piątek, 6 grudnia 2019

Ten ktoś obok.

«ROZDZIAŁ PIERWSZY»

"Doktor Agata Jeryska, psycholog..."
Odczytał pozłacaną tabliczkę. Lubił zwracać uwagę na detale. Spojrzał jeszcze raz na napisy, i dotarło do niego, że coś jest nie tak. Miał takie przeczucie, że dzieje się z nim coś dziwnego.
- Czytam, bez składania liter...? - zapytał samego siebie. - Co mi jest? - zobaczył przed sobą na stoliku ulotki i czasopisma. Chwycił byle co i odczytał: "Wakacje last minute!", bez zająknięcia.
- Dzień dobry! Pan do mnie? - psycholog uśmiechnęła się serdecznie.
- Tak...
- Zatem zapraszam!
Lekarka, rówieśniczka Michała, jako psycholog pracowała już sześć długich lat. Była niską blondynką, szczupłą, skromnie ubraną. Uśmiech był jej wizytówką. Wzbudzała zaufanie swoich pacjentów.
Gabinet, chociaż stało w nim tylko kilka mebli, był przytulny. Pani doktor postarała się, aby odwiedzający ją ludzie, czuli się bezpiecznie i mogli bez przeszkód opowiadać jej o swoich problemach.
- Jak mogę panu pomóc?  - spytała.
Bogdanek siedział na przeciw niej, rozglądał się i nic nie mówił. Odczekała, aż Michał obejrzy pokój.
- Panie Michale, z czym pan do mnie przyszedł? Jaki pan ma kłopot?
- To dziwne, co pani opowiem, ale to jest prawda.
- Dziwne sprawy, to dla mnie, że tak się wyrażę, chleb powszedni. - odparła lekarka.
- Kiedy wszystko straciłem po wyjściu z więzienia, miałem zawał i reanimowano mnie dość długo. Gdy wreszcie udało się mnie przywrócić do życia, po kilku dniach w szpitalu, zauważyłem, że ja... - urwał.
Psycholog spojrzała na niego uważnie.
- Tak?
- ...że ja, to nie ja...- dokończył, i spuścił głowę. Czekał na reakcję kobiety.
- W jakim sensie, pan, to już nie jest pan? Może pan sprecyzować?
- Urodziłem się jako upośledzony umysłowo... W lekkim stopniu, ale zawsze miałem problemy z wypowiadaniem się, czytaniem, nie byłem elokwentny. Ba! Nawet nie znałem takiego wyrażenia: " elokwencja", a co dopiero jego znaczenia! Rozumie mnie pani?
- Staram się. Proszę mi odpowiedzieć na kilka pytań, dobrze?
- Dobrze.
- Czy lekarz mówił panu, ile czasu był pan na granicy życia i śmierci?
- Około ośmiu minut... Chcieli dać już sobie spokój, ale jeden z nich nie chciał tak szybko się poddać.
- Rozumiem. Pamięta pan, co wydarzyło się, kiedy był pan nieprzytomny?
Bogdanek zamyślił się. Nie odnalazł w pamięci niczego, co mogło być pozostałością po tamtych chwilach.
- Nic mi nie przychodzi na myśl...
- Zgodzi się pan na hipnozę? - spytała pacjenta.
Kiwnął głową.
- Jeżeli hipnoza wyjaśni, co mi się przydarzyło, to jak najbardziej.
Doktor Agata poleciła mu, aby położył się na leżance, zamknął oczy.
- Michale, wsłuchaj się w mój głos. Skup się na nim, będę odliczała a gdy pstryknę palcami, powiesz mi gdzie się znajdujesz, zgoda?
- Zgoda!
- 10... 9...
Coś, jakby otępienie ogarnęło ciało Bogdanka. Widział wszystko jak za ścianą mgły, ale po kilku minutach, wróciła ostrość widzenia. Znów pracował w magazynie, aż do tragicznego wypadku...
Bieg wydarzeń przesunął się do czasu, kiedy upadł na klatce schodowej, pod dawnym mieszkaniem. Widział swoje ciało, otaczali je ratownicy medyczni.
- Michał, słyszysz mnie? - odezwał się miły głos.
- Tak...
- Przypomnij sobie, co się z tobą działo, gdy tam leżałeś, bez czucia.
Naszła go niemoc. Z trudem mógł złapać oddech.
"- Zasypują mnie. Nie mogę zaczerpnąć powietrza, bo ziemia wsypuje mi się do ust, muszę ją połykać, albo wypluwać. Brakuje mi tchu, siły też mnie opuszczają! Pomocy!"
- Kto stoi nad twoim grobem?
"- Nie... nie widzę twarzy! On stara się ukryć kim jest. Chyba nie wie, że ja wciąż żyję."
- Michale, posłuchaj mnie! Jesteś obserwatorem tego, co się dzieje! Czy teraz możesz zobaczyć, jak wygląda twój oprawca?
"Stał nad mogiłą. Patrzył jak mężczyzna dokładnie zakrywa ziemią małe ciało. Chłopiec trzymał w ręce misia. Torf okrył głowę dziecka, tułów, rączkę z maskotką... Na koniec warstwa liści i mchu, żeby nikt się nie połapał, że tuż pod nimi leży maluch... Bogdanek wstrząśnięty, spojrzał na twarz zabójcy. Zamiast niej, była tylko ciemność."
Psycholog policzyła do pięciu. Umysł Michała wygenerował nowe obrazy, zasugerowane przez hipnotyzerkę.
"Zielona łąka, pachnące kwiaty... Błękit nieba nad głową..."
- Chyba nie udała się pani hipnoza? - spytał, nieświadomy tego, iż przed chwilą, przypatrywał się prawdopodobnie swojemu zabójcy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Ten ktoś obok.

«ROZDZIAŁ JEDENASTY» "Szarość mgły wieczornej oplatała trawę, krzewy i pnie drzew. Szedł brzegiem rzeki, rozglądając się dokoła. Szukał...