piątek, 27 marca 2015

Szyfr do mojego serca... odc: 12

" "Szyfr" do mojego serca..." (A.C.)

Weekend dopiero się zaczynał, a Inga nie miała pomysłu jak spędzić wolny czas. Komórka wybawiła ją z kłopotu.
- Hej! Wpadniesz do stadniny? - powitała ją Roksana.
- Cześć. Tak, myślę, że to jest wspaniała myśl! - na prawdę ucieszyła się Inga. - Będę za godzinę! - powiedziała na pożegnanie i dotknęła czerwonej ikony na ekranie. Wyjęła z szafy strój jeździecki. Poszła wziąć szybki prysznic i mogła zacząć się szykować.

Sławek ślęczał nad zadaniem z historii. Nie szło mu ono, chociaż lubił ten przedmiot. Zastanawiał się nad wydarzeniem w Związku Głuchych. "- Co ta Inga sobie wyobraża?" - nie dawało mu to spokoju. "- Co Natalia miała na myśli, mówiąc, że Inga jest zazdrosna...?" Nieodrobiona historia przegrała z ponurymi myślami chłopaka.

"Hiszpan" zarżał na widok dziewczyny. Wyciągnęła dłoń i dała mu smakołyk, trzy spore kostki marchewki. Kuc rasy Pottok, którego dostała od rodziców, był jej oczkiem w głowie. Gdy była w szkole, jej ojciec pomagał w opiece nad zwierzęciem. Inga jeździła konno od siódmego roku życia.
Wyczyściła konia i chwilę pozwoliła mu na zaczepki z jego strony. Koń lubił jej towarzystwo i nie omieszkiwał tego okazać.
- Hiszpan...- opiekunka wtuliła twarz w grzywę wałacha. - Hiszpanku, chciałabym, żebyś poznał pewnego chłopaka... Jest fajny i na pewno zaprzyjaźnilibyście się...- przyjaciel wetknął nos w fałdy kurtki i po chwili parsknął głośno. Inga roześmiała się. - Oj, ty żarłoku! Mam dla ciebie marchewkę, ale to na potem! - odpychała delikatnie natrętny pysk zwierzęcia. Kuszący zapach zmuszał konia do poszukiwań. Wepchnął łeb pod pachę przyjaciółki. Inga pieszczotliwie głaskała czoło uwieńczone czarną grzywką. Hiszpan przymknął na moment oczy. Raptownie odrzucił głowę, przewracając dziewczynę. Zastrzygł niepewnie uszami i zarżał groźnie. Inga czuła wibrowanie komórki w kieszeni. Aparat spłoszył jej konia i przerwał zabawę. spojrzała na wyświetlacz, a potem na wałacha, grzebiącego przednim kopytem. Nadal czuł lęk. Wstała i podeszła do niego, odsunął się, był podenerwowany. Odebrała.
- Słucham?
- To ja, matka Sławka. Prosił, bym zadzwoniła w jego imieniu...- Inga poznała głos pani Kótryńskiej.
- Dzień dobry. Odejdź! - wyrwało się jej zbyt głośno, wprost do słuchawki.
- Przepraszam, ale nie rozumiem? - odezwała się Izabella.
- To ja przepraszam! Mój koń zaczepia mnie...-sprostowała nastolatka. - Czy coś się stało Sławkowi?
- Nie... Chciał cię tylko zapytać, czy dasz się zaprosić do nas na herbatę...?
Zamurowało ją. Sławek chce zaprosić JĄ do siebie...
- Jesteś tam? - pani Izabella czekała na odpowiedź.
- Ależ z ogromną przyjemnością przyjdę!
- To... może jutro o godzinie 16?
- Tak. Będę.
- Przepraszam cię za pytanie, ale Sławek chciałby wiedzieć, czy dziś też możecie się spotkać?
- Dzisiaj jestem w stadninie za miastem...- odpowiedziała niemal ze smutkiem.
- Aha... rozumiem... Do zobaczenia!
- Do widzenia.
Inga szczęśliwa, wytarła porządnie grzbiet Hiszpana do sucha, narzuciła lekką derkę i założyła siodło. Wyprowadziła kuca przed budynek stajni i dosiadła go. Delikatnie dała znak by ruszył. Kiedy kłusem przemierzała kolejny okrąg ujeżdżalni, niespodziewanie w bramie stadniny pojawił się znany tylko jej samochód. To było auto ojca Sławka...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Ten ktoś obok.

«ROZDZIAŁ JEDENASTY» "Szarość mgły wieczornej oplatała trawę, krzewy i pnie drzew. Szedł brzegiem rzeki, rozglądając się dokoła. Szukał...