Pojawieniu się władcy piekieł towarzyszył zgiełk bełkotliwych modłów, zagorzałych wyznawców. Jednak, sam pan ciemności mało sobie robił z tak wspaniałego powitania gromady zdziwaczałych wiernych. Wyszedł na środek i rozejrzał się. Pośród swoich poddanych szukał jednego człowieka...
- Cholera... - zaklął cicho. - A to ci dopiero szkaradę wezwali, popaprańcy! Ma oczy jak dwie dziury w tyłku i tak samo śmierdzi...-nie mógł się powstrzymać od złośliwych komentarzy.
Tymczasem szatan, już upatrzył sobie ofiarę, wyciągnął palec w stronę ukrytego nieopodal mężczyzny i ryknął:
- To ten!!!
Odwrócili się we wskazanym kierunku i któryś go dostrzegł.
-Jest, widzę GO!!! Dalej bracia, trzeba pochwycić dar dla naszego władcy!!!
Zanim zdążył pomyśleć, jakieś łapska schwyciły go za odzież i poderwały w górę. Czuł jak jego nogi wymachują w powietrzu, niczym marionetki. Chciał krzyczeć, ale wepchnięta w gardło szmata, skutecznie mu to uniemożliwiała.
- Już po mnie...- przeszło mu przez myśl i nagle zachciało mu się śmiać. - Ty przecież już jesteś MARTWY!!! - ta poprawka sprawiła, że aż się zakrztusił. Ze strachem obserwował wszystko co przygotowywano na ucztę ofiarną wysłannika piekieł. Sama świadomość tego, że już raz umarł, jakoś przestała go śmieszyć.
- Ci wariaci chcą chyba złożyć mnie w ofierze temu ich władcy... Mam złe przeczucia... Co się stanie, jeżeli ten sukinkot odbierze mi teraz moją nieśmiertelność???
środa, 9 kwietnia 2014
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Ten ktoś obok.
«ROZDZIAŁ JEDENASTY» "Szarość mgły wieczornej oplatała trawę, krzewy i pnie drzew. Szedł brzegiem rzeki, rozglądając się dokoła. Szukał...
-
«PROLOG» - I, mamy go!!! - okrzyk triumfu ratownika medycznego oznajmił sukces reanimacji. Ostrożnie położono go na noszach i natychmiast ...
-
"Chwila, w której serce ustaje, życiu nowy smak nadaje..." Echo końskich kopyt dudniło po cichych uliczkach. Czarny karawan ciąg...
-
Jakby tu zacząć? Otóż...Witam na moim blogu :-) Spróbuję zmierzyć się na nim z sobą samą. Może Ktoś z was lubi czytać opowiadania różne, n...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz