz prześlę ci do Annency twoje rzeczy.-głos Lilian zdradzał jej niepokój.
-Wiesz,mój dobry znajomy ma zamiar jechać do Agen.Obiecał wstąpić do nas i wziąć wszystko co trzeba.- Roger chciał to natychmiast przerwać!Zaczynał mieć mętlik w głowie od wymyślania kłamstw.Bał się pogubić we własnych wyjaśnieniach.
Niespodziewanie z pomocą przyszedł mu sam telefon.Przerywany sygnał i natrętny głos:
-Rozmowa przerwana!Aby kontynuować-wrzuć monetę!Rozm...
Odłożył słuchawkę.Brakło mu drobnych,pożyczonych od Mike'a.Chciał odetchnąć z ulgą ale łzy napłynęły mu do oczu.Oparł się o ścianę i pozwolił im płynąc...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz