piątek, 21 czerwca 2013

Opowiadanie 7:

Zapomniane Miasto cz.7

Ostatnie przygotowania do powrotu przeciągały się w nieskończoność.
-Jak ja mam wytłumaczyć Lilian,że JA! byłem sprawcą wypadku? Czemu wcześniej nie sprawdziłem tych cholernych hamulców? I dlaczego pozwoliłem spalić nasze jedyne dziecko?!Co ze mnie za mąż i ojciec!-miał w sobie tyle żalu o wszystko,co go spotkało.Rozbolała go głowa.
Przez dwa dni prawie nie spał,pomagając Michaelowi przy formalnościach związanych z przewozem ciała do Agen.
Poinformowano go,że szczątki będą przetransportowane już po skremowaniu do Tuluzy i następnie do Agen.
Roger nie chciał słyszeć o kremacji.Mike musiał go długo przekonywać że prawo jest po stronie urzędników a oni nie mogą, "NIE MOGĄ!" zrobić wyjątku nie tylko raz ale nawet pół razy!
Kiedy żegnał swojego syna po raz ostatni,był na skraju wyczerpania nerwowego.Starał się zapamiętać jak najwięcej szczegółów dotyczących ukochanego Josha-rysy twarzy,kolor włosów nawet ubranie,kupione przez żonę Mike'a.Podczas ceremonii zemdlał i przewieziono go do szpitala.Dopiero pod wieczór pozwolono mu opuścić placówkę.Oczywiście rodzina Michaela zadbała aby już nie mógł zobaczyć urny z prochami.
-Roger? Roger?!
-Słucham...-otworzył oczy jednak nic nie mógł zobaczyć.Usiadł na łóżku i odczekał aż wzrok przywyknie do ciemności. -Czego chcesz?-zapytał szefa żandarmerii.
-Jutro jedziemy do Tuluzy więc...
-Jak to "jedziemy"?-nie zrozumiał co przyjaciel miał na myśli. -Ja jadę.
-No nie! Po tym co dla ciebie zrobiłem,chcesz sam targać się do Agen a ja mam zostać tu i zapomnieć o całym zajściu?
-Mike,nie myślałem,że będziesz chciał jechać ze mną do domu.Miranda i ty już tak wiele dla mnie zrobiliście.Ja...nie wiem, jak będę mógł wam się odwdzięczyć?Nie jesteśmy z Lilian zamożni...teraz jeszcze pogrzeb Josha.
-Miranda odwiozła dziś dziewczynki do swoich rodziców,jutro spakujemy trochę rzeczy i wsiądziemy z tobą do samolotu.Koniec,kropka.-Michael poklepał Rogera po ramieniu i wyszedł z pokoju.
Śnił.Dramatyczne obrazy były męką nie do zniesienia.Zrywał się spocony,by znowu zapaść w kalejdoskop niekończących się tragicznych wydarzeń,wyrytych na zawsze w udręczonym umyśle.

Lilian czekała na nich na lotnisku,powiadomiona telefonicznie przez Mirandę.Uprzedzono go,że nie wie wszystkiego.
-Roger! Witaj! A to zapewne państwo Jenegret? Josh?!-kobieta rozglądnęła się zdziwiona.
-Lilian...pójdziemy do restauracji coś zjeść,dobrze?Jesteśmy z naszymi gośćmi trochę zmęczeni.-Roger starał się ze wszystkich sił,żeby Lilian nie nabrała zbyt szybko podejrzeń o Joshua.
-...no...dobrze ale zaczekajmy na Josha,zgoda?-Lilian była uparta jak dziecko.A może właśnie matczyna intuicja zaczynała docierać do głosu.-Gdzie on się podziewa?-uśmiechnęła się,spoglądając poza tłum ludzi wypełniających olbrzymi hall lotniska.
Miranda podeszła do niej,zagadnęła:
-Pani Anderson,pójdziemy do restauracji...
-Przecież Joshua jeszcze do nas nie dołączył.Przepraszam.-wyminęła kobietę.Co raz bardziej była zdenerwowana.
Roger wziął swoją żonę za rękę.Gestem nie znoszącym sprzeciwu,skierował ją do wyjścia.
-Chodźmy.Nasi goście chcą trochę odpocząć po podróży.
W hotelowej restauracji zamówili posiłek. Żona Rogera była zaskoczona jego postawą wobec jej niepokoju o syna. Jednak także w tej sytuacji Miranda i Mike znaleźli sensowne wyjaśnienie,gdzie jest Josh.
-Lilian,spokojnie.Roger nie chciał ci mówić o tym,że Josh ma pewną bardzo delikatną sprawę do załatwienia...sama wiesz jacy są chłopcy,kiedy są zakochani.-Miranda zdobyła się na najszczerszy uśmiech,na jaki ją było stać.
-Ale nie rozumiem,czemu Roger tak się zachowuje,jeśli chodzi tylko o to,że Joshua się zakochał? Roger,kochanie kiedy Josh ma zamiar przylecieć z Annecy?-jej pytanie zaskoczyło go.
-...ależ! Lilian,zawsze będziesz go traktowała jak 4 letnie dziecko,kiedy on ma-przełknął narastający w gardle spazm.-Kiedy ma już 16 lat!-dokończył szybko.
-No tak! Rodzice zazwyczaj zapominają jacy byli w wieku swoich dzieci!-rzucił beztrosko Michael.On też dokładał starań aby temat rozmowy delikatnie skierować na inny,niż zmarły chłopak.
Stopniowo udało się im porozmawiać o wielu różnych kwestiach.Chociaż nieobecność młodego Andersona jeszcze nie raz przewinęła się przez czas trwania obiadu.
-Kelner!-Roger kiwnął na rosłego mężczyznę,ubranego w nieskazitelnie czarny garnitur.
-Tak?
-Prosimy o rachunek.-wyjął portfel i uregulował należność.

W samolocie,kiedy usiedli,wszyscy jakby na moment zapomnieli o tym,że szesnastolatka nie będzie z nimi.Matka chłopca też wydawała się odprężona.
-Jaki popieprzony jest ten świat!-myślał Anderson z goryczą.Patrzył na pierzaste chmury zaglądające w jego okno.-Ani na sekundę nie mogę przestać myśleć o tym co będzie,gdy Lilian w końcu dowie się prawdy?
-...a wtedy Josh wyseplenił:"-To Trevor mnie obsikał,nie ja!"-jego żona opowiadała jedno ze zdarzeń z dzieciństwa ich syna.Miał wtedy 5 lat,kuzyn biegał za nim z pistoletem na wodę,a kiedy Joshua stanął okazało się,że zmoczył spodnie.Oczywiście winę zrzucił na kuzyna Trevora.Śmiali się do łez.
-Tylko,że to było tak dawno...-przeszło mu przez myśl.
Zakończenie.
Chwila,której tak bardzo się obawiał nadeszła znacznie szybciej,aniżeli by sobie tego życzył.Jak wszystko, na co nie jesteśmy nigdy przygotowani.
Stał trzymając Lilian mocno przytuloną do siebie.Krzyczała,chciała aby pozwolono jej wziąć urnę w ręce.Tylko nikt nie reagował na prośby i łzy.
Wszystko odbyło się tak jak powinno-uroczystość pogrzebowa,złożenie urny do ziemi,modlitwy i kondolencje zgromadzonych ludzi.
Miranda i Michael zostali.Szef żandarmerii przedłużył urlop o tydzień.
Roger był mu za to wdzięczny.Ich żony bardzo się zaprzyjaźniły,podobnie jak on z Michaelem.Nikt nie przewidział jednak tego,co stało się potem.
Po dwóch miesiącach od pogrzebu,Lilian zaczęła dziwnie się zachowywać.
Chodziła bez celu po domu,czasem podawała komuś niewidocznemu ulubionego misia Josha,albo szeptała coś,siedząc na brzegu łóżka w dziecinnym pokoju.Rogera coraz częściej nie było w domu.Widział żonę jak próbuje rozmawiać z nieżyjącym synem,sprawiało mu to ból,który zagłuszał rzeką alkoholu.Zerwał kontakty z przyjaciółmi,zalany w trupa po swojemu starał uporać się z żalem po śmierci dziecka.
Samobójcza próba Lilian,zadecydowała o umieszczeniu jej w zakładzie.Jednak Roger nie podjął się leczenia z nałogu.
Któregoś wieczoru,szedł chwiejnie poboczem drogi.Nagle poczuł tak silny ból,że ogłuszył go na chwilę.Po pięciu sekundach wróciła mu świadomość.
-Proszę pana! Niech pan nie zasypia!-klepanie po twarzy,głos kobiety.
-...gdzie jestem?-wyszeptał.
-W Zapomnianym Mieście...-usłyszał w odpowiedzi.Otrzeźwiał.
-To nie może być prawda!-zaoponował.I nagle ktoś go podniósł.Przyjrzał się uważniej i uśmiechnął się.
-Jesteś?-Roger był zdziwiony spotkaniem.
-Czekałem na ciebie tato...-Josh wziął go pod ramię i poprowadził w oślepiające ciepłe światło...
Koniec.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Ten ktoś obok.

«ROZDZIAŁ JEDENASTY» "Szarość mgły wieczornej oplatała trawę, krzewy i pnie drzew. Szedł brzegiem rzeki, rozglądając się dokoła. Szukał...