niedziela, 23 czerwca 2013

無名 Mumei. cz:2.

日本 Nihon ,本州 Honshū. Rok 799.

使節 Shisetsu. 

Księżyc dopiero nabierał swych kształtów,więc noc była ciemna.Blady sierp nie dawał tyle blasku co pełnia.Sutorenjā postanowiła ukryć się w lesie.Miała nadzieję,że napastnik nie wróci.Usiadła w zaroślach,przytulając ugięte kolana jak najbliżej,żeby było cieplej.
-Może uda mi się zasnąć choć na chwilę...-wzięła w dłoń pieniążek,obejrzała go po raz kolejny,zdziwiona tamtym wydarzeniem.
-Schowaj go dobrze o pani!-mężczyzna w długiej szacie z kapturem osłaniającym twarz,stał w dziwnej poświacie,podobny do zjawy.Na ten widok kobieta skuliła się i zasłoniła twarz.
-Nie rób mi krzywdy!-krzyknęła.
-Jestem Shisetsu (jap. Wysłannik).Ten medalion,to talizman chroniący przed każdym złem.-wyjaśnił przybysz.-Mój Kōken'nin (jap. opiekun) rozkazał mi abym tobie służył pani.-dodał.
-Nie mam czym ci zapłacić za służbę...-odparła dziewczyna.-Możesz wracać do swego Opiekuna,sama potrafię sobie poradzić.-starała się aby nie usłyszał niepewności w jej słowach.
-Nie mogę tego uczynić,byłaby to hańba dla mnie,którą przypłaciłbym życiem.Muszę zostać...-ściszył głos.Mowa o śmierci sprawiała mu trudność.
-Czy mogę...Czy mogę zatem zobaczyć twoją twarz?-odważyła się zapytać Nieznajoma.
Mężczyzna zawahał się.Po chwili odchylił kaptur.
Oczom kobiety ukazał się młody człowiek.Długie czarne włosy,broda,uśmiech i magnetyczne spojrzenie...Dojrzała zarys smukłej sylwetki pod mnisim habitem.Zawstydzona spuściła oczy.
Shisetsu natychmiast zarzucił kaptur.
-Przepraszam za mą śmiałość pani!Nie powinienem był słuchać twej prośby!Ukarz mnie,jeśli taka twa wola!-klęknął przed Sutorenjā.
Dziewczyna uklęknęła także.
-To ja przepraszam ciebie.To przez moją ciekawość naraziłam cię na wstyd.Mi kara należy się najbardziej.-skłoniła się,czekając na cios.
Nic takiego się jednak nie stało.Shisetsu podał jej rękę.Nie bardzo wiedziała co się za chwilę wydarzy.On zaś podniósł ją i na moment ich oczy się spotkały.Nie pozwolił zabrać jej dłoni ze swojej.Przygarnął Nieznajomą do siebie i pocałował.
-Wszystko będzie dobrze,zaopiekuję się tobą moja pani...-wyszeptał.
Chciał pocałować ją znowu ale delikatnie wysunęła się z objęć.
-Musimy znaleźć ukrycie i przenocować.Boję się o swoje życie,widziałam śmierć moich przybranych rodziców a ich zabójca być może mnie ściga.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Ten ktoś obok.

«ROZDZIAŁ JEDENASTY» "Szarość mgły wieczornej oplatała trawę, krzewy i pnie drzew. Szedł brzegiem rzeki, rozglądając się dokoła. Szukał...