czwartek, 7 maja 2020

Ten ktoś obok.

«ROZDZIAŁ SIÓDMY»

dwa tygodnie później...

Pomieszczenie sprawiało wrażenie zimnego. Białe kafelki, biała jarzeniówka pod sufitem, metalowe regały, a w nich odpowiedniej wielkości szuflady, zdolne pomieścić chyba każdego. To było "królestwo" patolog sądowej Magdaleny Kocyk. Teraz, pochylała się nad stołem sekcyjnym, co jakiś czas notując coś skrupulatnie w podręcznym notesie. Każda sprawa była dla niej priorytetowa, nie mogła sobie pozwolić nawet na najmniejszy błąd.
- Dzień dobry! - donośny głos wyrwał patolog z zamyślenia.
- Proszę poczekać na wezwanie! To nie jest jakiś pieprzony plan filmowy, wchodzicie sobie tutaj, jak do jakiejś jaskini!!! - nie odwracając się od badania ciała, wskazała na drzwi. Nasłuchiwała, czy intruz posłuchał rozkazu. Niezbyt głośne wahnięcie drzwi, upewniło lekarkę, co do jej przypuszczeń.
- Ma pani już raport z sekcji tego dzieciaka? - zawołał z przedsionka zniecierpliwiony detektyw Trójecki. Nie usłyszał odpowiedzi, więc zajrzał do środka, ale zaraz się wycofał.
- Cholerna baba...- pomyślał.
Tymczasem doktor Kocyk skończyła sekcję chłopca. Wyszła do Sebastiana, i bez ceregieli wręczyła mu zielony, flizelinowy fartuch, sięgający niemal kostek. Włożył go i ruszył za kobietą do sali.
- Dzień dobry detektywie. Tak, właśnie skończyłam badać ciało dziecka. Chłopiec, lat około 5, biały. Odsłoniła jeszcze nie zaszyte zwłoki. Detektyw poczuł, jak mimo jego usilnych starań, żołądek zwinął się mu jak ślimak, grożąc wymownie. Przełknął szybko ślinę i złapał powietrze ustami.
- Hej! Jak rzyganie, to nie tutaj!!! - zaoponowała patolog. - Chce pan wyjść?
Odwrócił się, i próbował przeczekać, torsje. Lecz gdy znów odwrócił głowę, musiał się poddać. Pokiwał głową, i jak najszybciej wybiegł na mały korytarz, łapiąc spazmatycznie oddech. Lekarka była tuż za nim. Jej drwiący uśmiech, podsumował jej myśli o nim...
- Powie mi pani wreszcie, jak wygląda to wszystko? - doszedł do siebie na tyle, by zadać pytanie.
Patrzyła w dal, oparta o barierkę. Chwilę przyglądał się poważnej twarzy pani doktor, kiedy chciał zadać następne pytanie, odezwała się:
- To morderstwo było jeszcze bardziej okrutne niż poprzednie... - westchnęła.
- Dlaczego?
- Ponieważ, dziecko miało chorobę genetyczną...
- Co?!
- Chłopak miał chorobę genetyczną. Chorobę tę często mylą z autyzmem, lub ADHD, w zależności od ...
- Czyli był niepełnosprawny umysłowo, czy tak?
- Skoro tak to ująłeś... - ucięła rozmowę.
- Zabił niepełnosprawnego dzieciaka, do tej pory tego nie robił... Skurwiel. Tak, jakby eksperymentował z nimi wszystkimi! Najpierw mordował chłopaczków, potem jedną dziewczynkę, a teraz... - Sebastian wkurzył się do granic. Jeśliby tylko mógł, zapewne dostarczyłby oprawcy jeszcze większego bólu, niż cierpiały ofiary przed śmiercią.
- Czy jest coś jeszcze? - spytał. Jakiś cień przemknął przez twarz pani patolog. - Proszę mówić!
- Choćbym nie chciała, to muszę... Czy będzie pan w stanie obejrzeć ze mną ciało?
Wszystko w nim krzyczało: "NIE!!!", ale dla sprawy, którą prowadził, musiał się przemóc. W przedsionku pani Kocyk poinstruowała Sebastiana ostatni raz: - ...proszę dać mi znać jeśli zrobi się panu niedobrze, detektywie.

Patrzył na nagie rozcięte zwłoki, nienaturalnie małe, na wielkim, metalowym stole. Przyłbica przed twarzą co chwilę pokrywała się parą.
- Co to za choroba? Nie widzę by był zniekształcony, czy...
- Dziecko miało Zespół Martina-Bell, znany też pod nazwą: Zespół łamliwego chromosomu X. Mam zrobić panu wykład z tego?
- Jeśli ma coś wspólnego z jego morderstwem, to tak. - odparł.
Trójecki nie miał zielonego pojęcia o chorobach genetycznych, nie chciał żadnych wykładów, ale dla tego chłopaka mógł się poświęcić.
- Może zamiast o jego genach, powiem co było przyczyną śmierci? - zapytała.
- Tak, poproszę.
- Przyczyną śmierci tego malucha, było przebicie rozżarzonym prętem odbytu, jelit i podstawy żołądka...- pokazywała mu wymieniane organy, które uległy perforacji.
Zemdlał. Jego psychika poddała się dużo wcześniej. Organizm powiedział "stop!", gdy spojrzał na wyraźne ślady zostawione w martwym ciele pięciolatka...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Ten ktoś obok.

«ROZDZIAŁ JEDENASTY» "Szarość mgły wieczornej oplatała trawę, krzewy i pnie drzew. Szedł brzegiem rzeki, rozglądając się dokoła. Szukał...