«ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY»
Dom przy ulicy Leśnej, nie wyróżniał się niczym. Przyjrzał się uważnie szczegółom i ruszył dalej, by nie wzbudzać podejrzeń. Wsiadł do swojego zdezelowanego mercedesa benza. Zielona furgonetka potoczyła się przez ulice. Chciał przeczekać do wieczora w Parku Kultury.
∆∆∆∆∆∆∆∆∆∆
- Dobrze, że cię widzę! - dyspozytor policyjny kiwnął na Sebastiana.
- To szybko, bo mam sprawę na mieście! - odparł, wgryzając się w kanapkę.
- Winera przydzieliła ci nową sprawę, a Scyra kazał ci przekazać, że chłopaki z jego ekipy zabezpieczyli karty pacjentów, notes tej pobitej psychiatry i...
- hmm? - żuł kęs, oglądając podtykane pod nos przedmioty. Na przerwę w wypowiedzi, uniósł brwi do góry, walcząc ze spływającym do gardła jedzeniem, które zaczęło już tworzyć zator w przełyku. - Hmmm?! - powtórzył, zamiast zwykłego "co?", i zaczął kaszleć. Kolega klepnął go między łopatkami.
- Zasraniec zostawił częściowy odcisk palca! - drugie uderzenie zadudniło po plecach Trójeckiego.
- To jest ta nowa sprawa? Pobita kobieta? - Sebastian zapytał z niedowierzaniem. - A sprawa dzieciaków?
- Winera mówiła, że masz prowadzić obie. - odparł dyspozytor, wręczając mu poszlaki, dotyczące teraźniejszego zajęcia. Zgarnął wszystko pod pachę, wyrzucił resztę kromki chleba i wyszedł.
W ciszy samochodu, ulżył sobie. Głośne beknięcie rozniosło się po wszystkich zakamarkach. Zaśmiał się, na ten dźwięk. Wziął, rzucone na siedzenie pasażera dowody, przeczytał nazwisko faceta, na karcie. Ślady krwi tworzyły wzory.
- "Nikodem Twezuski", kurwa, kto w tych czasach chciałby się tak nazywać??? - zapytał na głos. Odrzucił plik kart, ruch na ulicy właśnie zelżał.
∆∆∆∆∆∆∆∆∆∆
Zachodzące słońce czerwieniło się niczym skruszony hematyt. Zrobiło się chłodno. Włożył szarą wiatrówkę i narzucił kaptur. Zaparkował ulicę dalej, na Paproci. Musiał mieć czas na przemyślenie planu. Na cyferblacie widniała 21:40, niebo pociemniało. Wysiadł z szoferki i niespiesznie ruszył na Leśną.
W domu, przez oświetlone okna widać było krzątającą się panią domu. Wyżej, w blasku padającym zapewne z monitora komputera, siedział chłopak.
- Mam cię! - szepnął.
Przeszedł przez ogrodzenie. Spore krzaki czegoś, posłużyły za osłonę przed wścibskimi oczami z ulicy, i przed odkryciem przez mieszkańców posesji. W końcu nastała oczekiwana ciemność we wszystkich pomieszczeniach. Przemknął do drzwi.
niedziela, 10 maja 2020
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Ten ktoś obok.
«ROZDZIAŁ JEDENASTY» "Szarość mgły wieczornej oplatała trawę, krzewy i pnie drzew. Szedł brzegiem rzeki, rozglądając się dokoła. Szukał...
-
«PROLOG» - I, mamy go!!! - okrzyk triumfu ratownika medycznego oznajmił sukces reanimacji. Ostrożnie położono go na noszach i natychmiast ...
-
"Chwila, w której serce ustaje, życiu nowy smak nadaje..." Echo końskich kopyt dudniło po cichych uliczkach. Czarny karawan ciąg...
-
Jakby tu zacząć? Otóż...Witam na moim blogu :-) Spróbuję zmierzyć się na nim z sobą samą. Może Ktoś z was lubi czytać opowiadania różne, n...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz