Chłeptał ciepłą tętniącą krew, a jego ciało, z każdym łykiem przestawało drżeć. Ból ustępował...
O świcie wrócił do starego domu, położył się na ziemi i zapłakał. W myślach przeżywał raz jeszcze moment, kiedy zagłębił obie dłonie w jej wnętrznościach, w których jeszcze pulsowało życie. Już nie krzyczała, silny szok z bólu ogłuszył ją lepiej niż jakikolwiek narkotyk. Sięgnął po to, co sprawiało, że zaspokajał swoją zachciankę, chwilowy kaprys...
" - Boże, jeśli istniejesz, spraw bym przestał..." - modlił się. "-...już dłużej nie dam rady, to zaczyna nade mną panować..."
Przyszła mu do głowy pewna myśl, wstał, wyszedł na zewnątrz i rozejrzał się. Zaskoczony, cofnął się na moment do wnętrza, ale za chwilę był już na podwórku przed domem. Porwał go śmiech.
- Tooo niee praaawdaaaa!!! Hahaha!!! Słońce mnie nie zabije!!! Hahaha!!! - krzyczał na cały głos. Umilkł natychmiast, zdając sobie sprawę, ze swojej lekkomyślności. "-To, że słońce zabija takich jak ja... to brednie..."-pomyślał z wściekłością. "- Muszę wymyślić inny sposób na to, abym już nigdy, nikomu nie wyrwał serca..."
***
W wydawnictwie wrzało. Nowe wiadomości prześcigały się kolejnością umiejscowienia na obszernych kartach "Times". Ludzie tu wydawali się pogrążeni w jakimś pracoholicznym amoku. Każdy próbował przedstawić swój artykuł jako ten "NAJ".
- O ja cię pierdzielę, tu nawet wystrzał z armaty by nie pomógł! Ta banda zagłusza nawet samych siebie! - podszedł, stanął na biurku jakiegoś, zdziwionego tym zachowaniem pismaka i wrzasnął: - Zamknijcie się ludzie!!!
Zapanowała względna cisza, głowy zaciekawionych skierowały się w jego stronę.
- Słuchajcie no, wy kretyni! Dlaczego wypisujecie bzdury, że jakiegoś faceta kochanka gryzie w ucho, a on teraz jest żywym trupem???!!! Od ugryzienia w ucho przecież się nie umiera!!! Macie wszyscy niepokole... ...!!!
Nie dane mu było skończyć przemowę. Rymsnął o ziemię z takim impetem, że omal nie wybił dziury w podłodze. Całe zbiorowisko zaniosło się gromkim śmiechem. Ktoś podał mu rękę, podniósł. Zagniewany bardzo, takim lekceważącym traktowaniem jego - właściciela Zakładu Pogrzebowego w Dover, niechętnie usiadł na podstawionym krześle. Poczuł, że tak samo, jak urażona godność, boli go tyłek... Nie odezwał się już jednak ani słowem. Jakaś kobieta zabrała głos, nie pytając o pozwolenie.
- Panie... Przepraszam, jak się pan nazywa?
- Weasel... Nazywam się Frank Weasel...
- OK. Panie... Weasel... - uśmiechnęła się, wymawiając nazwisko. - To wszystko prawda, o tym nieboszczyku, który zabił pańskiego jedynaka. Gość bawił w hotelowym pokoju, jego partnerka, faktycznie prawie oderwała mu całe ucho, ale...-przerwała, by bardziej zainteresować zebranych. - Facet wyzionął ducha bo nie mógł zatamować krwawienia! Po prostu, wykrwawił się na śmierć! Znaleziono go w hotelowej wannie, z rozerwaną prawą stroną twarzy. Z ucha zostały strzępy!
- To obrzydliwe!!! - wrzasnął, powstrzymując się przed torsjami.
- Nie... nie to było obrzydliwe... - posłała mu czarujący uśmiech, a patrząc prosto w jego oczy, wycedziła przez zęby: - Obrzydlistwem, można nazwać taki mały szczegół...
- jjj...aki znów szszczegółł...??? - wydukał.
- Oprócz kilku, sporej wielkości plam na ubraniu, nie było w jego ciele ani kropelki krwi!!!
Coś chlupnęło jej na drogie buty. Spojrzała i...
Ktoś zadzwonił po karetkę aby pomogli tym, którym żołądki, po wysłuchaniu opowiadania kobiety, nie wytrzymały.
środa, 26 lutego 2014
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Ten ktoś obok.
«ROZDZIAŁ JEDENASTY» "Szarość mgły wieczornej oplatała trawę, krzewy i pnie drzew. Szedł brzegiem rzeki, rozglądając się dokoła. Szukał...
-
«PROLOG» - I, mamy go!!! - okrzyk triumfu ratownika medycznego oznajmił sukces reanimacji. Ostrożnie położono go na noszach i natychmiast ...
-
"Chwila, w której serce ustaje, życiu nowy smak nadaje..." Echo końskich kopyt dudniło po cichych uliczkach. Czarny karawan ciąg...
-
Jakby tu zacząć? Otóż...Witam na moim blogu :-) Spróbuję zmierzyć się na nim z sobą samą. Może Ktoś z was lubi czytać opowiadania różne, n...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz