Zapomniane Miasto cz.5
Po przyjemnie spędzonym wieczorze,Miranda poszła przyszykować świeżą pościel w sypialni na parterze.Kiedy wrócił z łazienki,wychodziła z pokoju.
-Może pan już iść się położyć.Musi pan być zmęczony podróżą.-zaprosiła gościa.
-Dziękuję bardzo.Proszę mówić mi po prostu Roger.-odparł.
-Miranda.Gdybyś czegoś potrzebował,nie krępuj się.Dobrej nocy.-weszła na stopnie prowadzące na piętro.
-Dobranoc.-to prawda,ledwo trzymał się na nogach ale przy rodzinie Mike'a musiał udawać że wszystko gra.Nie wiedziały przecież co tak na prawdę sprowadziło go do Zapomnianego Miasta.-...i lepiej niech się o tym nigdy nie dowiedzą!
Sen zmorzył go,gdy tylko wyciągnął się na łóżku.
Sen zmorzył go,gdy tylko wyciągnął się na łóżku.
-Roger!Josh! Uważajcie na siebie!-Lilian stała na schodkach werandy.Patrzyła na nich pod słońce,mrużyła oczy,marszcząc przy tym zabawnie brwi.Lubił ją taką.
Wychylił się z okna auta i pomachał do niej ręką: -Nie martw się kochanie!Wrócimy za miesiąc,cali i zdrowi!
-...cali...i zdrowi...! Boże!!!! Joshua!!! Nie synu,to ja! Ja powinienem był zginąć,nie ty!!!
Trzymał umierającego chłopca na rękach.Czuł jak gaśnie kiedy,co to? Nikogo nie ma! Proch rozsypał się w dłoniach,kurczowo obejmujących tak kochane dziecko.-NIE!!!!!!!!!
Zobaczył zapalone światło w swojej sypialni i przestraszoną rodzinę Michaela obok łóżka,które zajmował.Wszyscy domownicy w piżamach.Miranda tuliła do siebie najmłodszą córkę.
-Co się stało temu panu mamusiu?Czemu tu śpi i...czemu krzyczał?
-Moniko,nie ładnie tak pytać...-uciszyła ją matka.Chodź,pomogę ci się dobrze otulić kołdrą.-Amando,pozwól.-szturchnęła na odchodnym,nastolatkę.Wszystkie na raz zaczęły wychodzić z pomieszczenia.
-...ale...-dziewczynka nie dawała za wygraną.Dziecięca ciekawość zaczynała brać górę.-Opowiesz mi o tym panu mamo?
Ich głosy stłumiły zamknięte drzwi dziecięcego pokoju.
-Roger,napędziłeś nam niezłego stracha!-Michael kiwnął na niego ręką.-Wstawaj!Wiem co jest dobre na lepszy sen.-przymrużył oko łobuzersko.
Niechętnie zwlókł zmęczone ciało z ciepłego łóżka.Poczłapał bosymi stopami po kafelkach korytarza do kuchni,gdzie czekał na niego Mike z grzanym piwem.
-Masz!-wręczył mu spory kufel ciemnozłotego płynu.-To najlepszy sposób na zdrowy sen-tak mówił mój śp.ojciec!
Spróbował tej delicji i stwierdził,że smakuje niezgorzej niż ten sam trunek trzymany w zamrażarce.
-I jak?-dopytywał o opinię gospodarz.
-Świetne.-wziął ostatni łyk.Poczuł przyjemne szumienie w głowie i zatęsknił za łóżkiem.-Idę spać...dobranoc...a! Dziękuję...-droga powrotna wydawała się jakby dłuższa,niż kiedy szedł za Michaelem do kuchni.
-Cześć...-szef żandarmerii miał także lekko w czubie.On też ruszył,potykając się co schodek do swojej sypialni.Był przy tym nieco rozbawiony.
Roger zamknął za sobą drzwi.Padł bez czucia na posłanie i zasnął twardo.Ciepły alkohol stał się bramą nie do przebycia dla sennych koszmarów...
Obudziło go pianie koguta.
-...zaraz,zaraz!Jak to pianie koguta?!-zerwał się na nogi ale raptownie zdał sobie sprawę z własnej pomyłki.Oto,oprócz piania słychać było wesołą piosenkę z audycji telewizyjnej dla dzieci.Głos Mirandy świadczył.że teraz nie było mowy o przesłyszeniu.
-Monika!Wstawaj,śpiochu!
Ubrał się szybko.Wyjrzał do salonu i na palcach przeszedł do kuchni.
-Cześć.Przepraszam za moje wrzaski...-zwrócił się do szykującego śniadanie Mike'a.
W damskim fartuszku wyglądał mniej oficjalnie niż w szytym na miarę garniturze.Roger wykrzywił się w uśmiechu.
-Może pokazałbyś się swoim chłopcom z tej strony?-zapytał szefa żandarmerii.
I w tej samej chwili musiał uchylić się przed uderzeniem kuchenną rękawicą w głowę.Michael pomimo muskularnej postury,był szybki.
-I ty Brutusie przeciwko mnie?!-zarechotał,widząc unik Rogera.
-Cezarze okaż łaskę!-kwiknął w odpowiedzi Anderson i już obaj zaśmiewali się do łez. W takim stanie zastała ich Miranda i córki Michaela.
-Dzień dobry panowie.Co wam tak wesoło?
-Roger wykreował mi nowe wdzianko do pracy!-opowiedział w skrócie jej mąż.
-Ooo!To ciekawe!-podchwyciła żart kobieta.Zaraz,poważniej dodała: -Dziewczynki,ojciec poda wam śniadanie.Siadajcie!
W dobrych nastrojach wszyscy zaczęli dzień.Nawet pogoda zapowiadała się całkiem nie źle.
Gdyby tylko Rogerowi nie było tak ciężko na sercu.
Niechętnie zwlókł zmęczone ciało z ciepłego łóżka.Poczłapał bosymi stopami po kafelkach korytarza do kuchni,gdzie czekał na niego Mike z grzanym piwem.
-Masz!-wręczył mu spory kufel ciemnozłotego płynu.-To najlepszy sposób na zdrowy sen-tak mówił mój śp.ojciec!
Spróbował tej delicji i stwierdził,że smakuje niezgorzej niż ten sam trunek trzymany w zamrażarce.
-I jak?-dopytywał o opinię gospodarz.
-Świetne.-wziął ostatni łyk.Poczuł przyjemne szumienie w głowie i zatęsknił za łóżkiem.-Idę spać...dobranoc...a! Dziękuję...-droga powrotna wydawała się jakby dłuższa,niż kiedy szedł za Michaelem do kuchni.
-Cześć...-szef żandarmerii miał także lekko w czubie.On też ruszył,potykając się co schodek do swojej sypialni.Był przy tym nieco rozbawiony.
Roger zamknął za sobą drzwi.Padł bez czucia na posłanie i zasnął twardo.Ciepły alkohol stał się bramą nie do przebycia dla sennych koszmarów...
Obudziło go pianie koguta.
-...zaraz,zaraz!Jak to pianie koguta?!-zerwał się na nogi ale raptownie zdał sobie sprawę z własnej pomyłki.Oto,oprócz piania słychać było wesołą piosenkę z audycji telewizyjnej dla dzieci.Głos Mirandy świadczył.że teraz nie było mowy o przesłyszeniu.
-Monika!Wstawaj,śpiochu!
Ubrał się szybko.Wyjrzał do salonu i na palcach przeszedł do kuchni.
-Cześć.Przepraszam za moje wrzaski...-zwrócił się do szykującego śniadanie Mike'a.
W damskim fartuszku wyglądał mniej oficjalnie niż w szytym na miarę garniturze.Roger wykrzywił się w uśmiechu.
-Może pokazałbyś się swoim chłopcom z tej strony?-zapytał szefa żandarmerii.
I w tej samej chwili musiał uchylić się przed uderzeniem kuchenną rękawicą w głowę.Michael pomimo muskularnej postury,był szybki.
-I ty Brutusie przeciwko mnie?!-zarechotał,widząc unik Rogera.
-Cezarze okaż łaskę!-kwiknął w odpowiedzi Anderson i już obaj zaśmiewali się do łez. W takim stanie zastała ich Miranda i córki Michaela.
-Dzień dobry panowie.Co wam tak wesoło?
-Roger wykreował mi nowe wdzianko do pracy!-opowiedział w skrócie jej mąż.
-Ooo!To ciekawe!-podchwyciła żart kobieta.Zaraz,poważniej dodała: -Dziewczynki,ojciec poda wam śniadanie.Siadajcie!
W dobrych nastrojach wszyscy zaczęli dzień.Nawet pogoda zapowiadała się całkiem nie źle.
Gdyby tylko Rogerowi nie było tak ciężko na sercu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz