«ROZDZIAŁ TRZECI»
Porucznik Sebastian Trójecki został wezwany do swojej przełożonej. Po komendzie krążyły plotki, jakoby miał zostać odsunięty od sprawy, ponieważ nie było, jak dotąd, żadnych nowych zwrotów i wszystko utknęło w martwym punkcie. Cholernie martwym!
Zapukał i wszedł. Nadkomisarz Melania Winera, siedziała przy biurku, gdy wszedł, prawie natychmiast odłożyła komórkę.
- Dzień dobry. Niech pan siada poruczniku.
Z grzeczności usiadł. Patrzył na czubki swoich adidasów.
- Czy są postępy w sprawie, którą panu poleciłam?
- Ten skurwiel nie zostawia żadnych śladów, ale to już pani wie...
- Niech pan nie będzie ordynarny! Za sam język, powinnam pana nie tylko nie dopuścić do tej sprawy, ale wywalić na zbity pysk! - uniosła się.
- Jesteś pod tym względem nie lepsza...- wymruczał pod nosem Sebastian.
- Co proszę?! Jakieś uwagi? - pokręcił głową, a ona kontynuowała: - Jest pan jednym z moich najlepszych detektywów, studiował pan kryminologię i nie tylko, co się stało, że nagle ta sprawa zaczęła pana przerastać? Przecie...
- Pani nadkomisarz, to nie sprawa mnie przerosła! - przerwał przełożonej detektyw. - Ten... Ten sadysta, mordując dzieciaki, robi wszystko, żeby policja go nie namierzyła! Nie ma odcisków palców, cholernego DNA, NIC!!! - Trójecki, aż ochrypł. Melania patrzyła na swojego pracownika zdziwiona jego wybuchem. Jeszcze tak wściekłego nie widziała go nigdy. Odchrząknęła dyplomatycznie i odezwała się:
- Jak już wcześniej powiedziałam, wypraszam sobie traktowanie mnie w ten sposób! Co do prowadzonej przez ciebie sprawy, jestem zmuszona...
- Nie! Nie pozwolę jej sobie odebrać!!! Zacząłem ją, i ja ją skończę!!! - zaprotestował.
Winera nie zwracając uwagi na krzyki podwładnego, dokończyła zaczęty wątek:
- ...przydzielić ci kogoś do pomocy. Może we dwóch, podołacie temu zwyrodnialcowi! A teraz, zajmij się wreszcie swoją robotą, bo przestanę być tak uprzejma, i wyślę cię na zieloną trawkę, gdzie od dawna jest twoje miejsce! Możesz odejść!
Siedział jeszcze kilka sekund, nie wierząc, w to, co usłyszał. Chciał wyjaśnić nadkomisarz, że on pracuje sam, że żaden partner, partnerka tym bardziej, nie wchodzi w grę! Ale widząc nieubłaganą minę kobiety, machnął tylko dłonią i trzasnął drzwiami.
∆∆∆∆∆∆∆∆∆∆
Przedszkolaki bawiły się za ogrodzeniem placówki. Wszystkie dzieci, takie niewinne i śliczne. Obserwował je. Nie był nachalny, nie wisiał na siatce, nie próbował przekupić słodyczami. Miał swój wypróbowany sposób, aby taki mały człowiek robił co mu się każe. Teraz także zadziała, musi tylko poczekać.
Jakaś dziewczynka, ciemne, długie włosy, związane gumką, z różowym motylem, zwróciła na niego uwagę. Tak po prostu, jak to dzieciarnia potrafi, podniosła się z piasku, na którym pracowicie wyklepywała piach z foremek, wstała i pomachała do niego. Nie od razu, ale odmachał jej, dał znak, że i on ją widzi. Szeroki, szczerbaty uśmiech zagościł od razu na pulchnej twarzyczce. Aż oblizał usta końcem języka, na jej widok. Była doskonałością w każdym calu! Jej obraz zapadł na zawsze w jego pamięci. Plan zaczynał się realizować.
∆∆∆∆∆∆∆∆∆∆
Bogdanek długo nie mógł zasnąć. Ciągle wracał do seansu hipnotycznego. Jego umysł pracował bezbłędnie, wiedział, że on tego nie zrobił. To nie on był zabójcą, ale gdzieś podświadomie czuł, iż to co widzi, to prawda, i, że jemu przyszło tą prawdę jakoś wyjaśnić! Nie wiedział jedynie od czego ma zacząć? Sen w końcu nadszedł.
"Płacz dziecka... Cichy, wystraszony... Niebieska sukienka, sandałki... Długie włosy z motylkiem. Tak, z motylkiem, różowym... O! Odleciał...! Nie! Wcale nie odleciał...! To ona upadła. Upadła, wkoło nieduża kałuża, ciemne coś wypływa z szyi, tak dziwnie skręconej... Pochyla się na nią, przygląda... Zabiera motylka. Na pamiątkę! Bierze dziewczynkę na ręce..."
Michał poderwał się z pościeli. W panice zaczął szukać swoich leków nasercowych. Wziął tabletkę, i czekał, aż wszystko wróci do normy. Poszedł do łazienki, wszedł pod prysznic, i puszczając strumień zimnej wody, usiadł w brodziku i rozpłakał się.
Kupił poranną gazetę. Nie czytał do tej pory zbyt wiele, ponieważ jego umysł nie zawsze potrafił dobrze zinterpretować treść, a i litery nie dawały się "przeczytać". W obecnej sytuacji, postanowił sobie, że będzie starał się czytać jak najwięcej, chciał nadrobić, to co wcześniej tak okrutnie zostało mu ograniczone.
Położył prasę na stole i zaparzył sobie kawę. Nowa kawalerka, którą załatwili mu pracownicy MOPS-u, była przytulna. Dopóki nie znalazł sobie pracy, nie szukał niczego drogiego. Cieszyło go, że ma dach nad głową. Skromna renta wystarczała prawie na wszystko. Usiadł. Popatrzył na pierwszą stronę gazety, i gorąca kawa, zamiast do jego ust, zaczęła płynąć po spodniach na podłogę... Nagłówki przekazywały straszną tragedię.
"ZNALEZIONO ZWŁOKI MAŁEGO CHŁOPCA!
CZY TO KOLEJNA OFIARA SADYSTYCZNEGO MORDERCY DZIECI???"
"Wczoraj w godzinach popołudniowych, kobieta spacerująca po lesie, zaalarmowana szczekaniem swojego psa, poszła za głosem pupila, i znalazła zwłoki 5 -letniego dziecka, płci męskiej. Jak mówi detektyw Trójecki, policja nadal prowadzi sprawę dzieciobójcy..."
Przestał czytać. Ból poparzonego uda dał się we znaki. Posprzątał bałagan, opatrzył sobie jak potrafił oparzenie, i wyszedł. Już wiedział co ma zrobić. Udał się na posterunek policji.
sobota, 4 stycznia 2020
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Ten ktoś obok.
«ROZDZIAŁ JEDENASTY» "Szarość mgły wieczornej oplatała trawę, krzewy i pnie drzew. Szedł brzegiem rzeki, rozglądając się dokoła. Szukał...
-
«PROLOG» - I, mamy go!!! - okrzyk triumfu ratownika medycznego oznajmił sukces reanimacji. Ostrożnie położono go na noszach i natychmiast ...
-
"Chwila, w której serce ustaje, życiu nowy smak nadaje..." Echo końskich kopyt dudniło po cichych uliczkach. Czarny karawan ciąg...
-
Jakby tu zacząć? Otóż...Witam na moim blogu :-) Spróbuję zmierzyć się na nim z sobą samą. Może Ktoś z was lubi czytać opowiadania różne, n...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz