Tymczasem w restauracji...
- Kelner! - zadbany, dobrze ubrany mężczyzna kiwnął na chłopaka, kręcącego się pomiędzy stolikami. Gdy się zbliżył, klient coś szeptał mu do ucha. Na odchodnym dodał tylko: - Pamiętaj o tym synu!
Kelner skwapliwie kiwnął głową i zajął się własnymi interesami.
Emanuel Falce nazywany przez swoich "Kosą" z racji nazwiska, był inżynierem genetyki, ale także przestępcą. Za swoje doświadczenia na ludzkich płodach, otrzymywał nielegalnie zawrotne sumy, opływał w dostatek, oczywiście nieopodatkowany i w złą sławę mordercy niewinnych dzieci... Jego praca nie wywierała na nim prawie żadnego wrażenia. Zajmował się genetyką, poprawiał Boga, Matkę Naturę i szukał jak na razie tylko "furtki", by uciec jak najdalej od śmierci i chorób. Ludzkie i zwierzęce płody, komórki rozrodcze pobierane nielegalnie od przypadkowych i tych dobrowolnych dawców, były tylko tworzywem do wykonania czegoś jeszcze doskonalszego niż dotychczas było stworzone.
Teraz czekał na swojego zleceniodawcę. Nie był w zbyt dobrym humorze, ponieważ miał dla niego złą, nie... STRASZNĄ wiadomość...
A oto przybył właśnie oczekiwany szef policji...
- Witam szanownego pana. - podał rękę Peterowi Stilt.
- Co jest tak ważne, że kazałeś mi aż tak ryzykować? - komendant ścisnął dłoń inżyniera, ale od razu przeszedł do rzeczy.
Tamten zbladł. Nie spiesząc się usiadł przy stoliku i raz jeszcze przywołał kelnera. Zamówił dania. Stilt niecierpliwił się, poprawiając się na krześle jakby siedział na pokrzywach. Po paru kęsach potrawy, wreszcie genetyk odezwał się:
- Na ile był wyceniony twój chłopak?
- Ciszej!!! Masz zamiar gadać tak głośno, żeby wszystko się sypnęło?
- No, na ile? - naciskał przestępca.
- 135 tysięcy na początek, reszta jak pobierzesz organy do przeszczepu...- odparł prawie szeptem komisarz. - Co się stało, gadaj do kurwy nędzy!!! - pięść huknęła o blat.
- Spokojnie... - doktor podniósł jakąś kość i zaczął ją obgryzać, nie kryjąc satysfakcji. Stilt'owi przypominał ucztującego kanibala. Zemdliło go.
- Twój chłoptaś zwiał... - wycedził, patrząc w nieprzejednane oczy Petera Stilt.
Nim komukolwiek z odwiedzających lokal przyszło do głowy co się stało, kula z policyjnej 38 gładko weszła w czoło genetyka dzieciobójcy.
Lunch z potwornym doktorem dobiegł właśnie końca...
poniedziałek, 17 sierpnia 2015
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Ten ktoś obok.
«ROZDZIAŁ JEDENASTY» "Szarość mgły wieczornej oplatała trawę, krzewy i pnie drzew. Szedł brzegiem rzeki, rozglądając się dokoła. Szukał...
-
«PROLOG» - I, mamy go!!! - okrzyk triumfu ratownika medycznego oznajmił sukces reanimacji. Ostrożnie położono go na noszach i natychmiast ...
-
"Chwila, w której serce ustaje, życiu nowy smak nadaje..." Echo końskich kopyt dudniło po cichych uliczkach. Czarny karawan ciąg...
-
Jakby tu zacząć? Otóż...Witam na moim blogu :-) Spróbuję zmierzyć się na nim z sobą samą. Może Ktoś z was lubi czytać opowiadania różne, n...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz