niedziela, 9 czerwca 2013

Opowiadanie 2:

Zapomniane Miasto cz.2
-Dzień dobry... Psychoterapeuta okazała się szczupłą rudowłosą kobietą,po trzydziestce.
-Dzień dobry,proszę siadać.Czy przypomniał pan sobie swoje imię albo nazwisko?
-Ja...-umysł pracował w zwolnionym tempie,kadry wspomnień bardzo,bardzo wolno przesuwały się przed zmrużonymi oczami. -Ja...-zaczął od początku,i nagle zdał sobie sprawę,że to bez sensu,nie móc przypomnieć sobie swojego imienia!
-No dobrze,rozumiem.Spokojnie,niech pan usiądzie,zaraz powoli do tego dojdziemy.-Rudowłosa wskazała kozetkę.Usiadł,mając nadzieję,że nie rzuciła słów na wiatr.Bardzo chciał wiedzieć kim jest i jak się znalazł w tym mieście.
-Musi się pan odprężyć i pomyśleć o czymś przyjemnym...-zaczęła psycholog.
Zamknął oczy.Pierwszą,miłą rzeczą jaką sobie przypomniał był uśmiech nie znajomej pielęgniarki. Rozluźnił się,zapadając w hipnotyczny letarg.
-6...7... ...10.Proszę cofnąć się pamięcią do momentu pana wyjazdu...co pan widzi?
-No dobra,wskakuj! Josh! Spóźnimy się jeśli jeszcze choć trochę zmarudzisz!
-Już tato,tylko pożegnam się z mamą i Yuką!-nastolatek zagwizdał na potężną suczkę podobną do wilka.-Yuka!Chodź tu kochana!-wilczyca od razu przyskoczyła do chłopaka,rządna pieszczot.
-Zostaniesz w domu i będziesz grzeczna tak?-Wesołe merdanie ogona musiało wystarczyć mu za odpowiedz Yuki.Wbiegł do domu.-Mamo! Jedziemy już z tatą!
-Josh,tyle razy powtarzałam,żebyś zamykał Yukę na moment wyjazdu w swoim pokoju! Potem znów będę musiała ją łapać po całym stanie!-oczy matki były poważne jak zawsze ale uśmiech świadczył,że żartowała mówiąc o ucieczce Yuki.
-Mamo, ja już nie zdążę jej zamknąć!Chciałem się z tobą pożegnać...-objął ja czule za szyję.-Do zobaczenia za miesiąc!
-Josh,synu! Szybciej na litość boską!-niecierpliwił się.Chłopak z rozpędu dopadł drzwi auta i wsiadł obok niego. -Yuka chciała z nami jechać.Przydałaby się.-Josh spojrzał na niego z nadzieją.
-Wiesz dobrze,że na aukcjach zwierząt nie wolno mieć psów.
-Roger!!!
Coś nim szarpnęło.Gwałtownie pochylił się w przód,jak gdyby mocował się z czymś co już nie dało się powstrzymać.Krople potu wystąpiły na czoło,zaczęło brakować tchu.
-Proszę słuchać mojego głosu! Będę liczyć od 10 do 1 a pan się uspokoi i wróci do świadomości.10...9...
-...1-Niech pan otworzy oczy.Psycholog podała mu szklankę wody.Wypił duszkiem jak po biegu w upalny dzień.
-Roger...
-Nie rozumiem.-Kobieta spojrzała,lekko zaskoczona.
-Mam na imię Roger...i...był jeszcze Josh,mój...mój syn.On...
-Co się z nim stało?
-Chyba nie żyje...Mięliśmy wypadek.Aukcja...spieszyłem się bo miałem być na czas.Kiedy dojeżdżałem do rozstaju dróg straciłem panowanie nad samochodem.Hamulce nie działały jak należy...To wszystko moja wina!!!-Łzy zaczęły jakoś tak same płynąc.Nie miał zamiaru ich powstrzymywać,było mu w tym momencie obojętne co się z nim dzieje.
-Roger,musi pan wziąć się w garść.Faktycznie,pański syn nie przeżył wypadku.To była ta wiadomość dla pana,którą miałam przekazać.
Wstał.Roztrzęsionymi rękoma przygładził włosy,poprawił ubranie.Był zdruzgotany.
-Dziękuję za wszystko.-Nacisnął klamkę i już miał wyjść,kiedy inne wspomnienie z hipnozy dotarło do jaźni.-Mam żonę...-wyszeptał zamiast zwykłego "do widzenia".
Szybko otworzył drzwi,wypadł na korytarz.-Do widzenia!-Zdążył krzyknąć i pobiegł do głównego wyjścia.
Już na ulicy znów dopadły go wizje: Oto jadą z synem,o czymś rozmawiają,żartują.I moment wypadku-krzyk Josha,jego usilne próby zahamowania...nagła cisza.Koniec.Potem,on stojący na ulicy,sam.
Jak dotarł do miasta?Nie pamiętał nawet teraz.W hipnozie też tego nie widział.
Ale pocieszającym był fakt,że już wiedział kim jest:Roger Anderson! Ma żonę i miał syna.Teraz musi się dowiedzieć: co się wydarzyło tamtego strasznego dnia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Ten ktoś obok.

«ROZDZIAŁ JEDENASTY» "Szarość mgły wieczornej oplatała trawę, krzewy i pnie drzew. Szedł brzegiem rzeki, rozglądając się dokoła. Szukał...