Uciec... jak najdalej i zapomnieć... Oddech prawie zamarzał w płucach, nogi słabły, a przed oczami pojawiała się niebezpieczna czerń... Jemu także się uda!!! Wierzył w to, tak jak wierzyła ona... W myślach przywołał jej obraz. Zjawiła się w ciepłym słonecznym blasku, z rozwianymi włosami i tym czarującym uśmiechem idealnych ust...
- Boni... po... Poczekaj...!!! Po...aj na mnie...
Jeszcze chwilę napawała jego zamglone oczy swoim obrazem, aż nagle ciemność spowiła wszystko dokoła. Upadł, jego bezwładne ciało stoczyło się do sporej głębokości parowu, okryły je opadające do ziemi gałęzie drzew.
***
Olbrzymi pies, mieszaniec briarda i bernardyna, biegł z nosem przy ziemi. Zapach, woń ludzka ledwo znaczyła się na poszyciu leśnym, ale zmysł wyraźnie odbierał każdy sygnał.
- Tirstan!!! - przeciągły gwizd nie dał rezultatu, zwierzak nadal niespokojnie biegł w kierunku "dołu samobójców". Potężny łeb zwiesił do ziemi i nie odrywał go już od dłuższego czasu. Coś też kazało mu iść za psem.
- Tirstan!!! Wróć!!!
- Uuuu...!!! Aauuu!!! - zbolała nuta przecięła powietrze.
Szybko ruszył przyjacielowi na ratunek, zastanawiając się, co mu się przydarzyło?
Zobaczył go. Siedział przy czymś i zarzuciwszy głowę na grzbiet, wył.
Timothy Silverno, po przejściach jakie zgotowało mu życie, postanowił przeprowadzić się gdzieś, gdzie będzie mógł w spokoju wszystko sobie na nowo poukładać. Chata w lesie za bezcen, praca od rana do chwili, w której kawa przestawała działać na zmęczone ciało, przy remoncie nowego, własnego domu. Potem, któregoś dnia, na rybach znalazł w wodzie poruszający się worek... Okazało się, że to szczenię, zapakował malucha do auta i pojechał do lecznicy dla zwierząt. Lekarka była bardzo miła dla nich obu. Seria zastrzyków, kroplówki i wizyty co parę dni, na kontrolę. Całą trójkę jakoś połączyło to szczenięce szczęście w nieszczęściu. Tim z zaskoczeniem stwierdził, że zakochał się w uroczej pani weterynarz. Byli już z sobą kolejny rok...
- Buuu...!!! Uuuu...!!!
Przyspieszył. Gdy dotarł do psa, przytulił olbrzyma do siebie, sprawdzał łapy, kark, całe ciało, nic nie znalazł, ale Tirsti nie przestawał skomleć, próbując odkopać coś spod opadłych liści. Silverno począł także odgarniać ściółkę w miejscu gdzie psiak zanurzał co chwilę zimny nos, parskając głośno.
niedziela, 19 lipca 2015
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Ten ktoś obok.
«ROZDZIAŁ JEDENASTY» "Szarość mgły wieczornej oplatała trawę, krzewy i pnie drzew. Szedł brzegiem rzeki, rozglądając się dokoła. Szukał...
-
«PROLOG» - I, mamy go!!! - okrzyk triumfu ratownika medycznego oznajmił sukces reanimacji. Ostrożnie położono go na noszach i natychmiast ...
-
"Chwila, w której serce ustaje, życiu nowy smak nadaje..." Echo końskich kopyt dudniło po cichych uliczkach. Czarny karawan ciąg...
-
Jakby tu zacząć? Otóż...Witam na moim blogu :-) Spróbuję zmierzyć się na nim z sobą samą. Może Ktoś z was lubi czytać opowiadania różne, n...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz