sobota, 4 stycznia 2020

Ten ktoś obok.

«ROZDZIAŁ CZWARTY»

W drodze na policję, zadzwonił do doktor Agaty Jeryskiej, umówił się z nią przed budynkiem. Bogdanow był świadomy tego, że to co ma do powiedzenia detektywowi, może rzucić podejrzenie na niego, a chciał tego koniecznie uniknąć. Kiedy dotarł na miejsce, lekarki jeszcze nie było. Zaskoczyło go to trochę, ale musiał porozmawiać z człowiekiem, który zajmował się tą sprawą. Już bez zastanawiania się, wszedł do środka.
- Dzień dobry. - miły głos powstrzymał Michała przed wejściem do holu.
- Dzień... dobry... - spojrzał na policjantkę. - Ja chciałem porozmawiać z detektywem Trójeckim...
- Chwileczkę. - parę kliknięć, i miła dziewczyna oznajmiła, że niestety, ale porucznik jest w terenie, i jeśli chce, może poczekać na niego w kawiarni ulicę dalej.
Odwrócił się do drzwi z zamiarem wyjścia i wpadł na kogoś. Okazało się, że była to doktor Agata, która akurat dotarła na posterunek. Przekazał jej, iż nie ma pana Trójeckiego, i zaprasza lekarkę na kawę. Zgodziła się. Udali się razem do małej kawiarenki.
******
- Pies tej kobiety wyczuł zwłoki dzieciaka, bo były zakopane w płytkim grobie. - lekarz sądowy zbierał z rozkopanej gleby, ważne dla siebie i śledztwa, próbki, coś co przypominało resztki suchych liści, ściółki i... ostatnie, co przyszło mu na myśl, Sebastian wolał nawet nie nazywać. Nie potrafił sobie wyobrazić zwłok dziecka w ziemi.
- Jak długo tu przebywał? - zapytał.
- Rozkład był już znaczny. Jakiś miesiąc, na pewno.
- Jezu... To ostatnia ofiara... Jego rodzice byli święcie przekonani, że syna porwano dla okupu. Nie było żadnych telefonów... Wszystkie ślady kończyły się na taśmach z monitoringu!
- Resztę o denacie powiem, jak zrobię sekcję. Zbieram się!
Patolog dźwignął się z kolan. Porucznik spojrzał na niego i zagadnął:
- Marcin, mam małą prośbę...
- Tak?
- Nie nazywaj przy mnie tego chłopaka denatem, dobrze?
- A co, zwłoki, brzmi ładniej? - zażartował, jednak widząc reakcję detektywa, przestał. Wsiadł do samochodu i odjechał.
- Pieprzony burak! - rzucił obelgę, za oddalającym się autem.
******
Detektyw pojawił się nareszcie na komendzie. Michał i Agata czekali na niego już dość długo, zostali poinformowani, że właśnie wszedł i zmierza do swojego gabinetu.
- Dzień dobry, czy detektyw Trójecki? - spytał Bogdanow.
Mężczyzna zatrzymał się, przyglądając się pani psycholog, ledwo zerkając na Michała.
- Tak, a kto pyta?
- Przepraszam, to doktor Agata Jeryska, ja jestem Michał Bogdanow. Przyszliśmy, to znaczy... Ja przyszedłem, w sprawie, którą pan szanowny prowadzi...
- Nie zajmuję się zdradami małżeńskimi! Musieli się państwo pomylić!
- Ależ to pan się myli! - zaoponowała doktor. - Pan prowadzi śledztwo w sprawie dzieciobójcy...
Nagle Sebastian chwycił kobietę za łokieć i poprowadził do swojego biura. Zdziwiony Bogdanek podążył za nimi.
- Panie poruczniku, co się stało? - zapytał wchodząc.
Mężczyzna posadził lekarkę na krześle, Michałowi nakazał zamknąć drzwi, i usiąść obok Agaty, sam zaś zajął miejsce za biurkiem.
- Co państwo wiedzą na temat mordercy? - bez ogródek zaczął porucznik.
- Ja nie jestem pewien... - odparł Bogdanek. - Czy zechciałby mnie pan wysłuchać?
- Człowieku, nie pieprz! Zacznij wreszcie gadać, nie mam całej doby na wysłuchiwanie twoich wahań!
Michał opowiedział detektywowi wszystko, z dziwnym snem o zabitej dziewczynce włącznie. Kiedy skończył, lekarka i policjant byli zdumieni. Psycholog, zaskoczył jedynie następny sen-wizja jej niedawnego pacjenta, poprzednie opowiadania znała z wizyty Michała w jej gabinecie. Pierwszy odezwał się Sebastian:
- Czy to wszystko, co miał pan mi do powiedzenia?
- Tak.
- Przekazano mi, że jest pani z zawodu lekarzem psychologii, czy może pani zatem potwierdzić prawdomówność tego człowieka?
- Przyznam się szczerze, że sama na początku w to wszystko nie wierzyłam. Teraz jednak, jestem przekonana, że to prawda...
- Co panią przekonało?
- Nagłówki gazet...
- OK... Zatem, jest pan zatrzymany, pod zarzutem morderstwa pięcioletniego dziecka. Ma pan prawo zachować milczenie!
- Zaraz! Chwileczkę!!! - Bogdanek poczuł ucisk na obu nadgarstkach. - Nie ja zabiłem te dzieciaki!!! To nie ja!!!
Trójecki otworzył drzwi i wyszarpnął z pomieszczenia aresztowanego. Za chwilę przekazał Bogdanowa innym funkcjonariuszom, którzy odprowadzili Michała do aresztu.
Doktor Agata wróciła na dyżur do szpitala.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Ten ktoś obok.

«ROZDZIAŁ JEDENASTY» "Szarość mgły wieczornej oplatała trawę, krzewy i pnie drzew. Szedł brzegiem rzeki, rozglądając się dokoła. Szukał...