«ROZDZIAŁ ÓSMY»
Siedział w poczekalni. Przed nim weszła do gabinetu jakaś wypindrzona lala. Nie wzbudziła jego zainteresowania. Przeglądał jakieś czasopismo z ubiegłego roku, przerzucał kartki, ledwo śledząc poszczególne fragmenty treści. Tak naprawdę, gazeta była pretekstem do zerkania przez duże okno na ulicę. Nie potrafił sobie odmówić przyjemności wyławiania z tłumów dorosłych, dreptających chodnikami dzieciaków. To było coś, jak polowanie! Uśmiechnął się w myślach do siebie. "- Polowanie..." powtórzył bezgłośnie.
Drzwi wejściowe otworzyły się i wszedł chłopak, na oko 15-letni, zaraz za nim wsunęła się jego matka. Dostrzegła go i posłała mu zawstydzony uśmiech. Nastolatek utkwił spojrzenie w podłodze.
Udawał, że zaczytał się jakimś reportażem.
Pochylił się by sięgnąć po inną lekturę, kiedy poczuł kopnięcie. Smarkacz kopnął jego but, w taki sposób, by nie widziała tego jego matka, ale żeby poczuł uderzenie. Podniósł na gówniarza oczy. Ten w odpowiedzi zaśmiał się, a w oczach czaiło się coś złowieszczego. Pierwsza myśl jaka przyszła mu do głowy, to: zabić. Tak, jak zabija się natrętnego owada. Ale już za chwilę nadarzyła się nie lada okazja. Opanował się.
Matka dzieciaka odebrała telefon. Po zdawkowych "tak, nie" itp, rozłączyła się i zwróciła do niego:
- Czy będzie pan tak uprzejmy, i przepuści nas do doktor Braskiej?
Gnojek patrzył na niego spode łba, uśmiech miał jak ze sceny z horroru. Bezwiednie pięści same mu się zacisnęły, ale okazja taka jak teraz, mogła się już nie powtórzyć. Ze zgrywaną uprzejmością, odparł:
- Proszę bardzo!
- Ciota!!! - zaśmiał się w głos chłopak.
Jego matkę tak zaskoczył ten wyraz, że aż zaniemówiła. Stała, patrząc na syna, i na niego.
Z całego zamieszania wyrwało ich dopiero otworzenie drzwi gabinetu. Wskazał je kobiecie, a ona ciągnąc za sobą potomka, weszła do pokoju.
Został nareszcie sam. Pamiętał o swoim planie.
Wyszli od psychiatry po pół godzinie. Smarkacz nie był już takim zgrywusem, jak przed wizytą. Kobieta miała zaczerwienione policzki. Być może te rumieńce, to ze wstydu? Przemknęło mu przez głowę. Opuścili poczekalnię w milczeniu.
- Dzień dobry. Czy będę mógł prosić o szklankę wody? Zaschło mi w ustach. - zapytał lekarkę.
- Tak, oczywiście. Zostawię pana na moment. Przyniosę wodę.
Doktor Braska wyszła z gabinetu. Teraz miał trochę czasu, by przeszukać karty pacjentów. Znalazł właściwą: Filip Łątra, lat 16...adres... Zabrał pierwszą stronę, i usiadł na miejscu. Po paru minutach zjawiła się spowrotem lekarka.
- Czy możemy zaczynać, proszę pana?
- Tak, jasne!
Rozpoczęła się nudna analiza, ocenianie zachowań i wysnuwanie hipotez... Niecierpiał tego. Musiał to wszystko znosić, ponieważ takie było zarządzenie prokuratora: albo cotygodniowe badania psychiatryczne, albo dożywocie. Z jego obliczeń, zostało mu jeszcze jakieś pięć wizyt z trzydziestu. Wytrzyma.
- Czy mogę zadać pytanie osobiste? - usłyszał.
- Tak.
- Czy zdarzają się panu jeszcze złe sytuacje, związane ze zmianą płci? No, wie pan: wyśmiewanie, wyzwiska...
Spochmurniał. Przypominanie mu o tym, że nie urodził się mężczyzną, było jak oblanie gównem. Znów poczuł się nikim. Chwilę potem, uderzał głową Braskiej o podłogę, dopóki nie trysnęła krew.
Podniósł się z klęczek, wytarł głośno nos w rękaw kurtki, i wybiegł na zewnątrz. Wyciągnął wyrwaną uprzednio kartę, przypomniał sobie adres i skierował kroki w tamtą stronę.
Nie była pewna która już jest godzina. Z ogromnym trudem uniosła się na łokciu. Po omacku wyszukała telefon, a kiedy spadł tuż przy niej, zmusiła się do wybrania numeru, obojętnie jakiego...
"- Straż pożarna, słucham?!"
- P...szę pomo...cy!!! POMOCY!!! - zrobiła to, krzyknęła.
"- Co się stało? Proszę podać swój adres!"
Już nie zdążyła, podpierający łokieć nie utrzymał słabnącego ciała.
piątek, 8 maja 2020
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Ten ktoś obok.
«ROZDZIAŁ JEDENASTY» "Szarość mgły wieczornej oplatała trawę, krzewy i pnie drzew. Szedł brzegiem rzeki, rozglądając się dokoła. Szukał...
-
«PROLOG» - I, mamy go!!! - okrzyk triumfu ratownika medycznego oznajmił sukces reanimacji. Ostrożnie położono go na noszach i natychmiast ...
-
"Chwila, w której serce ustaje, życiu nowy smak nadaje..." Echo końskich kopyt dudniło po cichych uliczkach. Czarny karawan ciąg...
-
Jakby tu zacząć? Otóż...Witam na moim blogu :-) Spróbuję zmierzyć się na nim z sobą samą. Może Ktoś z was lubi czytać opowiadania różne, n...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz